Morderca z Jarosławia był ukraińskim wojskowym? Nowe informacje

Przybywa doniesień o Ihorze M. - mordercy, który odebrał życie księdzu, a ranił 4 pozostałe osoby w Jarosławiu w czwartek 25 września. Według niepotwierdzonych doniesień miał on być wcześniej zmobilizowany jako ukraiński żołnierz oraz posiadać nadany polski numer PESEL i niemieckie obywatelstwo.
Wiadomości te przekazało Radio ESKA. Zgodnie z ustaleniami dziennikarzy 31- letni Ihor M. miał walczyć na froncie. Mężczyzna nie tylko przekroczył polską granicę od niemieckiej strony dzień przed atakiem, ale miał także posiadać już niemieckie obywatelstwo.
Ihor M. miał mieć również nadany polski numer PESEL, co jednoznacznie wskazuje, że spędził on już wcześniej w Polsce jakiś czas.
Późniejszy morderca nie zdołał przekroczyć wschodniej granicy kraju w związku z nieprawidłowościami w ubezpieczeniu jego samochodu.
Wciąż nie ustalono, dlaczego po zatrzymaniu w Korczowej zbrodniarz udał się do Jarosławia i dlaczego trafił akurat do opactwa Benedyktynek, przy którym funkcjonował punkt pomocy dla ukraińskich migrantów.
Według zeznań Katii, Ukrainki, która była naocznym świadkiem zdarzenia, Ihor M. miał wtargnąć do klasztornej kuchni i poprosić o wodę. Upomniany przez księdza, że wstęp do tego miejsca mają wyłącznie duchowni i pracownicy, mężczyzna miał zacząć demolować lokal. Gdy duchowny podjął próbę powstrzymania go, agresor sięgnął po nóż i zaatakował kapłana, a następnie przybyłych na pomoc świeckich i innych duchownych.
Komentując wydarzenie s. Barbara Dendor, przełożona jarosławskiego opactwa, zdarzało się już wcześniej, że agresywne osoby pojawiały się w klasztorze, jednak zwykle rozmowa pozwalała uspokoić nastroje.
źródła: o2.pl, se.pl
FA






