Krzysztof Rak: CDU przestaje już być Niemcom potrzebna

Ktoś sobie wymyślił trzy, cztery lata temu, że Merz może być odnowicielem chadeckiej „prawicowości”, jednak CDU prawicowo-chadecka nie jest, a na prawym skrzydle wyrósł bardzo poważny konkurent, który zabiera głosy. I teraz dzisiaj CDU znalazła się pomiędzy dwoma blokami, które coraz bardziej się radykalizują, zabierając powietrze środkowi – w ten sposób Krzysztof Rak, główny analityk Instytutu Zachodniego, komentuje olbrzymie problemy, w obliczu których stanęła w ostatnim czasie niemiecka Unia Chrześcijańsko-Demokratyczna.
Gość Radia Wnet przytoczył opinie komentatorów znad Renu, wskazujących na „podwójną klęskę” CDU. Po wcześniejszym niepowodzeniu w Saksonii-Anhalcie ugrupowanie to po raz pierwszy w historii nie weszło do landtagu, czyli do parlamentu krajowego Meklemburgii-Pomorza Przedniego, nie przekraczając pięcioprocentowego progu. Również wynik głosowania w Berlinie trudno uznać za sukces.
- Jeszcze kilka tygodni temu rozmawiałem z chadekami – mówił Krzysztof Rak. – Liczyli na to, że być może uda się nawet wygrać w tych wyborach. No i wtedy to zwycięstwo w Berlinie byłoby jakimś argumentem dla kanclerza, że nie jest tak źle i na tym zwycięstwie kanclerz mógłby jeszcze trochę pociągnąć. Oni liczyli na to, że część elektoratu lewicowego niezadowolona z pewnych głosów i wątków antysemickich w kampanii Lewicy [Die Linke] i Zielonych jednak nie zagłosuje na partię, z której pochodzą głosy antysemickie; która wspiera Palestyńczyków; która wspiera też Hamas. No ale tak się nie stało, dwie porażki – wskazywał analityk.
Zdaniem Krzysztofa Raka, kanclerz Friedrich Merz „jeszcze trochę pociągnie” na swoim stanowisku, gdyż obecnie Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej (CDU) brakuje odpowiedniego kandydata na jego następcę. Mógłby takim zostać premier Północnej Nadrenii-Westfalii Hendrik Wüst, jednak w tamtym landzie wybory przypadają w przyszłym roku i chadecja uważa za swój cel strategiczny utrzymanie sprawowanej tam władzy.
- On już jest „trupem” – mówi o Merzu Krzysztof Rak – ale ja zawsze cytuję moje ulubione, piękne niemieckie powiedzenie, które dobrze pasuje do polityki: „Ci, których śmierć już ogłosiliśmy, żyją dłużej”.
Według głównego analityka Instytutu Zachodniego, CDU znalazła się jednak we wręcz „katastrofalnej sytuacji”. Nie ma możliwości zawarcia porozumienia z jedynym prawicowym ugrupowaniem ze względu na „kordon sanitarny” roztoczony wokół AfD przez polityczny establishment. Alternatywa dla Niemiec podczas minionej kampanii wyborczej zresztą ostro atakowała chadecję, czemu trudno się dziwić.
Unia Chrześcijańsko-Demokratyczna musi więc współpracować, a zarazem rywalizować z ugrupowaniami lewicowo-liberalnymi, do których sama upodabnia się w coraz większym stopniu. Tymczasem same Niemcy oraz pozostałe państwa Europy notują raczej wzrost sympatii wyborców dla prawej strony. Ten trend jest konsumowany nad Renem przez AfD i tutaj CDU nie ma czego uszczknąć. Tym bardziej nie jest atrakcyjna dla zwolenników lewicy, którzy pośród partii tego rodzaju wolą „oryginały” niż koniunkturalne środowisko spoglądające w ich stronę z powodów taktycznych.
To właśnie, zdaniem badacza, stanowi główny powód zwycięstwa Lewicy w wyborach stołecznych.
- Ktoś sobie wymyślił trzy, cztery lata temu, że Merz może być odnowicielem chadeckiej „prawicowości”, jednak ta partia prawicowo-chadecka nie jest, a na prawym skrzydle wyrósł bardzo poważny konkurent, który zabiera głosy. I teraz dzisiaj CDU – co widzimy też w taki wyjaskrawiony sposób w Meklemburgii-Pomorzu Przednim – znalazła się pomiędzy tymi dwoma blokami, które coraz bardziej się radykalizują, zabierając powietrze środkowi, czyli właśnie CDU – zauważył Krzysztof Rak.
Nie bez znaczenia jest tutaj również fakt stopniowego zanikania w Niemczech klasy średniej, będącej przez lata główną bazą wyborców chadecji. Wiąże się to, w opinii gościa Radia Wnet, z postępem procesów globalizacyjnych, którym nie przeciwstawiły się elity polityczne znad Renu, w tym zwłaszcza środowiska chcące uchodzić za prawicę bądź prawoskrętne centrum.
„Centrowość” CDU dająca jej przez całe dekady udział we władzy, dziś ciągnie ją w stronę dna, gdyż dla coraz większej grupy wyborców chadecja przestaje być reprezentantem ich poglądów.
W związku z tym najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest dalszy dryf w kierunku lewej strony. Jego sternikiem może okazać się po kwietniowych wyborach w Północnej Nadrenii-Westfalii wspomniany Wüst. W swoim landzie tworzy już zresztą koalicję z Zielonymi i mógłby zawalczyć o głosy Niemców zorientowanych na centro-lewicę.
Z kolei AfD gra na rozbicie CDU. Wiele może wyjaśnić tutaj rozwój sytuacji w Saksonii-Anhalt, gdzie Alternatywa wygrała na początku września, lecz brakuje jej kilku głosów do stworzenia rządu. Stara się więc o przeciągnięcie na swoją stronę kilku przedstawicieli chadecji. Ulrich Siegmund, lider saksońskiej AfD oraz kandydat na regionalnego premiera, zapowiada, że stanie się to w ciągu kilku miesięcy. Oznaczałoby to rozpad lokalnych struktur CDU i – wskazuje Krzysztof Rak – „śmiertelne zagrożenie” dla całej partii, gdyż destrukcja pociągnęłaby za sobą analogiczny proces, na początek w pozostałej części Niemiec wschodnich.
Źródło: Radio Wnet
RoM








