Marine Le Pen z wyrokiem w zawieszeniu. Wieczorem ogłosi decyzję dotyczącą startu w wyborach

Wtorkowy wyrok paryskiego sądu apelacyjnego pozostawia liderce francuskiej prawicy możliwość kandydowania w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. Ze względu na orzeczone ograniczenie wolności musiałaby jednak poruszać się w trakcie kampanii z elektroniczną bransoletką. Jeszcze dziś wieczorem ma ogłosić swoją decyzję w telewizji publicznej.
Liderka Zjednoczenia Narodowego została skazana we wtorek przez sąd apelacyjny w Paryżu na trzy lata więzienia, w tym dwa w zawieszeniu. Sąd orzekł także wobec niej zakaz ubiegania się o funkcje publiczne na okres 45 miesięcy, w tym 30 w zawieszeniu.
Sąd skrócił więc zakaz kandydowania, orzeczony w niższej instancji. Potencjalnie otworzył w ten sposób Le Pen drogę do udziału w przyszłorocznych wyborach na najważniejszą funkcję w państwie. Termin 15 miesięcy oznacza bowiem, że polityk ma już za sobą okres tego zakazu, liczonego od wyroku sądu niższej instancji z 31 marca 2025 r. Głosowania prezydenckie odbędą się we Francji na przełomie kwietnia i maja 2027 r.
Jednak kara trzech lat więzienia, w tym dwóch w zawieszeniu, oznacza noszenie przez rok bransoletki elektronicznej, co utrudnia prowadzenie kampanii prezydenckiej. Le Pen oceniała wcześniej, że udział w wiecach na terenie całego kraju wymaga swobody przemieszczania się.
Le Pen mówiła w lutym podczas wywiadu dla telewizji BFMTV, że zrezygnuje, jeśli musiałaby nosić bransoletkę elektroniczną. – Nie można prowadzić kampanii w takich warunkach – zapowiadała. Przekonywała, że jeśli nie mogłaby wieczorami udawać się na spotkania wyborcze [z powodu ograniczeń narzucanych przez tę formę dozoru], byłby to „oczywisty sposób na przeszkodzenie (jej) w kandydowaniu”.
Liderka Zjednoczenia Narodowego powtórzyła tę opinię jeszcze w lipcu, w rozmowie z telewizją LCI. – Jeśli chodzi o pozwolenie mi na to, by być kandydatką, ale w rzeczywistości, o przeszkodzenie mi w swobodnym prowadzeniu kampanii, to jest zrozumiałe, że nie będzie to możliwe – mówiła wtedy, komentując kwestię ewentualnego noszenia bransoletki.
Wydając we wtorek werdykt, sąd apelacyjny orzekł również wobec Le Pen karę 100 tysięcy euro grzywny.
Oskarżona pozostała niewzruszona w trakcie ogłaszania wyroku. Wcześniej zapowiadano, że nie skomentuje decyzji sądu, lecz wystąpi wieczorem w wiadomościach telewizyjnych i wypowie się na temat swej przyszłości politycznej.
Prezydencki wyścig z istotnym udziałem sądów
Polityczna rozgrywka, której stawką jest nominacja prezydencką w 2027 roku, weszła 7 lipca w bardzo istotny etap. Sąd Apelacyjny w Paryżu podejmował decyzję, czy Marine Le Pen może zgłosić swoją kandydaturę po raz czwarty z rzędu. Wszystko zaczęło się od wyroku wydanego pod koniec 2024 roku. Werdykt odebrał liderce Zjednoczenia Narodowego bierne prawa wyborcze. 31 marca 2025 roku Marine Le Pen usłyszała wyrok czterech lat więzienia, z czego dwa lata w areszcie domowym z elektroniczną bansioletką, grzywny w wysokości 100 000 euro oraz pięcioletni zakaz pełnienia funkcji publicznych, ze skutkiem natychmiastowym jako dodatkową karę.
Trzech sędziów Sądu Apelacyjnego miało pięć miesięcy na odpowiedź na pytanie: czy Marine Le Pen jest rzeczywiście winna sprzeniewierzenia funduszy publicznych? Chodzi o zobligowanie posłów jej partii (wówczas jeszcze Frontu Narodowego) do Parlamentu Europejskiego obowiązku zatrudniania asystentów. Ci byli opłacani przez Brukselę, ale w rzeczywistości mieli prowadzić działalność głównie na rzecz swojego ugrupowania. Akt oskarżenia uznał, że w latach 2004–2016 stworzono „system” wypłacania pracownikom FN wynagrodzeń z pieniędzy Parlamentu Europejskiego. „Mózgiem” operacji miała być Marine Le Pen.
Front Narodowy miał w Brukseli i Strasburgu silną reprezentację, ale w parlamencie krajowym przy systemie jednomandatowym, praktycznie nie posiadał swoich deputowanych. Partia miała problemy finansowe, a banki krajowe np. odmawiały kredytowania kampanii wyborczych. Dodatkowo w tamtych latach nie rozgraniczano restrykcyjnie działalności asystentów na rzecz PE i partii. Francuski sąd odebrał jednak Le Pen bierne prawa wyborcze, co wywołało dyskusje o wpływie sądownictwa na politykę. W przypadku Zjednoczenia Narodowego okazało się jednak, że Marine Le Pen może zastąpić młody przewodniczący tej partii Jordan Bardella, który ma ostatnio nawet lepsze notowania sondażowe od swojej mentorki.
Kogo wybrać?
Marine Le Pen startowała w wyborach prezydenckich już trzykrotnie: w 2012, 2017 i 2022 roku. Przegrywając przed 4 laty z Emmanuelem Macronem, uzyskała prawie 41,5 proc. głosów, wobec ponad 58,5 dla przeciwnika, który kończy właśnie swoją kadencję.
Po porażkach w drugich turach wyborów prezydenckich 2017 i 2022 roku, liderka Zjednoczenia Narodowego cieszy się wysokim poparciem w sondażach. Schyłek dekady „macronizmu” promuje bardziej radykalne zmiany w polityce Francji. Dla Le Pen to była raczej ostatnia szansa na wejście do Pałacu Elizejskiego. Podtrzymanie zakazu jej startu otwierało pole dla Jordana Bardelli. Warto dodać, że młody przewodniczący RN był do końca lojalny wobec Marine Le Pen, która jest obecnie szefową grupy parlamentarnej Zjednoczenia. – Moje poparcie jest całkowite – deklarował polityczny partner na kilka godzin przed decyzją Sądu Apelacyjnego w Paryżu. Przypomniał też ich wspólną historię, mówiąc: – Czternaście lat temu, dokładnie w tym dniu, w Saint-Denis, gdzie dorastałem, to ona zaszczepiła we mnie chęć zaangażowania, pragnienie poświęcenia czasu, energii, a teraz i życia służbie ideom, ludziom i sztandarowi Francji. Chwalił też Marine Le Pen za „jej siłę i odporność”, a także „głębokie przekonanie, że Francja zasługuje na to, by o nią walczyć ”.
Obecny przewodniczący partii jest o dwadzieścia siedem lat młodszy od Marine. Nie było go jeszcze na świecie, gdy kandydowała w wyborach parlamentarnych 1993 roku, uzyskując 11,1% głosów w 16. okręgu wyborczym Paryża i pokonując m.in. byłego ministra Chiraca, Bernarda Ponsa. Karierę polityczną Le Pen zaczęła w wieku 20 lat od startu w wyborach samorządowych A.D. 1989 w podparyskim Saint-Cloud. Bardella zaczynał w wieku 19 lat, startując bezskutecznie do rady kantonu Tremblay-en-France, w departamencie Seine-Saint-Denis. Le Pen dołączyła do partii swojego ojca Jeana-Marie w wieku 18 lat, Jordan w wieku 17 lat, po wyborach prezydenckich ‘2012. Polityk idzie śladami swojej mentorki.
Jest wyrok, ale dylemat pozostaje
We wtorek wyrazista i rutynowana polityk opuściła budynek sądu bez złożenia oświadczenia. Nie ma powodów do zadowolenia, bo jednak została uznana za winną. Sąd Apelacyjny wziął pod uwagę „wolność wyboru głosujących, jako warunek wyrażenia demokracji”. Sam Emmanuel Macron stwierdził, że „prezydent nie komentuje orzeczeń sądowych”.
Sytuacja do końca nie jest jasna. Trudno prowadzić kampanię z elektronicznym system dozoru, co może potrwać w przypadku Le Pen do jesieni lub zimy. Podważa to też możliwości prowadzenia kampanii w areszcie domowym. Jednak o przyszłości i wyborze kandydata RN decydują sami politycy narodowi. Marine to doświadczenie, Jordan to atut młodości i dla większości wyborców polityk bez obciążeń przeszłości. Niezależnie od wyboru, każdy z tych polityków stanie przed wielką szansą na przebicie szklanego sufitu „zapory republikańskiej”.
Bogdan Dobosz + PAP






