Horror w USA. Rodzice chcą aborcji dziecka, o jego życie walczy...surogatka

Przed amerykańskim sądem toczy się bezprecedensowy proces, odsłaniający mroczną rzeczywistość tzw. macierzyństwa zastępczego, czyli surogacji. Biologiczni rodzice, którzy „zamówili” sobie dziecko w ramach procedury, na wieść o wadzie serca płodu, chcą pozbawić go życia. W obronie nienarodzonego człowieka stanęła surogatka, pragnąca je urodzić i adoptować.
McKenna West pochodzi z Alaski, jest pielęgniarką i samotnie wychowuje dwoje dzieci. Do agencji surogatek zgłosiła się ze względów finansowych, pragnąc podreperować domowy budżet. Wszystko skomplikowało się po badaniach prenatalnych, w ramach których wykryto uleczalną wadę serca dziecka.
Chodzi o tzw. zespół hipoplazji lewego serca (HLHS). Statystyki medyczne dają nadzieję: noworodki poddane operacji mają 75 proc. szans na dożycie do 5. roku życia i 90 proc. na osiągnięcie wieku dorosłego, jeśli przeżyją pierwszy rok życia. Dawcy materiału genetycznego postanowili pozbyć się problemu, chcąc zabić dziecko w ramach procedury aborcyjnej, na co zezwala umowa pomiędzy parą, a surogatką.
McKenna postanowił jednak urodzić dziecko i zapewnić mu pełną opiekę kardiologiczną. Spór trafił do sądu. Odmawiając dokonania aborcji, matka zastępcza stwierdziła: „Każde życie ma znaczenie. Żadna kobieta nie powinna być zmuszana do zakończenia życia dziecka, które nosi w swym łonie, w tym ja… Mały Gabriel powinien mieć szansę na życie”. McKenna West zaproponowała, że przejmie pełną odpowiedzialność prawną i finansową za dziecko, rezygnując z wszelkich roszczeń wobec biologicznych rodziców.
Rodzice biologiczni walczą o 250 tys. dolarów odszkodowania ze strony surogatki i zwrotu wszystkich otrzymanych dotychczas pieniędzy. W międzyczasie surogatka wyjechała do Teksasu, mając nadzieję, że urodzi w szpitalu specjalizującym się w kardiologii dziecięcej. Obecnie toczy się skomplikowana batalia prawna między Alaską a Kalifornią o to, gdzie dojdzie do porodu i kto otrzyma prawo do opieki.
McKenna West podejrzewa, że biologiczni rodzice starają się uzyskać prawo do opieki nad dzieckiem wyłącznie po to, by odmówić mu leczenia ratującego życie i pozostawić je na śmierć w ramach opieki paliatywnej; podejrzenie to potęguje ich odmowa zapewnienia niezbędnych operacji kardiologicznych.
Z drugiej strony biologiczni rodzice zarzucają surogatce zniekształcanie rzeczywistości i kierowanie się wyłącznie chęcią zysku, twierdząc, że nie można potwierdzić kwalifikacji dziecka do zabiegów, ponieważ kobieta odmówiła wykonania amniopunkcji. Przyszłość chłopca, który ma się urodzić początkiem września, rozstrzygnie się na drodze sądowej.
Ogromne kontrowersje wzbudza również stosowane przez surogatkę określenie „moje dziecko”, przeczące całej logice procederu surogacji, według którego tzw. matka zastępcza uznawana jest w praktyce wyłącznie jako „ludzki inkubator”, bez prawa do decydowania o losach istoty noszonej pod sercem. Przyznanie przez sąd racji McKennie stworzyłoby niebezpieczny precedens z perspektywy biznesu surogacyjnego, uznając pewne prawa do dziecka również kobiecie „wynajmującej” swoje ciało stronie trzeciej.
KAI / oprac. PR






