Le Pen idzie po Pałac Elizejski. Na drodze może stanąć upolityczniony wymiar sprawiedliwości

Liderka prawicowego Zjednoczenia Narodowego (RN) Marine Le Pen ogłosiła we wtorek 7 lipca start w wyborach prezydenckich, zaplanowanych we Francji na 2027 r. Jednak sprawa dotycząca rzekomej defraudacji środków unijnych, w której jest oskarżona, może wciąż zaważyć na jej drodze do Pałacu Elizejskiego.
Sprawa Le Pen jest na tyle skomplikowana, że jej interpretacja wzbudziła wiele kontrowersji we francuskim środowisku prawniczym. Zawiłe i dyskusyjne kwestie prawne komplikuje polityczny wymiar postępowania i jego bezprecedensowy charakter.
To „sytuacja absolutnie wyjątkowa w historii V Republiki” – tymi słowami deklarację Le Pen o starcie w wyborach opisał Paul Laubacher, dziennikarz konserwatywnej gazety „Le Figaro”, który od lat śledzi polityczne aspiracje jej rodziny.
Kilka godzin przed ogłoszeniem startu w wyborach Le Pen siedziała na ławie Paryskiego Sądu Apelacyjnego i wysłuchiwała wyroku w sprawie dotyczącej zatrudniania przez europosłów jej partii asystentów w Parlamencie Europejskim. Sąd podtrzymał wyrok pierwszej instancji i uznał Le Pen za winną sprzeniewierzenia funduszy publicznych, skazując ją na trzy lata więzienia w zawieszeniu i rok bezwarunkowego pozbawienia wolności w formie dozoru elektronicznego (poprzez noszenie bransoletki elektronicznej), 100 tys. euro grzywny, a także 45 miesięcy zakazu ubiegania się o stanowiska publiczne, z czego 30 w zawieszeniu.
Sąd pierwszej instancji skazał 31 marca 2025 roku Le Pen na 60 miesięcy takiego zakazu, nakazując jego natychmiastowe wykonanie. Sąd apelacyjny oprócz zmniejszenia wymiaru tej kary zaliczył już Le Pen 15 minionych miesięcy na jej poczet. Dlatego według wyroku drugiej instancji polityczka odzyskała prawo do ubiegania się o stanowiska publiczne, w tym o urząd prezydenta Francji.
Liderka prawicy, wychodząc z gmachu sądu apelacyjnego nie skomentowała wyroku i udała się prosto do siedziby swojego ugrupowania, gdzie w gronie najbliższych doradców planowała następny ruch. Tego samego dnia w telewizji TF1 ogłosiła, że wystartuje w wyborach prezydenckich. Oznajmiła również, że zaskarża sprawę do Sądu Kasacyjnego, dlatego wyrok sądu drugiej instancji nie obowiązuje i jest niewinna.
Interpretacja sytuacji prawnej Le Pen po złożeniu wniosku o kasację wzbudziła sprzeczne komentarze wśród francuskich prawników. Znany sędzia Eric Halphen na antenie radia France Culture ocenił, że Le Pen wciąż obowiązuje pięcioletni zakaz ubiegania się o funkcje publiczne wydany w pierwszej instancji, powołując się na jego zdaniem podobne orzeczenie Sądu Kasacyjnego przypadek z 1993 roku.
Z kolei prokurator przy francuskim Sądzie Kasacyjnym Remy Heitz powiedział, że dopóki ten sąd nie zajął stanowiska, Le Pen nie jest ostatecznie skazana i obowiązuje ją domniemanie niewinności. Kasacja zawiesza wykonanie wyroku także sądu niższej instancji - dodał w rozmowie z radiem France Inter.
Jean-Yves Camus, jeden z najbardziej szanowanych ekspertów zajmujących się skrajną prawicą we Francji, przyznał w rozmowie z PAP, że Le Pen zagrała ryzykownie. Jednak zaznaczył, że był to racjonalny wybór zarówno z perspektywy politycznej, jak i prawnej. Sąd Kasacyjny już zapowiedział, że zrobi wszystko, aby podjąć decyzję w sprawie Le Pen przed pierwszą turą wyborów. Zdaniem eksperta szansa, że tak się stanie jest mała. Camus dodał, że prawnicy Le Pen zapewne będą starali się wnieść jak największą liczbę wniosków do rozpatrzenia w kasacji, aby oddalić w czasie decyzję sądu.
Kierownik Centrum Prawa Francuskiego WPiA UW Cezary Węgliński zwrócił także uwagę na polityczny wymiar orzeczeń francuskiego wymiaru sprawiedliwości. Według Węglińskiego dyskusje wokół roli sądów we Francji „zaczynają przypominać to, co było punktem wyjścia kryzysu praworządności w Polsce” – sądy są oskarżane o to, że przekraczają swoje uprawnienia, podejmując decyzje, które zdaniem niektórych powinny być rozstrzygane na poziomie politycznym, przez prawodawcę.
Węgliński był ostrożniejszy i zaznaczył, że zakazanie Le Pen startu przez organ wyborczy jest dosyć mało prawdopodobne, ale nie można mieć co do tego pewności, ponieważ Rada Konstytucyjna nie rozpatrywała wcześniej analogicznej sprawy. - Wiemy jedynie, że dotychczas w sytuacji orzeczenia kary pozbawienia praw wyborczych w przypadku parlamentarzystów Rada wymagała orzeczenia prawomocnego – uzupełnił. We Francji orzeczenie jest prawomocne, gdy nie złożono od niego kasacji lub gdy została ona już rozpoznana.
Źródło: PAP / Antoni Wiśniewski-Mischal







