Palą Paryż – początek zapowiedzianego scenariusza?

forum-1139774299_800x460.jpg
Fot: Abdul Saboor / Reuters / Forum

Kulturowe „ubogacanie” Paryża – tak jak i wielu innych francuskich miast – ogniem i kamieniami nasiliło się w ostatnich tygodniach ponad zwyczajną miarę. To już nie standardowa reakcja marokańskich czy algierskich miłośników piłki nożnej na wygraną/przegraną (niepotrzebne skreślić) ulubionej drużyny. To nie trzydniowy gniew ludu z powodu aresztowania przez policję śniadego ziomka-niewiniątka. Tu poszło na grubo. Po śmietnikach i samochodach, co w zachodnioeuropejskich pół-kalifatach jest już normą, zapłonęły też sklepy i siedziby instytucji. Czy właśnie pisze się kronika zapowiedzianej katastrofy?

 

Wspierane przez skrajnych polityków „studenckie” zamieszki z przedmieść rozlały się na wielkie połacie miast, w tym centra. Twittera zasypały wideorelacje z gwałtownych starć, demolowania i grabieży. Rebelia eskaluje w weekendy i nie zamierza się na razie skończyć.

Zróbmy to razem!

Szybko też dramat zaczął przeradzać się w tragifarsę. Oto bowiem internauci wrzucali prawdziwe obrazki mieszkańców stolicy beztrosko biesiadujących albo urządzających tańce z zadymą w tle. Tak właśnie wielu z nich przyjęło demolowanie własnego miasta. W reakcji na tę postawę żartownisie uruchomili kreację AI. W niemal realistycznych obrazach pokazują na przykład film z miejscową przewodniczką jak gdyby nigdy nic oprowadzającą wycieczkę Azjatów po paryskim polu bitwy: w dymie, huku wystrzałów i pomiędzy detonacjami potężnych petard.

Czy to już spełniają się przepowiednie Raspaille’a z „Obozu świętych”? – głośno rozważa wielu. Diabeł mści się za niedawną manifestację wiary Francuzów w trakcie wizyty papieża – przypominają inni. Może ogarniająca ten piękny kraj dzika rewolta, efekt sojuszu lewicy z muzułmańskimi imigrantami, jest Bożym dopustem za wpisanie „prawa do aborcji” do tamtejszej konstytucji?

Powróciły także wspomnienia z paryskiej olimpiady sprzed dwóch lat. Mocno wryły się wtedy w pamięć obraźliwe dla prawdziwej wiary i tradycji Francji akcenty widowiska inauguracyjnego.

Zapamiętaliśmy je przede wszystkim z bluźnierczych scen parodiujących „Ostatnią wieczerzę” Leonarda da Vinci oraz z zawodowych problemów Przemysława Babiarza. Komentator, relacjonując ów spektakl dla TVP, łagodnie skrytykował wykorzystanie przez scenarzystów Imagine, komunistycznej pieśni-manifestu Johna Lennona. Został potem odsunięty od pracy.

W tych dniach zaś, jako reakcja na stołeczne zamieszki, pośród komentarzy w mediach społecznościowych znalazł się i taki: „Na Igrzyskach Olimpijskich w Paryżu 2024 ceremonia otwarcia wyśmiewała wiarę chrześcijańską. Następnego dnia w mieście doszło do blackout’u, a Paryż pogrążył się w ciemności. Ale na szczycie wzgórza Bazylika Sacré-Cœur pozostała oświetlona. Światło wiary pozostało widoczne na górze, podczas gdy świat w dole, ten, który wyśmiał wiarę chrześcijańską, pogrążył się w ciemności. Bóg jest z nami, wczoraj, dziś i zawsze” – przypomnieli autorzy profilu Abrace a Tradição na X.

Owszem, Pan Bóg posługuje się symbolami, ale i małpujący Go wróg także. Przypomnijmy sobie mroczną inaugurację igrzysk w Londynie (rok 2012) i ówczesną, piekielnie szpetną „zapowiedź” reżimu covidowego. Bądź co bądź, olimpijskie ceremonie ogląda przecież cały świat. Trudno o lepsze okno wystawowe dla nowych idei i komunikatów. Może warto więc obejrzeć się za siebie i sprawdzić w szczegółach, co chcieli powiedzieć przez paryską celebrę ci, którzy pociągają za sznurki w globalnym teatrze marionetek?

Liberté, égalité, fraternité… – a gdzie ou la mort!?

Zaplanowany i wykonany z rozmachem spektakl wyszedł daleko poza schemat zamkniętego na stadionie show. Miał olśnić widzów i sprawić, że oglądane obrazy, śpiewane utwory, podsuwane hasła czy symbole mocno wbiją się w świadomość i… zostaną przyjęte za własne.

Poszczególne sceny odegrano w wielu punktach miasta. Celebryci, paryżanie i turyści z brzegów oglądali biegnącą przez miasto sztafetę z olimpijskim ogniem. Na Sekwanie zaś paradowały na łodziach i statkach wszystkie sportowe reprezentacje. W przerwach i w trakcie defilady ludzie patrzyli na kolejne części inscenizacji skrojonej pod transmisję TV.

Pierwsze tytuły rozdziałów widowiska wzięto z ocenzurowanego hasła rewolucji anty-francuskiej (pełna wersja z alternatywą: …ou la mort – „…albo śmierć!” byłaby dzisiaj może jeszcze zbyt mocna).

Liberté zawsze jednak brzmi dobrze. Można nią nawet przyozdobić ilustrację „słusznej” ideologicznie ulicznej krwawej przemocy, również w opcji zaktualizowanej do obecnych społecznych realiów.

 

Liberte rewolucja

 

zadyma imigrant

 

Rozprawę ze starym, przedrewolucyjnym światem pokazano nam także w konwencji à la Halloween. Mimo starań tuzów popkultury od filmów i gier, mord i zbrodnia wciąż kojarzą się jednak ludziom generalnie źle. Trzeba więc je obśmiać aby nikt już więcej nie pomyślał, że karykaturalnie pokazany, obalony ustrój (tutaj uosobiony przez ściętą Marię Antoninę) był czymś poważnym, dobrym i godnym naśladowania.

Sceną była w tej sekwencji dawna królewska rezydencja Conciergerie, którą rewolucjoniści zamienili na więzienie i przetrzymywali w niej monarchinię przed egzekucją. To kolejny, choć niezamierzony przez nich symboliczny detal – jak katolikom wiadomo, w swoim życiu wybieramy zawsze albo Boży porządek, albo niewolę i śmierć.

 

Maria Antonina

 

Na tle fasady historycznego gmachu francuski, metalowy zespół Gojira wykonał wraz z operową  śpiewaczką Mariną Viotti pieśń rewolucjonistów Ah! Ça Ira („Ach! Będzie dobrze / Arystokraci na latarnie! / Będzie dobrze, arystokraci zostaną powieszeni! / Będzie dobrze, radujmy się, nadejdą dobre czasy! / Bez strachu przed ogniem i płomieniem!”).

Po tym występie członkowie grupy, oskarżani o satanizm, zaprzeczyli. Stwierdzili, że chcieli odnieść się do historii Francji, rewolucji oraz zasady laïcité, czyli całkowitego rozdziału państwa od Kościoła. Co prawda sposób dokonywania separacji był z gruntu diabelski – tak jak i sama ta idea – ale muzycy i wypytujący ich dziennikarze uznali chyba, że nie ma co drążyć.

Nowi Francuzi bawią się i świętują

Po starym świecie następuje więc nowy, a w nim „nowa miłość”. Aktorzy spektaklu nawiązują ją w bibliotece, z udziałem „nowych Francuzów”: imigranta intelektualisty, „wyzwolonej”, białej kobiety oraz tego trzeciego – człowieka o tożsamości rozmytej. Najpierw swata on ze sobą różnokulturową parę, a następnie dołącza do jej zabawy.

 

porewolucyjna miłość

 

W sekwencji Égalité widzimy i słyszymy Ayę Nakamurę. Ciemnoskóra wokalistka w towarzystwie żołnierzy Gwardii Republikańskiej oraz chóru francuskiej armii zaśpiewała piosenki Charlesa Aznavoura.

Rozdział Fraternité pokazuje nam zaś aktualizację postaci Marianny, alegorii porewolucyjnej wolności. Artystka Axelle Saint-Cirel zaśpiewała „Marsyliankę” („Do broni, bracia dziś!
Zewrzyjcie szyki wraz! I marsz, i marsz! By ziemię krwią napoić, przyszedł czas!”).

 

Marsylianka

 

„Świeccy święci” Republiki

Rebelianci wprowadzający dogmat laïcité w kraju nazywanym „najstarszą córą Kościoła” i dotychczas nieodłącznie z Kościołem tym związanego, musieli zapełnić jakoś pustkę powstałą w miejscu zajmowanym dotychczas przez religię i jej świętych. Autorzy olimpijskiego spektaklu w rozdziale Sororite („Siostrzeństwo”) postarali się o własną, przewrotną „hagiografię”. Wyobrażały ją „złote” posągi ukazujące się widzom. Kogóż tam zobaczyliśmy? Same gwiazdy. Gisele Halimi – zmarła kilka lat temu prawniczka, feministka i aktywistka proaborcyjna; Paulette Nardal – „pionierka czarnej świadomości i feminizmu”; Christine de Pizan – obrończyni „praw kobiet” na miarę średniowiecza; Louise Michel – anarchistka i feministka; Alice Guy-Blaché – prekursorka kobiecego kina; Simone Veil – ocalała z Holokaustu bardziej znana koleżanka Halimi…

 

Gisele Halimi

 

Dalej trwał pokaz reprezentacji, a wraz z ostatnią spośród nich, ekipą Francji, rozpoczęła się kulminacja widowiska. Wraz z nią – największe spiętrzenie jego symbolicznej i formalnej ohydy. Statek ze sportowcami kraju-gospodarza igrzysk zbliżał się do błyszczącego światłami mostu, na którym od dłuższej chwili trwał pokaz niby-mody, z udziałem queerowych odmieńców. Zaczęła się sekwencja Unie dans la diversite („Zjednoczeni w różnorodności”), czyli taneczna zabawa. Ludzie o w miarę normalnym wyglądzie mieszali się z postaciami wyciągniętymi żywcem z klubów LGBT. Mężczyźni w damskich fatałaszkach, „kobiety” z brodami, wielu w perwersyjnych, paskudnych strojach. 

Wreszcie Obscurité – („Ciemność”) – pastisz Ostatniej Wieczerzy. Reżyser spektaklu, zadeklarowany homoseksualista Thomas Jolly zarzekał się, że jego inspiracją była uczta antycznych bogów. Tak zaprzeczał oskarżeniom o chęć obrażenia chrześcijan: – Nigdy nie znajdziecie w mojej pracy chęci poniżenia kogokolwiek lub czegokolwiek. Moim celem nie było bycie wywrotowym, ani prześmiewczym, ani wywoływanie szoku.

 

egalite wieczerza

 

W główną postać pośród uczestników „wieczerzy” wcieliła się Barbara Butch, wychowana w tradycyjnej rodzinie żydowskiej lesbijka nazywana ikoną queerowego ruchu klubowego. Dysponując tak mocnym immunitetem prowokatorka, po paryskich igrzyskach jeszcze się rozkręciła. Na przykład latem 2026 roku była kuratorem przedsięwzięcia „Biała Noc”. Profanatorzy zajęli wtedy przestrzeń sakralną. Jak relacjonowała „Tribune Chrétienne”, kaplica św. Ludwika w szpitalu Tenon była miejscem tak zwanej instalacji Jungle haletante („Dysząca dżungla”). Autor, Stéphane Blanquet umieścił tam maski w stylistyce voodoo. Zwiedzających dochodziły dźwięki oddechów, szeptów, gwizdów i dziwaczne metaliczne zgrzyty. Z kolei władze parafii św. Wawrzyńca pozwoliły umieścić w konfesjonałach i chrzcielnicy głośniki, z których wydobywały się perwersyjne odgłosy i dwuznaczne hasła o podtekście seksualnym.

Archidiecezja Paryża oraz proboszczowie, w tym ksiądz Paul Dollié z kościoła św. Wawrzyńca nie dopatrzyli się w tych występach niczego niestosownego. Oni chcieli jedynie „podjąć dialog ze światem współczesnym i sztuką”.

Spalą Paryż?

Jedną z ważnych pieśni „nowej Francji” okazał się również być hymn nihilistów Imagine – wizja świata bez nieba, piekła, religii, państw i prywatnej własności. To kolejny punkt programu z mocnym akcentem ognia. Juliette Armanet śpiewała, Sofiane Pamart akompaniował na płonącym fortepianie.

 

imagine fortepian

 

Powagę (Solennité) twórcy widowiska zarezerwowali dla oficjalnej olimpijskiej (a więc z korzeni pogańskiej) pompy. Flaga igrzysk, srebrny, mechaniczny koń, biały koń, znicz zapalony przez ostatnich uczestników sztafety (zresztą wyłącznie o „słusznym”, wielokulturowym pochodzeniu).

 

final countdown france

 

srebrny koń

 

Cóż, ujrzeliśmy wizję pełną, wydawałoby się – kompletną. Może w scenariuszu tak bogatej w symbole i odniesienia ceremonii zabrakło jedynie wątku powieści „Palę Paryż” Brunona Jasieńskiego (1928). To literacki obraz zniszczenia, upadku starego świata, chaosu i wyłonienia się komunistycznego „raju”. Idee mają konsekwencje, a wszystko wskazuje, że taki właśnie kres Francji i starej Europie piszą dzisiaj różni przekonani o swojej wszechmocy demiurgowie. Może na stulecie książki szykują coś specjalnego? Dobrze, że Pan Bóg lubi pośmiać się z ludzkich (i diabelskich) scenariuszy.

Roman Motoła

 

 

Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: