Nawet 8-10 tys. zł za dyżur. Ekspert ujawnia COVID-owe eldorado

Na Stadion Narodowy przyjeżdżali lekarze z całej Polski. Można było wówczas otrzymać 8-10 tys. zł za jeden dyżur - ujawnił dr n. med. Bernard Waśko, dyrektor Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH. Zarobki wywindowane w czasie tzw. pandemii miały wpłynąć na stawki płacone lekarzom już po wygaśnięciu zagrożenia, przyczyniając się do dzisiejszego kryzysu w systemie ochrony zdrowia.
Tłumacząc dzisiejsze zamieszanie wokół zarobków lekarzy, dr Waśko wskazał szereg czynników składających się na wieloletni proces podnoszenia stawek. Jednak prawdziwym przełomem okazał się czas pandemii.
- W czasie pandemii to było już kompletne szaleństwo, jeśli chodzi o stawki za pracę w tzw. szpitalach tymczasowych lub dodatki do wynagrodzeń. To wszystko za pieniądze z funduszu covidowego. Pamiętamy chyba wszyscy relacje lekarzy dyżurujących w szpitalu utworzonym na Stadionie Narodowym. Na te sławne dyżury przyjeżdżali wtedy do Warszawy lekarze z całej Polski - podkreślił Waśko w rozmowie z „Rzeczpospolitą”.
Dodatki „covidowe” według dyrektora NIZB kosztowały państwo miliardy złotych rocznie. - Za jeden dyżur można było dostać 8-10 tys. zł - przypomniał.
Okres pandemii zdefiniował na nowo poziom oczekiwań, uświadamiając środowisko lekarskie ile można zarabiać w sektorze publicznym. Choć po 2022 r. teoretycznie formalnie je zabrano, jednocześnie pracownicy powiedzieli: „Nie, nie. Fajnie było, nie chcielibyśmy już zarabiać mniej” - przyznaje Waśko.
Jeszcze we wrześniu 2021 r., po czwartej fali pandemii, kiedy wiadomo było, że COVID wygasa, lekarze i pielęgniarki zorganizowali „białe miasteczko” pod Sejmem. - Widząc, że kończy się „covidowe eldorado” – wszystkie praktycznie zawody medyczne przyłączyły się do protestu lekarzy i rozstawiły namioty pod Kancelarią Premiera, przedkładając listę kosmicznych żądań, których koszt realizacji tylko w 2022 r. wyniósłby 104 mld zł - przypomniał ekspert.
Protest zakończył się kompromisem, w postaci nowelizacji ustawy o minimalnych wynagrodzeniach (tzw. ustawę podwyżkową), uchwalona wiosną 2022 r. Ustawa oddziałuje przede wszystkim na wynagrodzenia lekarzy stażystów i rezydentów, czyli te, które są finansowane wprost przez budżet państwa. W uzasadnieniu zakładano, że koszty tej nowelizacji sfinansują się same, w ramach limitu ogólnych nakładów na ochronę zdrowia. Tymczasem skumulowany skutek roczny dla NFZ po 4 latach obowiązywania przekracza już 70 mld zł.
- Pochłonęły wszystkie dodatkowe pieniądze ze wzrostu składek zdrowotnych pacjentów, a ponieważ to nie wystarcza, budżet państwa musi aktualnie dotować NFZ na poziomie ok. 40 mld zł rocznie. Skutki uboczne tej sytuacji, określane w ekonomii jako koszt alternatywny, widać dzisiaj jak na dłoni - konkluduje ekspert.
Źródło: rp.pl
PR






