Nienawiść do Mszy Wszechczasów. Co napędza progresistów?

Uznanie Novus Ordo Missae za jedyny uprawniony porządek Mszy świętej stał fundamentalną zasadą nowoczesnego katolicyzmu. Ten stan rzeczy nie zostanie szybko przezwyciężony.
Dlaczego progresiści tak bardzo nienawidzą Mszy trydenckiej? Kardynał Robert Sarah, były prefekt Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, uważa tę nienawiść za cechę pokoleniową. W rozmowie z dziennikiem „Il Giornale” powiedział, że kiedy przeminie czas generacji ’68, w Kościele ustanie też antyłaciński resentyment. Jak stwierdził, wrogość wobec liturgii trydenckiej miałaby swoje podłoże psychologiczne. Innymi słowy, w Kościele mieliby dziś sprawować rządy ludzie, którzy z powodu swojego kulturowego bagażu nie są w stanie podejść do dawnej liturgii bez uprzedzeń. Zamiast piękna, widzą w niej tylko problem. Purpurat zakłada optymistycznie, że przyszłość będzie bardziej przychylna wobec starożytnej liturgii.
Przypadek kardynała Arthura Roche’a
Wydaje się, że mówiąc o pokoleniu ’68, hierarcha mógł mieć na myśli przede wszystkim jedną osobę: swojego następcę na urzędzie. W 2021 roku rządy w Kongregacji ds. Kultu Bożego objął angielski duchowny, Arthur Roche. Urodził się w 1950 roku, jest zatem par excellence przedstawicielem pokolenia ’68 – formował się kulturowo i intelektualnie w czasie, w którym przez Zachód przetaczała się wielka liberalna rewolucja społeczna. Jako dziecko i nastolatek uczestniczył jeszcze w liturgii tradycyjnej, ale formację kapłańską rozpoczął w 1969 roku – czyli w roku promulgowania przez papieża Pawła VI Novus Ordo Missae. Wyświęcony na kapłana sześć lat później, Roche jest, można rzec, owocem czasu największego entuzjazmu reformistycznego. Przecież właśnie w tamtym okresie w Kościele zadekretowano narrację o nadchodzącej epoce wiosny i odrodzenia, której nowa liturgia miała być wyrazem. Dla ludzi ukształtowanych w tym okresie Novus Ordo Missae nie był po prostu zastaną rzeczywistością, do której można mieć taki albo inny stosunek; nowy ryt stał się dla nich obietnicą, wielkim doświadczeniem nadziei, esencją tego, co uważali za odnowę Kościoła. W takiej optyce nie ma miejsca na zniuansowaną krytykę. Odrzucenie NOM może jawić się jako odrzucenie tego, co uchodzi za autentyczny i niepodważalny głos Ducha Świętego. Kardynał Roche uważa, że Novus Ordo Missae wyraża soborową przemianę Kościoła, która polega na nadaniu mu bardziej „misyjnego” charakteru, co wiąże się też z podkreśleniem znaczenia wiernych świeckich w dziele ewangelizacji. Dlatego nie widzi w Mszy trydenckiej żadnej uprawnionej alternatywy dla zreformowanego obrzędu.
Grillo, czyli tradycjonalizm jako „prywatyzacja” Kościoła
Te nadzieje i ścisłe powiązanie Novus Ordo Missae z samą istotą odnowy Kościoła chcianej przez Ducha Świętego znakomicie ilustruje działalność często cytowanego w PCh24.pl Andrei Grilla, profesora Papieskiego Uniwersytetu św. Anzelma w Rzymie. Grillo urodził się w 1961 roku; wykształcenie akademickie otrzymał od tych, którzy konstytuowali triumfalną drużynę zwycięzców soborowych. Dał się porwać temu nurtowi i dziś reprezentuje najostrzejszy kurs.
Sympatię względem Mszy trydenckiej Włoch uważa za irracjonalną tęsknotę za przeszłością; za przejaw bezpodstawnego oporu wobec najświętszej woli Boga, która miałaby się wyrazić w kursie obranym na Vaticanum II i ubranym w konkretną formę właśnie poprzez Novus Ordo Missae. Grillo kategorycznie odrzuca nie tylko sprzeciw wobec Novus Ordo Missae, ale samą ideę, by w Kościele dawać jakąkolwiek przestrzeń Mszy trydenckiej. Ludzi, którzy chcieliby pozwolić na swobodę odprawiania Mszy świętej w dwóch formach rytu rzymskiego, liturgista z Anselmianum traktuje jak schizmatyków. Jest głęboko przekonany, że Kościół katolicki na Zachodzie musi mieć tylko i wyłącznie jedną formę Mszy świętej, a pomysły dania wiernym wyboru to „prywatyzacja” kultu, a co za tym idzie – „prywatyzacja” Kościoła i schizma. W „Traditionis custodes” papież Franciszek napisał, że nowe księgi liturgiczne są „jedynym wyrazem lex orandi Rytu Rzymskiego”. To oznacza, że Msza trydencka nie istnieje jako żywa rzeczywistość – jest już tylko reliktem przeszłości, z perspektywy Grilla jakimś groźnym upiorem. Kategoryczna formuła Franciszka doskonale wyraża usposobienie tego wpływowego liturgisty: Msza trydencka nie istnieje. To tylko groźny upiór dawnych wieków, a jego „wyznawcy” niszczą Kościół… W tym skrajnie ideologicznym zacietrzewieniu, które tak ściśle wiąże Novus Ordo Missae z samą istotą Kościoła, widać dokładnie to, o czym mówił kardynał Robert Sarah: psychologicznie uwarunkowany resentyment antyłaciński pokolenia ’68.
Wyznanie jezuity: „Nienawidzę Mszy trydenckiej”
Innym przykładem tego dziwacznego resentymentu jest jezuita Thomas Reese, były redaktor naczelny jezuickiego progresywnego magazynu „America”. Na łamach portalu „Religion News Service” Reese opublikował niedawno krótki artykuł zatytułowany „Dlaczego nienawidzę starej łacińskiej Mszy: spowiedź”. Przyznał, że w młodości kochał Mszę trydencką – urodził się w 1945 roku i przez wiele lat był przekonany, że tradycyjna liturgia nigdy nie zostanie zmieniona. Jednak przeprowadzona została reforma liturgiczna, bez szemrania zaakceptował Novus Ordo Missae, bo kierował się jednym względem – posłuszeństwem. Z czasem pokochał jednak również nową Mszę.
W artykule podaje szereg argumentów „za” zreformowaną liturgią i „przeciw” dawnej, ale to argumenty wyjątkowo wydumane, podawane na siłę – można byłoby równie dobrze je odwrócić i przeprowadzić dokładnie przeciwną operację apologetyczno-krytyczną. W sumie, Reese nie ma żadnego dobrego powodu, by piętnować Mszę trydencką jako taką i domagać się wyłączności nowej – poza wspomnianą decyzją woli, by bezkrytycznie podporządkować się autorytetowi władzy, która wprowadziła nowy porządek mszalny.
W całym jego artykule pojawia się tylko jeden poważniejszy argument. „Nienawidzę ideologów, którzy mówią, że nowa Msza jest bluźniercza i którzy odrzucają nauczanie II Soboru Watykańskiego w takich kwestiach jak ekumenizm, sprawiedliwość społeczna i rola świeckich w Kościele” – wskazuje Reese. W tym właśnie rzecz: sprzyjanie Mszy trydenckiej jest tu ściśle związane z ogólną postawą „antysoborową”. W efekcie ten, kto ceni dawną liturgię, staje się generalnym „przeciwnikiem odnowy”. Posoborowa przebudowa Kościoła zostaje utożsamiona z całym dobrem, a ci, którzy cenią dawną liturgię, zostają zakwalifikowani jako jej przeciwnicy – i zasługują na nienawiść.
Leon XIV, dziecko triumfu reformy
Papież Leon XIV urodził się w 1955 roku. Kiedy wstępował do seminarium, Novus Ordo Missae miał już w Stanach Zjednoczonych wyłączność. Przełom lat 70. i 80. pozostawał czasem niekwestionowanego optymizmu wobec reformy liturgicznej. Przyszły pontyfeks mógł zatem nasycić się tym samym duchem, którym karmiono Reese’a, Roche’a i Grilla. Jako papież Robert Prevost wypowiada się w sposób bardzo stonowany i dyplomatyczny. Niemniej jednak w sferze idei pokutuje u niego dokładnie to samo przekonanie, co u wymienionej trójki: reforma liturgiczna była chciana przez Ducha Świętego, to konstytutywny element soborowej odnowy Kościoła, nie ma od niej żadnego odwrotu, bo odwrót oznaczałby zaprzeczenie kursu, jaki z woli Bożej obrał katolicyzm.
Leon XIV regularnie piętnuje nadużycia liturgiczne, do których dochodziło i wciąż dochodzi po wprowadzeniu NOM; przed ponad rok pontyfikatu nie wyraził jednak nawet jednym słowem zrozumienia dla wiernych, którzy uczestniczą w Mszy trydenckiej. Mówił o liturgii w mediach, wygłosił na jej temat szereg katechez – ale wspomniał o choćby najmniejszej korekcie kursu, jaki obrał papież Franciszek. Bergogliański koncept „likwidacji” tradycyjnego rytu poprzez ogłoszenie jedyności Novus Ordo Missae pozostaje całkowicie nienaruszony. Nie ma u Leona XIV choćby śladu intencji sięgnięcia do myśli i decyzji Benedykta XIV. Wydaje się zatem, że nawet jeżeli Robert Prevost nie cechuje się „aktywnym” resentymentem antyłacińskim, to z racji na swoje kulturowe ukształtowanie znajduje się intelektualnie i duchowo w przestrzeni oddziaływania tego resentymentu.
To coś więcej niż pokolenie, to paradygmat
Czy kardynał Robert Sarah ma rację, że problem minie wraz z odejściem pokolenia ’68? To optymistyczna wizja, być może prawdziwa. Jednak sam Robert Sarah urodził się w 1945 roku, jest zatem równolatkiem Thomasa Reese’a. Pomimo tego ma zupełnie inną perspektywę na sprawy liturgiczne. Tak samo jest z innymi. To nie rok urodzenia determinuje zapatrywania liturgiczne, ale otrzymane wykształcenie – i decyzja woli. Z tego powodu wiązanie nadziei na szersze udostępnienie Kościołowi Mszy trydenckiej na skutek prostej zmiany pokoleniowej może być nieco złudne. Apologetyczna soborowa formacja, która nie pozwala na żadną krytykę Vaticanum II trwa dalej.
Papież Franciszek rządził Kościołem kilkanaście lat i nie brakuje dziś wśród światowego duchowieństwa i laikatu ludzi, którzy uważają go za proroka. Jeżeli Leon XIV będzie konsekwentnie kontynuować obecną linię, to prawdopodobnie znacząco utrwali krytyczne podejście do Mszy trydenckiej jako „reliktu przeszłości”, czyniąc z tego po prostu normę kultury eklezjalnej XXI stulecia. Kardynał Robert Sarah słusznie przewiduje, że wygaśnie wkrótce antyłaciński resentyment, to znaczy krytyka liturgii trydenckiej napędzana emocjami. Nie oznacza to jednak, że wygaśnie antyłacińska postawa. Odniesienie, które zbudowano do przeszłości po II Soborze Watykańskim, może być znacznie trwalsze.
Jak pisałem w osobnym tekście na początku tego roku, „paradygmat soborowy” może utrzymywać się jeszcze bardzo długo. Przyjąłem symboliczną liczbę 341 lat, po szczegóły odsyłam do tekstu, bo nie o konkretne daty chodzi – ale o skalę. Kościelna hierarchia to szczelny system, który przepuszcza wyżej tylko ludzi akceptujących pewne wyjściowe zasady. Dziś, jak pokazuje Leon XIV, należy do nich również absolutyzacja Novus Ordo Missae jako jedynego właściwego wyrazu lex orandi Rytu Rzymskiego. Tradycjonaliści istnieją i będą istnieć dalej, ale na uznanie ze strony kościelnej hierarchii nie ma chyba co liczyć.
Paweł Chmielewski








