Lewica ponownie zakłamuje historię Wołynia. Sierakowski: to nie było intencjonalne ludobójstwo

Sławomir Sierakowski, lider lewicowej opinii oraz redaktor naczelny „Krytyki Politycznej” przekonywał, że zbrodnie ukraińskich nacjonalistów na Wołyniu nie wypełniają znamion ludobójstwa. Jak sugerował, rzeź polskich obywateli była działaniem spontanicznym i nieintencjonalnym. Problem w tym, że taka interpretacja nie wytrzymuje zderzenia z faktami. To już kolejny raz, kiedy przedstawiciel lewicy zakłamują rzeczywistość historyczną, by bagatelizować ciężar gatunkowych ukraińskich zbrodni na Polakach.
Sierakowski był gościem programu "Fakty po Faktach" w TVN24. – Jak to się stało, że nagle 100 tysięcy ludzi, czy nagle zwykli ludzie, którzy tam mieszkają, rzucili się na swoich sąsiadów? - pytał Sierakowski, sugerując, że wołyńskie ludobójstwo było po części odpowiedzią na traktowanie Ukraińców przez władze II Rzeczpospolitej.
– Widziałem, że prof. Motyka mówił o czystkach etnicznych z charakterem ludobójstwa. Ludobójstwo to jest świadoma wola eksterminacji całego albo części narodu. Tak nie było. Historycy, Norman Davies, pan Gontarczyk z IPN-u, też o tym piszą. Ja bym bardzo uważał, żeby nie było tak, że my wygramy debatę o Wołyniu i przegramy debatę z Rosją – skomentował.
Sierakowski powiela popularną wśród ukraińskich historyków narrację, jakoby wołyńskie ludobójstwo było wynikiem spontanicznego buntu chłopskiego, którzy w warunkach wojennego chaosu „odpłacili” swoim wieloletnim oprawcom.
Tymczasem jak zwracają uwagę historycy, zbrodnia na Wołyniu była skrupulatnie zaplanowaną czystką etniczną, mającą za zadania „oczyszczenie” z tych terenów ludności polskiej. Akcja została zainicjowana przez przywódców Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, a wykonana w pierwszej kolejności przez kurenie i sotnie Ukraińskiej Powstańczej Armii. Po wojskowych „strilcach” dopiero później do wsi wchodzili „siekiernicy”, w postaci lokalnej ukraińskiej ludności.
W połowie 1943 roku, w apogeum mordów na Wołyniu, UPA przeprowadziła regularną mobilizację Ukraińców żyjących na terenach wiejskich. Wybierała z wiosek ludzi i oni nie mieli wielkiego wyboru. W czasie ataków na polskie miejscowości dawano im konkretne zadania. Zachowały się dokumenty UPA, w których wyliczano nawet to, ile zapałek rozdano chłopom do podpalania zabudowań.
Banderowcy inspirowali się nazistowską ideologią krwi i ziemi (niem. Blut und Boden), a od Niemców nauczyli się, że jest możliwe przeprowadzenie masowej eksterminacji konkretnej grupy etnicznej. Wielu członków UPA w przeszłości pomagało lub współpracowało z Niemcami w przeprowadzeniu holokaustu wśród ukraińskich Żydów.
Jak wylicza prof. Grzegorz Motyka, w pacyfikacjach polskich wsi brało udział łącznie 45-55 tys. ludzi. Jednocześnie na tych terenach mieszkało około 5 milionów Ukraińców. Oznacza to, że wołyńskie ludobójstwo nie było powszechnym, spontanicznym „chłopskim buntem”, lecz skrupulatnie przygotowaną akcją. Zachowały się dokumenty OUN-UPA, w których poszczególni dowódcy raportowali „postęp” mordów dokonywanych w tzw. Krwawą Niedzielę 11 lipca 1943 r.
Historyk w wywiadzie z Piotrem Zychowiczem w 2022 r. powiedział, że narracja o „chłopskim buncie”, wywołanym błędami w polityce II Rzeczpospolitej wobec mniejszości etnicznych, pozwala na zdjęcie odpowiedzialności z konkretnych osób.
- Nie ma w niej miejsca na konkretnych sprawców i organizatorów. Zamiast niej mówimy tylko o poruszonej anonimowej masie. W ten sposób zdejmuje się odpowiedzialność za mordy na Polakach z ich prawdziwych sprawców, czyli przywódców i OUN, i UPA, i przekłada na zwykłych chłopów. Tymczasem „antypolska akcja” nie była spontaniczna, lecz zaplanowana i przeprowadzona z zimną krwią - podkreślał.
Źródło: dorzeczy.pl / ciekawostkihistoryczne.pl / Facebook.com
PR







