Niemcy „domem publicznym Europy”. Czy nastąpią zmiany w sprawie prostytucji?

Szefowa Bundestagu Julia Klöckner użyła dosadnego określenia odnosząc się do swojego kraju, który nazwała „b…m Europy”. Zareagowała na to minister zdrowia Nina Warken, która poparła wprowadzenie zakazu kupowania „usług seksualnych”.
- Kiedy mówimy o prawach kobiet, ale mówimy, że prostytucja to praca jak każda inna, to jest to nie tylko śmieszne, ale i lekceważące wobec kobiet – komentowała Klöckner we wtorek. Dodała, że Niemcy to „b…l Europy”.
Za zachodnią granicą Polski panują nader liberalne przepisy dotyczące prostytucji. „Pracę seksualną” zalegalizowano w 2002 roku, a piętnaście lat później weszła w życie ustawa o ochronie prostytutek, która miała zwiększyć bezpieczeństwo „pracy seksualnej” poprzez rejestrację osób świadczących usługi seksualne w odpowiednich urzędach. Oficjalnie mogą więc działać domy publiczne. Wystarczy, że wystarają się o licencję.
Pod koniec ub. roku w Niemczech zarejestrowano ponad 32 tys. osób prostytuujących się w zamian za wynagrodzenie. Rzeczywista liczba prostytutek ma być znacznie wyższa, gdyż pracują poza systemem – poza formalną rejestracją i nadzorem.
Minister zdrowia, wywodząca się z chadeckiej partii oznajmiła, że Niemcy „nie mogą pozostać domem publicznym Europy” i zaapelowała – za przewodniczącą Bundestagu - o przyjęcie tzw. modelu nordyckiego, przywracając zakaz kupowania „usług seksualnych” i znosząc karanie osób prostytuujących się. Taki model ma obowiązywać w Szwecji, Norwegii, Francji i Irlandii.
- Podobnie jak inne kraje, Niemcy potrzebują karnego zakazu kupowania usług seksualnych dla klientów – mówiła Warken, dodając jednocześnie, że osoby świadczące „usługi seksualne” powinny pozostać zwolnione z odpowiedzialności karnej. Państwo powinno również oferować rozszerzone programy wyjścia z tej sytuacji.
Propozycje te poparła prof. dr Julia Wege z Uniwersytetu Ravensburg-Weingarten, która bada prostytucję i handel ludźmi. Profesor zaznacza, że prostytucja ma negatywny wpływ na zdrowie psychiczne i fizyczne. Jednocześnie oczekuje podjęcia działań naprawczych. Chce nie tylko ścigania osób i karania za kupowanie usług seksualnych, ale także zniechęcania do niej i oferowania programów, które pozwolą osobom uwikłanym w ten proceder, jego skuteczne porzucenie. Dodała, że trzeba „silnych sygnałów, aby wyznaczyć nowe granice”.
Do wprowadzenia tak zwanego modelu nordyckiego powszechnie w całej Europie wezwał Parlament Europejski we wrześniu 2023 r. Przyjęto wówczas rezolucję, w której wskazano na potrzebę kryminalizacji zakupu usług seksualnych i rozszerzenie wsparcia dla osób pragnących odejść z prostytucji.
Niestety, za zachodnią granicą Polski obserwuje się bardzo wysoki poziom handlu ludźmi w celu wykorzystywania seksualnego. 90 proc. ofiar stanowią kobiety, głównie z Niemiec, Rumunii i Bułgarii.
Berlinowi - wbrew temu co sądzili posłowie, którzy zabiegali o legalizację prostytucji – nie udało się wyeliminować przymusu, przemocy ani wpływu zorganizowanych sieci przestępczych. Wręcz przeciwnie, wszystkie te patologie jedynie się nasiliły i obecnie dotykają, zwłaszcza kobiet migrantek.
- Ustawa o prostytucji z 2002 roku zapewniła zbyt dużą swobodę osobom świadczącym usługi seksualne i sutenerom, a państwa zbyt wiele z niej wycofało – komentowała prof. Wege. Dodała, że rządowa ocena skutków ustawy z 2004 roku wykazała, iż migrantki nie mają zapewnionej odpowiedniej ochrony, że konieczne są silniejsze środki policyjne i pomocowe, ale nie zostały one wdrożone.
Zdaniem profesor, kwestia prostytucji ma „wymiar ekonomiczny”. Jest potężne lobby, które czerpie ogromne zyski z prostytucji. Mowa o miliardach euro. Zyski czerpie także państwo w postaci podatków.
Z badań Wege wynika, że tylko niewielka mniejszość „pracuje” niezależnie, a zdecydowana większość kobiet, głównie migrantki, trudnią się prostytucją z przymusu. Są wykorzystywane, traumatyzowane i uzależnione ekonomicznie. - Nie znają prawa, nie chodzą do poradni i nie mają odwagi zgłosić się na policję – puentowała.
Źródło: euractiv.com
AS






