Parafia czy centrum imigranckie? Gdy inkluzywna ideologia „wchodzi za mocno”.

„Koniec złowrogiej utopii szpitala polowego” – w ten sposób publicysta Andrea Zambrano skomentował odsunięcie księdza Massima Biancalaniego od posługi w parafiach Santa Maria Maggiore w Vicofaro oraz świętego Mikołaja w Ramini na terenie włoskiej diecezji Pistoia.
Duchowny zaniedbał swoje obowiązki, zapełniając kościół i plebanię nielegalnymi imigrantami. Jeździł nawet do Florencji w poszukiwaniu „uchodźców”, których sprowadzał do parafii. Jego aktywność doprowadziła do nieporządku w lokalnej społeczności. Zaowocowała handlem narkotykami, gwałtami i napaściami z użyciem noży.
Proboszcz cieszył się uznaniem miejscowej lewicy, lecz doprowadził do opustoszenia świątyń, za które był odpowiedzialny. Miejsce wiernych zajęły setki egzotycznych przybyszów, w tym kandydatów na azylantów. Kościół „stał się stałym biwakiem dla nielegalnych imigrantów i włóczęgów, podczas gdy nigeryjska mafia wkrótce przejęła rejony handlu narkotykami, powstałe w cieniu dzwonnicy” – czytamy w komentarzu.
Postępowanie kanoniczne przeciwko duchownemu prowadził biskup Pistoi Fausto Tardelli, a później jego następca Augusto Mascagna. „Don Biancalani bowiem całkowicie przestał być proboszczem, zmuszając wiernych parafii do wędrowania po innych wspólnotach w poszukiwaniu najbardziej podstawowych posług duszpasterskich, takich jak niedzielna Msza święta, spowiedź i pogrzeby” – głosi szokująca relacja.
Matteo Pomposi, radny miejski z ramienia partii Bracia Włoscy i przewodniczący działającej w Ramini komisji na rzecz odsunięcia księdza od opacznie sprawowanej „posługi duszpasterskiej”, napisał do papieża Leona XIV oraz prefekta Dykasterii ds. Duchowieństwa – jak sam przyznaje – „szczerze mówiąc, niejeden list”.
- W Vicofaro wszyscy [wierni] przenieśli się gdzie indziej, do tego stopnia, że [proboszcz] odprawiał Mszę świętą tylko w obecności pięciu lub sześciu osób, które nadal mu towarzyszyły. Tymczasem w Ramini wszystko zostało zniszczone, nawet chór parafialny, który uważano za klejnot w koronie diecezji. Wszystko zostało zniszczone: chrzty, Pierwsze Komunie, działalność duszpasterska... Społeczność masowo przeniosła się do pobliskiej parafii San Pierino – mówił Pomposi.
W końcu, decyzją kardynała Lazarusa You Heung-sika, prefekta Dykasterii ds. Duchowieństwa, księdzu Massimo Biancalaniemu Kościół odebrał przywilej pracy w parafiach.
Gorsza sytuacja panuje w Ramini, gdzie Biancalani nadal przebywa na plebanii wraz kilkudziesięcioma nielegalnymi imigrantami. Ma jednak wkrótce opuścić parafię, w najgorszym razie siłowo, a asyście policji, jak miało to miejsce w Vicofaro.
Duchownemu wciąż przysługuje prawo złożenia odwołania do Najwyższego Trybunału Sygnatury Apostolskiej, na co ma 60 dni. Wcześniej odrzucił propozycję objęcia stanowiska w diecezjalnym Biurze Misyjnym.
- Decyzja Watykanu jest problemem – skomentował ksiądz Biancalani w rozmowie z dziennikiem „La Presse”. – Mówimy tu o wspólnotach gościnnych, wspólnotach, które podążają za duszpasterską wizją papieża Franciszka. Wspólnotach zaangażowanych w tak delikatną kwestię, jak imigracja. Ten [zastosowany przez Dykasterię] środek nam nie pomaga; stawia nas w trudnej sytuacji. Również dlatego, że nie jestem już proboszczem. To rozczarowujące – ocenił.
„Ale to także historia podsycana przez źle pojmowaną ideę gościnności, której znaczna część Kościoła broniła przez lata, często wbrew przyjętym zasadom dobrego życia społecznego” – skomentował Andrea Zambrano. „Don Biancalani, na przykład, polegał na publicznym wsparciu, jakiego udzielił mu papież Franciszek w 2020 roku, kiedy to wysłał mu nawet 20 000 euro na jego ośrodek (…)”.
„Był to owoc wsparcia, jakiego papież Franciszek udzielił już w 2018 roku, wzywając go do rozwijania jego wizji gościnności. Dziś niewiele pozostało z tej koncepcji szpitala polowego, promowanej za cenę roszczeń, a nawet deptania przemocą praw wiernych” – ocenił publicysta.
Źródło: LaNuovaBQ.it
RoM







