Konferencja w Rzymie dot. totalitaryzmu i watykańskiej dyplomacji. Pokusa „bycia jak Bóg” wciąż silna

Pokusa „bycia jak Bóg”, kontrolowania wszystkich i wszystkiego jest jednym z głównych źródeł totalitaryzmu – zaznaczył szef watykańskiej dyplomacji kard. Pietro Parolin, który brał udział w dwudniowej konferencji pt. „Stolica Apostolska wobec systemów totalitarnych w XX wieku: nowe perspektywy i kierunki badań”.
Wydarzenie, które odbyło się w dniach 28-29 października na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie zorganizowano z inicjatywy Instytutu Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu oraz Papieskiego Komitetu Nauk Historycznych. Połączone było z prezentacją nowej wystawy poświęconej obchodom 1000- letniej rocznicy Chrztu Polski w 966 roku.
Podczas przemówienia inauguracyjnego Sekretarz Stanu Watykanu kard. Parolin ostrzegł rządzących przed zajmowaniem miejsca Boga.
- [Totalitaryzm] wynika z ludzkiej pokusy, by «być jak Bóg», kontrolować sposób życia i myślenia ludzkości oraz narzucać jej własne przekonania ideologiczne - mówił.
Duchowny krytykował tendencję do wywyższania państwa, jego struktur ponad religię. - Wynosząc klasę społeczną, rasę czy państwo na ołtarze w miejsce Boga, [reżimy totalitarne] sakralizowały swoje koncepcje ideologiczne i tworzyły religie polityczne z własnymi „liturgiami”, prorokami, męczennikami i normami etycznymi - wskazał kardynał.
Podczas konferencji analizowano stanowisko Stolicy Apostolskiej za czasów papież Piusa XII wobec nazistowskich Niemiec i Holokaustu. Szef watykańskiej dyplomacji wskazał, że papież Pius XII potępiał wojny w specyficzny sposób. Chodziło o to, aby nie potęgować „jeszcze większych prześladowań”. Wykazywał się również „dyplomacją miłosierdzia na niespotykaną dotąd skalę”.
Uczeni, którzy brali udział w konferencji wskazywali na „zrównoważone” stanowisko papieża. Na przykład o. Nicola Spinato, teolog z Padwy mówił, że „Kościół, a w szczególności Stolica Apostolska, robiła to, co uważała za możliwe i do utrzymania w omawianych okresach, tak jak robi to dzisiaj”. - Stolica Apostolska i Kościół nie są jedynie podmiotami politycznymi konkurującymi na arenie politycznej. Ich rola ma charakter duszpasterski i eklezjalny - zaznaczył.
Teolog mówił także, że podczas Soboru Watykańskiego II sformułowano ostry sprzeciw wobec rasizmu i wszelkich form dyskryminacji. Ten sprzeciw, „konfrontacja z totalitaryzmem i rasizmem XX wieku przyczynił się do rozwoju nauki społecznej Kościoła” - konstatował o. Spinato.
Uczestnicy konferencji podkreślali ogromny wpływ papieża Jana Pawła II na dyplomację watykańską, szczególnie w Polsce i Ameryce Łacińskiej. - Jan Paweł II aktywnie interweniował, aby położyć kres dyktaturom i promować powrót do demokracji. W dniach 1-6 kwietnia 1987 r. odwiedził Chile. Była to podróż, która zmieniła historię kraju - zasugerował Gianni La Bella, członek Papieskiego Komitetu Nauk Historycznych.
- Po pielgrzymkach Jana Pawła II do Polski w latach 1983 i 1987 rozpoczęto działania mające na celu przezwyciężenie kryzysu. Jego wpływy i prawa gwarantujące wolność religijną utorowały Polsce i Stolicy Apostolskiej drogę do przywrócenia pełnych stosunków dyplomatycznych 17 lipca 1989 roku – zaznaczył z kolei ks. Albert Warso, profesor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II.
- Instytut Pamięci Narodowej od początku swego istnienia prowadzi szczegółowe badania na temat martyrologium Kościoła w Polsce, uznając jego heroizm i niezwykle cenną rolę w kształtowaniu naszej tożsamości, w obronie naszej i Waszej wolności. Wyraża się to w szeregach publikacji naukowych, popularnonaukowych oraz szerokiej działalności edukacyjnej i wystawienniczej Instytutu – mówił z kolei zastępca prezesa IPN dr hab. Karol Polejowski, otwierając konferencję. Uczony podkreślił znaczenie etyki chrześcijańskiej, która nakazywała Polakom między innymi chronić Żydów przed zagładą ze strony niemieckich okupantów, czego przykładem pozostaje rodzina Ulmów z Markowej.
Referaty obejmowały wydarzenia od pierwszych dekad XX wieku, przez okres II wojny światowej i powojennej dominacji komunizmu w Europie Środkowo-Wschodniej, aż po schyłek zimnej wojny. Dyskutowano m.in. na temat relacji Stolicy Apostolskiej z Polską w latach 1958–1989, roli Jana Pawła Il wobec reżimu komunistycznego, a także działania dyplomacji watykańskiej w różnych częściach świata.
Zastępca prezesa IPN wyraził nadzieję, że watykańska konferencja to „pierwsze z wielu spotkań, w ramach inicjatywy, którą powinniśmy kontynuować w kolejnych latach”, analizując i konfrontując różne punkty widzenia dotyczące historii Kościoła i jego stosunku do totalitaryzmów w XX wieku
Dzięki udostępnieniu historykom nowych źródeł archiwalnych, a także dzięki rozwojowi metodologii badań historycznych, można spojrzeć na dyplomację watykańską z innej perspektywy, by zrozumieć złożone relacje między władzą polityczną, religią i wolnością człowieka.
Warto zaznaczyć, że chociaż totalitarne reżimy, takie jak narodowy socjalizm, komunizm i faszyzm, należą do historii, to jak mówił kard. Parolin „samo zjawisko nie należy do przeszłości”, a pragnienie kontrolowania wszystkich i wszystkiego oraz narzucania własnej ideologii wciąż pozostaje silne.
Kardynał nawiązał do działań podejmowanych przez różne osoby, władze, które zaprzeczają prawdzie. Nie chodzi bowiem o to, by wolność i demokracja obejmowały jedynie „zasady i procedury”, ale zasadzały się na prawdzie, na zgodności z faktami, zaangażowaniu w dobro jednostek i społeczeństwa jako całości.
Parolin przypomniał, że ideologie pseudoreligijne, takie jak komunizm i narodowy socjalizm „są nieprzejednanie sprzeczne z chrześcijaństwem i od samego początku rozpętały falę prześladowań Kościoła katolickiego”.
Stolica Apostolska prowadziła taką dyplomację, aby „chronić europejskich katolików żyjących pod tymi reżimami” i papież Pius XI dlatego wybrał najpierw „‘drogę negocjacji’ ze Związkiem Radzieckim, faszystowskimi Włochami poprzez Traktaty Laterańskie i nazistowskimi Niemcami poprzez konkordat”.
Relacje kontynuowano potem we Włoszech, chociaż były „kruche”, z racji podporządkowania partnerów „ideologiom wrogim chrześcijaństwu”.
W marcu 1937 roku Pius XI wydał trzy encykliki, „potępiające narodowy socjalizm, komunizm i antykatolicki liberalno-socjalistyczny reżim w Meksyku”, wskazując w nich, że „wszystkie te heretyckie odchylenia wynikały z tego samego materializmu, który negując Boga, twierdził, że przynosi światu nowe zbawienie za pomocą rewolucyjnych, ludzkich środków”.
Następca Piusa XI, Pius XII podtrzymywał ten pogląd i w swojej pierwszej encyklice „Summi Pontificatus”, wydanej na początku II wojny światowej, potępił fundamentalne przyczyny konfliktu, tkwiące „w odejściu społeczeństwa od nauki Chrystusa, która niegdyś dawała Europie duchową spójność, w zaniedbaniu prawa naturalnego i odrzuceniu uniwersalnego standardu moralnego”.
Zatem, by walczyć z totalitaryzmem konieczny jest powrót do Boga i do „porządku opartego na wartościach chrześcijańskich”.
Po niepowodzeniu mediacji w sprawie pokoju między walczącymi stronami, papież Pius XII zainicjował „dyplomację miłosierdzia na niespotykaną dotąd skalę”, aby pomóc prześladowanym i potrzebującym „z każdego środowiska”.
Opracował „plan dla powojennego świata, który zapewniłby sprawiedliwy i trwały pokój, zakorzeniony w chrześcijańskiej inspiracji i oparty na międzynarodowej solidarności oraz poszanowaniu godności i praw naturalnych jednostek oraz narodów, w tym małych i pokonanych”.
Potępił zbrodnie wojenne, ale starał się to czynić w sposób, „który nie sprowokuje jeszcze większych prześladowań”.
Kardynał Parolin podkreślił, że zdecydowany antykomunizm Piusa XII nie przeszkodził mu po wojnie w dążeniu do porozumienia z „demokracjami ludowymi”, chcąc złagodzić cierpienia katolików.
Dlatego dążył do negocjacji z Czechosłowacją, Węgrami i Polską. Jednak reżimy te zerwały dialog, m.in. poprzez skazanie kardynała Józsefa Mindszentyego na Węgrzech i utworzenie schizmatyckiej „Akcji Katolickiej” w Czechosłowacji.
W latach 1949–1951 wydał szereg ekskomunik, potępiając wszelką współpracę z ideologią komunistyczną i wyrażając duchową oraz praktyczną solidarność z „Kościołem Milczącym”.
Potem zaczęła się „epoka dialogu”, którą prowadził papież Jan XXIII i Paweł VI, chcąc doprowadzić do odprężenia i „zapewnienia Kościołowi katolickiemu większej przestrzeni do życia i działania” w Europie Wschodniej. Tak zwana „watykańska Ostpolitik” miała mieć cel religijny, a nie polityczny, chociaż „jego osiągnięcie wymagało zastosowania tradycyjnych instrumentów polityki i dyplomacji”.
Głównym architektem tej polityki był kardynał Agostino Casaroli. W 1965 roku Paweł VI powiedział, że „Stolica Apostolska powstrzymuje się od częstszego i bardziej stanowczego wyrażania uzasadnionego głosu protestu i dezaprobaty” w obronie cierpiącego Kościoła „w krajach o reżimach ateistycznych i totalitarnych”, aby „nie prowokować większego zła”.
Kard. Parolin bronił „Ostpolitik”, sugerując, że „w znacznym stopniu przyczyniła się ona do międzynarodowego odprężenia” i pomimo ograniczonego sukcesu, „ten wybór był słuszny, zgodnie z jednomyślną opinią historyków”.
Przechodząc do dyplomacji prowadzonej za czasów papieża-Polaka kojarzonego z „upadkiem muru berlińskiego”, obecny szef dyplomacji watykańskiej zaznaczył, że Jan Paweł II nie przerwał negocjacji z Europą Wschodnią, lecz „przekonany o słabości reżimów komunistycznych” skoncentrował swoją energię „na mobilizacji sumień chrześcijan, wzmocnieniu historycznej i kulturowej tożsamości narodów Europy, zakorzenionej w chrześcijaństwie, oraz odnowieniu jedności kontynentu, który potrzebował ponownie oddychać obydwoma płucami”.
Jan Paweł II skoncentrował się na „rechrystianizacji narodów Europy”, co niestety wciąż nie zostało osiągnięte – puentował kard. Parolin.
Chociaż mówi się, że najgorsze totalitarne reżimy mamy za sobą, to jednak totalitarne pragnienia odradzają się raz po raz i znajdują odzwierciedlenia w działaniach różnych grup społecznych i władzy.
Totalitaryzm bowiem charakteryzuje się taką formą rządów, w której wszelkie zachowania społeczne są kontrolowane przez władzę realizującą pewną niepodlegającą ocenie ideologię, wcielaną w życie za pomocą aparatu terroru. Za totalitarne państwa w przeszłości uznawano przede wszystkim niemiecki nazizm, włoski faszyzm czy komunizm. W systemie totalitarnym decydenci dążą do zniszczenia wszystkich podsystemów i grup pośredniczących. Chodzi nie tylko o panowanie polityczne, ale o sprawowanie totalnego nadzoru nad aktywnością ludzką. Dlatego też państwo totalitarne tępi przejawy samodzielnego myślenia i działania. Pragnie zbudować raj na ziemi na ruinach wolności, zgodnie z własną totalitarną ideologią.
Profesorowie Marek Bankowicz i Wiesław Kozub-Ciembroniewicz zauważają, że ideologia totalitarna „nie poprzestaje na formułowaniu wskazań o charakterze jedynie politycznym. Mistyczna ideologia totalitarna posiada wiele cech par excellence wiary religijnej. W miarę upływu czasu tego rodzaju ideologia coraz bardziej unika rzeczywistości, uciekając w świat kreowanej przez siebie fikcji. Totalitaryzm zawsze jest więc w większym lub mniejszym stopniu ideokracją, czyli ustrojem, w którym ideologiczna nadrzeczywistość wypiera realność. Istniejący świat i jego pojęcia są stłamszone przez swoistą fikcję, zaś słowa tracą swe tradycyjne znaczenie i nabierają nowego, przechodząc w nowomowę”. W tym systemie tylko nieliczni mają wiedzę o zasadach rządzących porządkiem świata i jako nowa „elita” są predestynowani do przewodzenia ludowi, narzucając biernym masom zasady postępowania. Organizacja totalitarna zakłada wysoki stopień jedności w myśleniu i działaniu, co osiąga poprzez centralizację i podporządkowanie mas oraz ujednolicenie.
Dzisiaj państwo totalitarne może wyglądać nieco inaczej, biorąc pod uwagę poziom rozwoju technologii. Niemniej, gdy raz się ulegnie i pozwoli rządzącym coraz głębiej wchodzić w różne dziedziny życia społecznego, totalitaryzm w konsekwencji może przyjąć znacznie bardziej agresywną postać.
Historia, która jest „nauczycielką życia”, pozwala wyciągać wnioski z przeszłości, by uniknąć negatywnych konsekwencji w teraźniejszości, chociażby z upolitycznienia uniwersytetów, jak to doskonale opisał William Happer, specjalizujący się w badaniach fizyki atomowej, optyki i spektroskopii. Emerytowany wykładowca z Uniwersytetu Princeton, pionier rozwoju optyki adaptacyjnej, który na początku lat 90. ubiegłego wieku pracował w Departamencie Energii za czasów administracji George’a H.W. Busha, stracił posadę w 1993 roku (za prezydenta Clintona) po zaprezentowaniu dowodów badań podważających retorykę wiceprezydenta Ala Gore’a o domniemanym katastrofalnym ociepleniu klimatu i dziurze ozonowej. Od 2015 roku jest zawzięcie atakowany przez grupę innych uczonych za przemówienie, w którym uznał, że nie ma zagrożenia z powodu ocieplenia klimatu. Happer przypomniał w jednym z artykułów zatytułowanym Harmful Politicization of Science, iż w przypadku skrajnego upolitycznienia nauki rządy lub inne potężne grupy lobbingowe wykorzystują ją i uczonych do „promowania programu nienaukowego”, powodując ogromne spustoszenie. Fizyk opisał, w jaki sposób doszło do zniszczenia nauk biologicznych w Związku Radzieckim i wymordowania genialnych naukowców po skrajnym upolitycznieniu nauki przez Trofima Łysenkę – „naukowca ludowego”, który kierował się „szlachetnymi pobudkami poprawy dobrobytu człowieka”, a który przyczynił się do ogromnego głodu i śmierci milionów Rosjan, w tym zamordowania wybitnych agronomów.
Dopiero fizycy: Piotr Kapica, późniejszy laureat Nagrody Nobla, Igor Tamm i Andriej Sacharow – jedni z najbardziej nieustraszonych obrońców genetyki – rzuciło wyzwanie Łysence. Możliwe to było dzięki pozycji politycznej Tamma i Sacharowa, wynalazców bomby wodorowej. Chociaż Łysenko szczerze ich nienawidził, to jednak nie był w stanie doprowadzić do ich uwięzienia lub rozstrzelania.
Dzisiaj również mamy do czynienia z niszczeniem nauki i innych uczonych wskutek jej upolitycznienia, chociaż stosuje się bardziej wysublimowane metody ostracyzmu i spychania na margines. Obecnie zachodnie uczelnie mierzą się przede wszystkim z regulacjami i ruchami DEI (różnorodność, równość, inkluzja), które wymagają w imię stwarzania „równych szans” i zapewnienia uznania wszelkich tożsamości oraz walki z opresją szczególnego traktowania studentów o określonych cechach np. kolorowych, o różnej „orientacji seksualnej” i „tożsamości płciowej” nie dlatego, że są zdolni, ale ze względu na ich pozycję społeczną i szeroko rozumianą tożsamość. Mają oni pierwszeństwo w staraniu się o przyjęcie na uniwersytety stanowe w USA. Jednocześnie te grupy studentów wywierają presję na wykładowców i narzucają uczelniom, o czym można mówić, a czego nie wolno poruszać.
Nakładają się na to inne totalitarne zabiegi związane z decydowaniem przez sędziów z udziałem medyków w Wielkiej Brytanii o tym, czy zezwolić danemu schorowanemu dziecku na korzystanie z opieki zdrowotnej czy też odłączyć je od aparatury nie tylko podtrzymującej życie, ale coraz częściej dostarczającej pożywienia i pojącej (np. sprawa zabójstwa Alfiego Evansa w 2018 roku czy Indii Gregory z 2023 roku). Odnosi się wrażenie, że opinia publiczna już „znieczuliła się” na tego typu doniesienia i nie reaguje adekwatnie w związku z praktykowaniem skandalicznych metod eugeniki.
Z tymi praktykami wiąże się ograniczanie wolności sumienia, w szczególności personelu medycznego, który nie chce uczestniczyć w eugenicznych „procedurach” (aborcja, wspomagane samobójstwo/eutanazja).
Zresztą uciekanie się do decyzji administracyjnych, z pominięciem władzy legislacyjnej, nakładanie kar, które natychmiast muszą być wykonane, to cecha charakterystyczna coraz większej liczby zachodnich demokracji liberalnych. Aż nadto ujawniła się w czasie tak zwanej pandemii COVID-19 i wprowadzanych wówczas obostrzeń sanitarnych. Współcześni „totalitaryści” w imię ideologii klimatyzmu, genderyzmu, inkluzji posuwają się tak daleko, że już nawet za używanie kosiarek spalinowych i innych sprzętów niezbędnych do kształtowania tak zwanej architektury krajobrazu, chcą karać sankcją pozbawienia wolności do roku, jak zdecydowali kalifornijscy regulatorzy.
Rządy chcą karać za „myślozbrodnie”, na przykład Adama Smitha-Connora, brytyjskiego weterana z Afganistanu, który stał w „strefie buforowej” i modlił się w samotności – po cichu – przed ośrodkiem aborcyjnym w Bournemouth.
Europejscy tropiciele „nieprawomyślności” idą tak daleko, że nawet dość liberalne, najstarsze brytyjskie towarzystwo naukowe na świecie postanowiło interweniować, przestrzegając przed cenzurą „dezinformacji naukowej” w internecie. W styczniu 2022 roku Royal Society zaznaczyło, że cenzura w sieci – nawet szkodliwych wiadomości naukowych – nie jest dobrym rozwiązaniem. Towarzystwo wypowiedziało się przeciwko brytyjskiemu projektowi ustawy dotyczącej bezpieczeństwa w internecie. Dezinformacja na temat zagadnień naukowych, od bezpieczeństwa szczepionek po „zmiany klimatyczne”, może wyrządzić szkody jednostkom i społeczeństwu. Jednak, jak podkreślono, zmuszanie platform do usuwania pewnych treści może doprowadzić do jeszcze większego kryzysu zaufania do władzy i instytucji.
Wraz z cenzurą pewnych treści pojawia się bardzo dużo regulacji ograniczających wolności gospodarcze pod pretekstem walki ze „zmianami klimatu”. W listopadzie 2023 roku eurokraci zatwierdzili wzmocnienie „dyrektywy w sprawie ochrony środowiska poprzez prawo karne”. Chociaż na razie nie użyto pojęcia „ekobójstwa” jako jednej z największych zbrodni, to regulacje zmierzają w tym właśnie kierunku, jak sugeruje grupa Stop Ecocide lobbująca na rzecz uznania w prawie międzynarodowym definicji nowej zbrodni.
World Population Review identyfikuje dzisiaj jedynie cztery państwa totalitarne. Są wśród nich: Turkmenistan, Korea Północna, Erytrea i Afganistan. W opisie zwrócono uwagę, że totalitaryzm to system rządów, w którym poziom kontroli nad ludnością jest tak duży, iż ma ona „niewiele praw i niewielką władzę”. To „opresyjna metoda rządzenia narodem”, mająca „kilka elementów wspólnych z nazizmem i stalinizmem”. Zwykle dotyczy krajów „dyktatorskich” i „faszystowskich”, a ich charakterystyczną cechą jest kontrola niemal każdego aspektu życia publicznego i prywatnego. Kraje totalitarne nie tylko utrzymują ścisłą kontrolę nad tym, co się o nich mówi, ale także sprzeciwiają się zarówno wolności słowa, jak i wolności prasy. Osoby nieprzychylne władzy zwykle są karane, a ideologie i religie, których rząd nie lubi, są często uciskane, zakazane i/lub wyjęte spod prawa w kraju totalitarnym.
Kolejną cechą wyróżniającą totalitaryzm jest zarządzanie strachem, by ludziom odechciało się protestów i przynajmniej pozornie zgadzali się „ze wszystkim, co rząd mówi, robi i wymaga”. Na straży prawomyślności stoją nie tylko siły polityczne, ale cały aparat donosicieli i szpiegów.
Autorzy klasyfikacji World Population Review przywołali także sześć cech Friedricha i Brzezińskiego definiujących totalitaryzm, które można byłoby zestawić ze współczesnymi uwarunkowaniami, znajdując uzasadnienie dla na razie miękkiej formy totalitaryzmu. Dziś za pomocą standardów, wytycznych, konkretnych regulacji ograniczających wolność wyznania, słowa, wymusza się zgodność z jedną ideologią ustalaną przez postępowe elity już nie tylko na szczeblu krajowym, ale międzynarodowym (np. standardy ESG, DEI itp.). Ludzie żyją w strachu, obawiając się kolejnego kontrolera – zwykle te funkcje przejmują przedstawiciele różnych zawodów np. policjanci, straż miejska, kominiarze, nauczyciele, lekarze itd., zbierający dane o obywatelach i przekazujący je do scentralizowanych baz danych. Poprzez naciski i tak zwaną kulturę wymazywania ruguje się z przestrzeni publicznej tych, którzy nie zachowują zgodności z określonymi regulaminami, standardami. Ludziom uniemożliwia się korzystanie z podstawowych usług i dysponowanie swoją własnością.
Zmieniły się nieco metody, jeśli chodzi o stosowanie narzędzi terroru. Jednak pod pretekstem konieczności zapewnienia „odporności demokracji” mnoży się liczbę służb, wprowadza regulacje o sygnalistach, stosuje znacznie bardziej wyrafinowane technologie, wykorzystując zaawansowane algorytmy i profilowanie do typowania – na podstawie absurdalnych cech – potencjalnych wrogów państwa i władzy. Wreszcie odwołuje się do teorii szturchania i manipulacji. Chociaż nie ma dominującej partii, to jednak obserwuje się zjawisko daleko idącego upodobnienia sił politycznych.
W systemie totalitarnym władza ma monopol na środki komunikacji i wprowadza cenzurę. Dziś obserwujemy ogromną presję wywieraną na „strażników przepływu informacji” (duże platformy internetowe), aby ograniczyć dostęp do wiadomości, usuwając w ciągu 24 godzin niewygodne treści z sieci („informacje MDM”). Zwykle mówi się, że chodzi o „ochronę demokracji”, o „odporność”, bezpieczeństwo i o to, aby nikt nie czuł się wykluczony. Jednak w imię „niewykluczania” wyklucza się coraz większą liczbę poglądów, a katalog „niedozwolonych” treści stale się poszerza.
W systemie totalitarnym gospodarka jest kontrolowana przez państwo. A czymże dzisiaj są regulacje chociażby Komisji Europejskiej, która ani na krok nie chce ustępować z realizacji ekocyfrowej transformacji i wprowadza szereg dyrektyw zakazujących różnych działań, by zmienić wzorce konsumpcji i produkcji, drastycznie ograniczyć produkcję i spożycie mięsa, używanie aut spalinowych, stosowanie kotłów gazowych w domach itd. Gospodarka poprzez regulacje tak na forum międzynarodowym, jak i regionalnym oraz krajowym jest ograniczana do pewnych wybranych typów aktywności. Likwidowane są – mocą decyzji odgórnych – całe gałęzie przemysłu, rolnictwa, a wskutek poprawności politycznej blokuje się ludziom konta i wycofuje sprzedaż towarów niepoprawnych ideologicznie.
W totalitaryzmie chodzi przede wszystkim o władzę. Współcześni totalitaryści przywiązują dużą wagę do kultury i języka. Dzisiejsza nowomowa ukrywa prawdziwą naturę rzeczy. Tolerancja w tej nowomowie oznacza nietolerancję, włączenie/inkluzja jest tożsame z wykluczeniem tych, którzy nie mogą zaakceptować narzucanej ideologii. Mianem „mowy nienawiści” określa się mówienie prawdy, eutanazja to „dobra śmierć” itp.
Zmiana języka jest kluczowa dla wprowadzenia regulacji prawnych obalających istniejące normy. Język kształtuje percepcję, świadomość. Prawo tę świadomość kodyfikuje. Współczesne demokracje liberalne, co charakterystyczne, ingerują głęboko w stosunki osobiste, konsolidując władzę. Przykładowo, znosząc naturalny podział na dwie płcie i wprowadzając w to miejsce „spektrum płci tęczowych”, można zyskać znacznie więcej władzy, bo państwo musi regulować zależności pomiędzy „płciami kulturowymi”.
Państwo ograniczając debatę publiczną, stanie się coraz bardziej wszechwładne i będzie coraz głębiej ingerować w sferę prywatną, konsekwentnie zabierając wolność nowym pokoleniom. Do tego prowadzi współczesny „miękki totalitaryzm”. Dlaczego tak się dzieje? Jak mawiał klasyk, zagorzały liberał, który z czasem stał się nawróconym katolikiem, wybitny dziewiętnastowieczny mówca konserwatywny, prawnik i dyplomata, Juan Donoso Cortés, który był świadkiem gwałtownych rewolucji wstrząsających Starym Kontynentem i nieprawdopodobnego szerzenia się różnych błędów w życiu społecznym i w Kościele: „(…) wśród ludzi możliwe są tylko dwa rodzaje wędzideł: religijne i polityczne. Natura tych wędzideł jest taka, że gdy słupek rtęci termometru religijnego podnosi się, temperatura politycznego ucisku opada. I na odwrót, temperatura religijna nie może opaść bez podniesienia temperatury politycznej, to znaczy politycznego ucisku aż do tyranii. Takie jest prawo ludzkości i Historii”.
Roger Scruton, filozof, pisarz, kompozytor i publicysta, wykładowca wielu renomowanych uczelni na świecie, pisząc o naturze totalitaryzmu, zauważył, że „skoro współczesne rządy totalitarne powstały i rozprzestrzeniły się z taką gwałtownością, to stało się tak dlatego, iż jest coś w naturze ludzkiej, do czego mogą się one odwołać i skąd bierze się ich moralna siła”. Dodaje, że totalitarne ideologie „racjonalizują resentyment i jednoczą tych, którzy go odczuwają, wokół wspólnej sprawy”.
Ludzie opanowani przez resentyment po dojściu do władzy dążą do obalenia zastanego porządku, prawa, własności i religii, uznając je winnymi stworzenia hierarchii, autorytetów i przywilejów – przyczyny nierówności, upokorzeń i porażek. Jednak z chwilą ich obalenia resentyment stanie się zasadą rządzącą państwem. Będzie się liczyć „czysta władza jednostki nad jednostką opisana w słynnych pytaniach Lenina: Kto? Kogo?”. W tym tworzonym systemie czysto siłowym musi pojawić się centralna kontrola i zawsze musi być jakiś wróg, grupowa wina, zbiorowa kara. Inne konkurencyjne teorie przedstawiane są jako ideologie. Ideologia dominująca zyskuje status naukowej posługującej się specyficznym językiem nowomowy, który rozumie i którym może się posługiwać jedynie wybrana elita zdolna do sprawowania władzy. To ona przeprowadza rewolucję od góry. I jest to możliwe dzięki wsparciu, jakie uzyskuje od tych, którzy ulegają resentymentowi. Ludzie wierzą, że nowa „kasta kapłanów”, osób, które dążą do realizacji własnych celów, będzie w stanie zaprowadzić raj na ziemi. Jednak, jak słusznie zauważa Scruton, elita dąży do zniszczenia zastanego porządku i „usprawiedliwia zagarnięcie przez siebie władzy, odwołując się do solidarności z tymi, którzy zostali niesprawiedliwie wykluczeni. Od tej pory będą bowiem wykluczeni nadal, tyle że w sposób sprawiedliwy, bo w imię ludu, a więc w imię siebie samych. Ci, którzy pierwsi działali pod wpływem resentymentu, zginą, większość z nich wciągnięta przez machinę, którą stworzyli do likwidacji innych (…)”.
Źródło: ewtnnews.com, ipn.gov.pl, vaticannews.va
AS






