Miała przywłaszczyć pieniądze na pomoc powodzianom. Działaczka KO mówi o „politycznej nagonce”

Anna Konieczyńska, polityk Koalicji Obywatelskiej z Dolnego Śląska, która miała rozdysponować kilka milionów złotych ze środków przeznaczonych na pomoc powodzianom do krewnych i znajomych, przekonuje, że padła ofiarą „politycznej nagonki”. Na pytanie, czy pomagała mężowi wypełniać wniosek, odpowiedziała: nie wiem, nie pamiętam.
Konieczyńska to była wiceprezes Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego oraz polityk KO zawieszona obecnie w prawach członka partii. Według śledztwa Wirtualnej Polski, jako wiceszefowa agencji odpowiedzialnej za rozdysponowanie środków na pomoc powodzianom, przekazała blisko 4,5 mln zł pożyczki do krewnych i znajomych. Pieniądze otrzymał mąż polityk, sąsiad i szef regionalnej telewizji. Jak wykazali dziennikarze WP, nieruchomości beneficjentów nigdy nie zostały zalane.
Kobieta nie poczuwa się do winy. Jej zdaniem cała afera ma charakter polityczny. W wywiadzie dla Telewizji Republika i wPolsce24, była już wiceszefowa KARR przekonywała, że nie miała wpływu na decyzję o przyznawaniu odszkodowań; to szeregowi pracownicy Agencji mieli zajmować się analizą składanych dokumentów. - Pracownik dokonywał analizy wniosku. My nie mieliśmy prawa weryfikować czegokolwiek – zapewniła.
Zapytana, czy pomagała mężowi pisać składany wniosek odpowiedziała: nie wiem, nie pamiętam. Jednocześnie podkreśliła, że „żyje naprawdę uczciwie” i nie ma sobie nic do zarzucenia. Sprawą Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego zajmują się już służby. Według przekazanych materiałów analizę danych prowadzi CBA.
Z ustaleń Wirtualnej Polski wynika, że w miejscowości Dziwiszów w gminie Jeżów Sudecki wsparcie otrzymały trzy lokalne podmioty. Według serwisu, firma męża wiceprezeski KARR otrzymała maksymalną pożyczkę z funduszu ministerialnego w wysokości 200 tys. zł. Gmina przyznała na piśmie, że nie miała niezależnego dowodu na powstanie tych szkód w wyniku powodzi.
Z kolei spółka sąsiadów działaczki KO otrzymała 3,2 mln zł pomocy. Szkoda miała powstać w sali zabaw dla dzieci, która zdaniem portalu nigdy nie przyjęła ani jednego dziecka i nie ma śladu, by kiedykolwiek została otwarta. W tym samym budynku działał sklep „Społem”, jednak spółdzielnia nie dostała ani złotówki wsparcia.
Trzecia dotacja, w wysokości 1,12 mln zł, trafiła do spółki właściciela lokalnej telewizji i wieloletniego kontrahenta samorządów. W tym przypadku Bank Gospodarstwa Krajowego potwierdził brak wymaganej regulaminem deklaracji bezstronności.
Źródło: interia.pl / wpolsce24.pl / PAP
PR







