Podpalenie stacji Starlink pod Warszawą. Prokuratura: Działano na zlecenie Rosji

Podpalenie stacji Starlink zostało przeprowadzone najprawdopodobniej na zlecenie Rosji, uważa prokuratura. Sprawcy mieli chcieć zakłócić łączność internetową.
W środę wieczorem doszło do pożaru naziemnej stacji Starlinków w powiecie grójeckim na Mazowszu. W czwartek na briefingu rzecznik Prokuratury Okręgowej w Radomiu prok. Aneta Góźdź zaznaczyła, że prokuratura nie wyklucza działań o charakterze sabotażowym i w tym kierunku będzie prowadzone przez prokuraturę śledztwo.
Do tej sprawy odniósł się w piątek w RMF FM wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Czesław Mroczek, który był pytany, czy był to akt sabotażu.
– Tego jeszcze nie możemy powiedzieć, ale możemy powiedzieć, że to było podpalenie. (…) Ustalenia, które w tej chwili są, w szczególności z monitoringu tych obiektów, dają nam dowód na to, że to było podpalenie – podkreślił. – Natomiast jeżeli chodzi o szczegóły, sposób przeprowadzenia tego podpalenia, tego nie mogę powiedzieć. Tej informacji nie mam – dodał.
Potwierdził to również tego samego dnia w TVN24 minister koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak.
– Mając informacje ze służb, mogę powiedzieć, że z wysokim prawdopodobieństwem uważamy to za celowe podpalenie – powiedział.
Z kolei Prokuratura Krajowa ocenia, że to był "akt dywersji i działanie na rzecz obcego wywiadu przeciwko RP". "Zachodzi uzasadnione podejrzenie, że sprawcy działali na polecenie rosyjskich służb specjalnych" - podał prokurator Przemysław Nowak w komunikacie dla portalu Onet. W jego ocenie, sprawcy chcieli zakłócić ruch i łączność internetową Starlinka zarówno w Polsce jak i w innych krajach Europy Środkowej i Wschodniej.
Źródła: Onet, PAP






