Leon XIV wracając do Rzymu apelował o rozbrojenie, negocjacje pokojowe i przezwyciężanie polaryzacji

Leon samolot .jpg
Fot. EPA/ALBERTO PIZZOLI / POOL Dostawca: PAP/EPA.

Papież Leon XIV, wracając do Rzymu z Metzu podkreślił w czasie konferencji prasowej na pokładzie samolotu, że Rosja i Ukraina, ale także inne zwaśnione państwa powinny siąść do stołu negocjacyjnego w celu zakończenia bezsensownych wojen. Papież orędował nie tylko za pokojem, ale także ograniczeniem zbrojeń na świecie, depolaryzacją i wcielaniem w życie nauki społecznej Kościoła.

W poniedziałek wieczorem Ojciec Święty podsumował wizytę apostolską i odpowiadał na pytania reporterów, którzy wracali z nim z czterodniowej pielgrzymki do Francji. Na pokładzie samolotu było około 80 dziennikarzy.

W opinii papieża, cała wizyta była „dosłownie wypełniona wieloma błogosławieństwami”. – Powiedziałbym, że to niemal cuda, zwłaszcza czas spędzony w Lourdes, gdzie towarzyszyłem tak wielu chorym i cierpiącym, i widziałem, jak łaska obecności Boga objawia się na wiele różnych sposobów, dotyka ludzkich serc, przemienia ich życie i – używając określenia, o którym wspomniałem – przywraca godność chorym, starszym; tym, którzy w niektórych częściach społeczeństwa są odrzuceni – mówił.

Zróbmy to razem!

Papież wskazał na liczne „znaki” i „symbole” towarzyszące pielgrzymce. – Osobiście czułem się bardzo pobłogosławiony, mając przywilej odwiedzenia Francji i wspierania, zwłaszcza młodych ludzi, którzy zdecydowanie czegoś poszukują – zauważył.

- Było to tak oczywiste na stadionie, tego wieczoru z 80 tysiącami młodych ludzi zgromadzonych z całej Francji; ich entuzjazm, radość i poczucie nadziei, które ofiarowali; ale myślę, że przede wszystkim też otrzymali i będą mogli się nimi dzielić z innymi – mówił, wskazując, że były to rzeczy, które najbardziej zapadły mu w pamięć.

Jedno z pierwszych pytań, jakie zadał Cyriac Zeller z I-Media, dotyczyło spotkania Ojca Świętego z ofiarami molestowania, którego mieli dopuścić się duchowni. Dziennikarz pytał o „systemowy charakter wykorzystywania seksualnego w Kościele” i stanowisko papieża, czy rzeczywiście takie zjawisko miało miejsce.

Leon XIV odparł, że podczas spotkania z siedmioma ofiarami poprosił je, aby przekazały innym pokrzywdzonym, że Kościół jest gotowy „do słuchania i towarzyszenia im w poszukiwaniu uzdrowienia, uznając ból, jaki zadały im sytuacje nadużyć”. Nie chciał jednak mówić o istnieniu „nadużyć systemowych”. – Osobiście wolę ująć to inaczej, choć mówiłem o niektórych organizacjach w Kościele, które czasami – jeśli można tak powiedzieć – jako system, dopuszczały się nadużyć. Uważam jednak, że ważne jest, aby dokonać rozróżnienia. Nadużycia seksualne są przede wszystkim problemem ludzkim. Kiedy zdarzają się w Kościele, nabierają one jeszcze większego wymiaru, ponieważ życie wiary ludzi zostaje głęboko zranione, a czasem wręcz zniszczone. Kościół ma szczególną odpowiedzialność, aby towarzyszyć tym osobom i pomagać w poszukiwaniu uzdrowienia. W tym kontekście rozmawiałem z nimi o tym, jak Kościół, w pewnym sensie, był postrzegany jako odpowiedzialny; ale w ten sam sposób, w jaki Kościół, moim zdaniem, odgrywa ważną rolę pomagając im znaleźć uzdrowienie – wyjaśnił Ojciec Święty.

Xavier Le Normand z „Le Pèlerin” zwrócił uwagę na częsty motyw i przesłanie pielgrzymki papieża do Francji. Leon XIV wielokrotnie w swoich przemówieniach akcentował kwestię ochrony życia. Zwłaszcza w Pałacu Elizejskim i w Lourdes mówił, iż to, co zgodne z prawem, niekoniecznie jest moralne, co było wyraźnym nawiązaniem do niedawnej legalizacji eutanazji we Francji. Dziennikarz zaznaczył, że we Francji jest zasada laicité, rozdział religii i polityki. Dlatego też dopytywał, czy należało przekraczać tę granicę w imię prymatu sumienia i czy papież jej nie przekroczył?

Leon odparł, że „nie przekroczył zasady rozdziału Kościoła od polityki czy Kościoła od państwa”. Zachęcił do przeczytania jego encykliki „Magnifica Humanitas”, gdzie zaakcentował kwestię nauczania społecznego Kościoła. A więc, „kiedy Kościół mówi o obronie życia, kiedy mówi o kwestiach społecznej nauki, nie wkraczamy w politykę, lecz stosujemy Ewangelię do życia ludzi. – I może się zdarzyć, że politycy lewicy lub prawicy mówią: „nie, religia powinna być tylko w sferze prywatnej. Pozwólcie ludziom robić, co chcą, ale jako państwo musimy być od siebie oddzieleni”. Sam fakt, że kiedy pojechałem do Francji, uczyniłem to przede wszystkim po to, by głosić Ewangelię, głosić Dobrą Nowinę; by potwierdzać to, co sam Jezus Chrystus mówi: „Ja jestem Drogą, Prawdą i Życiem”; że tak powiem – prawdą, którą nam ofiarowuje. Obrona życia to coś, w co, jak wszyscy wiecie, Kościół głęboko wierzy. I tak, z jednej strony, wiemy, że we Francji została niedawno uchwalona ustawa, ​​a także w innych krajach Europy, jak i w innych częściach świata, toczy się wiele debat na temat kwestii końca życia. Z drugiej zaś strony, będąc w miejscu takim jak Lourdes, gdzie ludzie szukają czegoś znacznie głębszego i rozumieją, że ich życie, nawet pośród choroby, niepełnosprawności czy różnego rodzaju bólu, ma sens, Kościół, ze względu na samego Jezusa, chce być blisko tych ludzi i potwierdzać wartości, które – jak sądzę – samo życie niesie dla nas wszystkich. Powiedziałbym więc, że jeśli to polityka, to ją uprawiałem, ale nie po to, by angażować się we francuską politykę. Chodziło o to, by nauczać, w co Kościół naprawdę wierzy – konstatował papież.

Hiszpański dziennikarz Íñigo Domínguez z „El País” pytał o opinię papieża w ostatnio głośnej sprawie dotyczącej eksmisji niepełnosprawnej 87-letniej Marii Carmen. Wyrzucono ją z madryckiego mieszkania, bo nie było jej stać na opłatę czynszu, pięciokrotnie podniesioną w ostatnim czasie. Dziennikarz dopytywał o stanowisko papieża dotyczące problemu mieszkaniowego w Europie i na świecie, spowodowanego spekulacjami cenami nieruchomości. Z tego powodu zarówno mieszkańcy miast, jak i młodzi ludzie są wypychani z nich, bo nie stać ich na zakup i utrzymanie lokalu.

- Myślę, że to dobry przykład tego, gdzie Kościół jako wspólnota – lub my jako ludzie, jako wspólnota, nawet ci, którzy nie wierzą – musimy szukać sprawiedliwszych rozwiązań, aby takie przypadki nie miały miejsca. Nie znam przypadku, o którym Pan wspomina. Wydaje mi się jednak, że w takiej sytuacji sąsiedzi, wspólnota, parafia, diecezja lub państwo powinny interweniować i pytać: jak to możliwe, że coś takiego może się wydarzyć? Co jest złego w systemie, który pozwala, że ​​tak powiem, wyrzucić z domu starszą kobietę, która ma również niepełnosprawność lub inne trudności? Kościół wiele mówi o kulturze odrzucenia, ale mówi też o sprawiedliwości. Zachęca i dąży do rozbudzenia w każdym zdolności reagowania z większym poczuciem człowieczeństwa, do bycia prawdziwie wrażliwym na ból i cierpienie innych. Problemu mieszkaniowego, który istnieje dziś w wielu krajach, nie może rozwiązać sama parafia, diecezja ani sam Kościół. Wierzę jednak, że stoimy tu przed poważnym wyzwaniem i że być może musimy również domagać się, aby przywódcy polityczni i władze poszukały rozwiązania. Ponieważ sytuacja wyraźnie się pogarsza i często reagujemy tylko w sytuacjach kryzysowych, musimy jednak naprawdę zbadać systemową przyczynę tego problemu i to, jak możemy pomóc – tłumaczył papież.

Odpowiadając na pytanie Manueli Tulli z agencji ANSA, Leon zajął się sprawą wojen i szalonego zbrojenia państw. Dziennikarka wspomniała, że podczas pielgrzymki papież podkreślał potrzebę dialogu, mówił o iluzji zbrojeń, a odwadze do poczynienia ustępstw i poświęceń dla dobra pokoju. Tulli pytała konkretnie o wojnę Rosji z Ukrainą, dociekając, co papież miał na myśli, mówiąc o ustępstwach i poświęceniach. Czy wierzy w negocjacje, mimo że jego wysłannicy, w tym arcybiskup Gallagher i kardynał Zuppi nic nie wskórali? Czy „w ogóle można rozmawiać z państwem, które atakuje, bombarduje i grozi nie tylko Ukrainie, ale także innym krajom europejskim?”.

Leon odparł, że „przede wszystkim należy podkreślić zasady nauczania społecznego Kościoła, zgodnie z którymi staramy się nie promować przemocy, nienawiści, broni i zagrożeń obecnych we współczesnym świecie. Również tych stwarzanych przez niektórych przywódców państw, po raz kolejny wracających do tematu broni jądrowej i wojen, które stają się coraz bardziej destrukcyjne, przede wszystkim w kontekście ludzkiego życia”.

- Mamy do czynienia z ciągłym zbrojeniem i wydatkami na ten ogromny przemysł zbrojeniowy, który od dziesięcioleci promuje wydatki na wojsko – w zeszłym roku, pięć lat temu... Niewielka liczba ludzi bogaci się ogromnie dzięki przemysłowi promującemu wojnę. A przecież te miliardy euro lub dolarów mogłyby zostać wykorzystane na rozwiązanie takich problemów, jak głód na świecie, mieszkalnictwo, bezrobocie i tak dalej. Wszyscy szukają głosu, który mógłby wskazać inną drogę; takiego, który nie mówi: „Wydajmy więcej na broń”, co jedynie zwiększa napięcia mogące doprowadzić do wybuchu kolejnej wojny, kolejnego konfliktu. Widzimy, jak przemoc, jak te mocarstwa, które zawsze starają się narzucić swoją wolę siłą, zamiast angażować się w dialog i promować negocjacje ponad naturalnie istniejącymi różnicami, przybliżają nas do wojny, a nawet kilku wojen, konfliktów takich jak te, które widzimy dziś na świecie. Nie wiem, jak inni, i nie chodzi tu o bycie politycznym czy niepolitycznym, ale o głos, który stara się promować wartości ludzkiej godności, wagę życia, możliwość wydawania większych środków na opiekę zdrowotną i edukację, a mniejszych na broń – wierzę, że Kościół ma obowiązek promować te wartości, nieustannie zapraszając przywódców, takich jak Rosji, Ukrainy i innych krajów, do spotkania, dyskusji, dialogu, poszukiwania sposobów rozwiązywania problemów bez kontynuowania wojen, które straciły sens. W tym znaczeniu Kościół wciąż zabiera głos. Nie możemy nikogo do niczego zmusić. Czasami może się to wydawać daremne, ale będziemy nadal mówić, będziemy nadal zapraszać, będziemy nadal głosić Ewangelię – oznajmił papież.

Justin McLellan z „National Catholic Reporter” dopytywał o kwestie związane z zagrożeniami tak zwanej sztucznej inteligencji, ale także o to, kiedy papież przyjedzie do Niemiec w związku ze „stałym upadkiem Kościoła katolickiego w Niemczech i zaskakującym wzrostem liczby partii ekstremistycznych, które grożą zniszczeniem konsensusu dla Europy, o którym mówił w Metz”?

Leon wyraził nadzieję, że uda mu się odwiedzić ten kraj być może w przyszłym roku, chociaż nie ma jeszcze ustalonego harmonogramu. Odniósł się także do kwestii kryzysu Kościoła nad Renem. Zauważył, że podobnie mówiono o Francji w przeszłości, a „jednak widzieliśmy, co się stało w ciągu ostatnich czterech dni”. – Wierzę, że jeśli odnajdziemy prawdziwego ducha misyjnego i właściwy sposób działania, w Niemczech wciąż jest wielu, wielu ludzi, którzy chcą żyć i celebrować swoją wiarę chrześcijańską i katolicką. Jestem więc optymistycznie nastawiony, chociaż dostrzegam problemy, dostrzegam różne przyczyny, które bardzo mocno uderzyły w Kościół, ale uderzyły one również – jeśli tak można powiedzieć – w „kościół” ewangelicki lub protestancki, i w podobny sposób uderzyły w społeczeństwo. Mam jednak nadzieję, że uda mi się dotrzeć do tych osób. Mam nadzieję, że będę mógł nadal współpracować z liderami Kościoła w Niemczech i znaleźć sposoby, aby na to zareagować – mówił.

– Interesujące byłoby zbadanie, przeanalizowanie, czy i jak może istnieć związek, na przykład, między wzrostem tych grup skrajnie prawicowych a tym, że sama skrajna prawica się teraz rozpada. Widać, że jedna konkretna grupa staje się jeszcze bardziej radykalna w porównaniu z innymi tak zwanymi grupami skrajnie prawicowymi. Jednocześnie, z pewnymi przejawami połączenia tych skrajnie prawicowych punktów widzenia z pewnym rodzajem religii, przy czym nie tylko moim zdaniem, ale mam na myśli zarówno przywódców Kościoła katolickiego, jak i protestanckiego w Niemczech, którzy wypowiadali się na ten temat, nie jest to autentyczny wyraz chrześcijaństwa. I znowu wracamy do wartości Ewangelii, które nie dotyczą nienawiści i podziałów, ale zrozumienia, współczucia i towarzyszenia. Mam głęboką nadzieję, a Kościół również może być tego częścią – że znajdziemy sposoby na dotarcie do większości ludzi dobrej woli, którzy zrozumieją, jak ważne jest, aby ich zaangażowanie, nawet w kontekście uczestnictwa w procesach politycznych, pozwoliło im podejmować jasne decyzje dla dobra wspólnego, a nie dla ekstremistycznych idei, które być może wyrządzą o wiele więcej szkód niż jesteśmy tego świadomi – mówił papież.

Leon XIV podkreślał, że chodzi o to, aby „zachęcać” ludzi, przywołując doktrynę Kościoła i społeczną naukę, do pozytywnego działania, do tego, co „daje życie, a nie zniszczenie, podziały i nienawiść”.

Źródło: vaticannews.va

AS

 

 

Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: