Pogańskie rytuały, ketamina i homoseksualne orgie. Kto buduje przyszłość sztucznej inteligencji?

Elon Musk przegrał w kalifornijskim sądzie batalię o władzę nad OpenAI. Konflikt z byłym wspólnikiem, obecnie dyrektorem firmy, Samem Altmanem wybiega jednak znacznie poza kwestie finansowe czy osobiste. To wojna o kierunek rozwoju najpopularniejszej technologii świata, mającej niebagatelny wpływ na nasze codzienne życie. I jak w każdej wojnie, również tutaj istotny czynnik odgrywają niespełnione ambicje i ludzkie słabości.
Łowca demonów…
Musk zarzucił władzom OpenAI, że przekształcili organizację non-profit w finansowe eldorado. A nie taka była umowa, kiedy dziesięć lat temu zgodził się wesprzeć kwotą miliarda dolarów wschodzący projekt. Właściciel X przekonywał, że padł ofiarą oszustwa. Na szczęście dla Altmana, sąd nie przyznał mu racji. Gdyby Musk wygrał, firma mogłaby zostać zmuszona do wypłaty nawet 150 miliardów dolarów odszkodowania i wymiany kierownictwa.
Pierwotnie założyciele OpenAI w 2015 r. zgodzili się co do transparentnego i niekomercyjnego charakteru przedsięwzięcia. Stąd właśnie nazwa, którą można tłumaczyć jako „Otwarta Sztuczna Inteligencja”. Obawiano się, że pozostawienie prac nad rozwojem AI w rękach monopolistów jak Google DeepMind, spowoduje wykorzystanie technologii do umacniania przewagi techno-oligarchów i pogłębienia podziałów społecznych.
Idealistyczna wizja szybko upadła jednak w starciu z rzeczywistością. Kiedy uświadomiono sobie jak dużych pokładów mocy obliczeniowej potrzebują duże modele językowe, ówczesne kierownictwo zwróciło się do Muska o umożliwienie organizacji zarabianie na siebie. Właściciel Tesli i SpaceX zażądał wówczas większej kontroli nad projektem, na co nie zgodzili się inni. Musk miał poczuć się oszukany i zrezygnował z wspierania projektu. OpenAI zaś wkrótce otrzymała gigantyczne wsparcie od Microsoftu i ostatecznie pozostała „otwarta” tylko z nazwy.
Miliarder niezwykle mocno przeżył rozstanie z OpenAI. Chodziło nie tyle o kwestie finansowe, co oddanie losów najważniejszej – jak wierzono - technologii świata w niepowołane ręce. Nic dziwnego, że wraz z sukcesem ChataGPT, Musk stał się jednym z najgłośniejszych proroków apokalipsy AI. Porównywał tworzenie zaawansowanej sztucznej inteligencji do „przywoływania demona”, nad którym człowiek szybko straci kontrolę. Szybko jednak przeszedł do ofensywy. Swoje zaangażowanie (stworzenie firmy xAI, chat-bota Grok i domózgowego chipa Neuralink) postrzega w charakterze misji ratunkowej dla gatunku ludzkiego; chce przejąć kontrolę nad technologią, która niewłaściwie użyta, w jego opinii doprowadzi do katastrofy o globalnej skali.
…Arcykapłan…
Na sali sądowej pojawił się również do niedawna jeden z najbliższych współpracowników Altmana, Ilya Sutskever. Urodzony w ZSRR i wychowany w Izraelu matematyczny geniusz położył podwaliny pod przyszły sukces ChataGPT. Ale oprócz ponadprzeciętnej inteligencji i talentu do nauk ścisłych, Sutskever dał się poznać Dolinie Krzemowej z niezwykłego zaangażowania religijnego.
Rosyjski Żyd nie wyznaje jednak wiary ani w prawosławną ortodoksję, ani tym bardziej w talmudyczny judaizm. Miejsce Boga zajmuje w jego doktrynie silna sztuczna inteligencja, tzw. AGI (Artificial General Intelligence), program znacznie przewyższający człowieka zarówno w zakresie inteligencji, jak i pod każdym innym względem. Byt tak doskonały, że dla zwykłego śmiertelnika jawi się niczym istota boska. Sutskever wierzy, że pracując nad konstruowaniem AGI, inżynierowie z Doliny Krzemowej biorą udział w niemal mistycznym procesie.
Temu przekonaniu towarzyszyła codzienna, rytualna praktyka. W biurach firmy Sutskever organizował spotkania o charakterze niemal liturgicznym. Do najbardziej znanych incydentów należało intonowanie przez niego mantrycznych śpiewów: „Poczuj AGI... Poczuj AGI...” (ang. „Feel the AGI”). Praktyka miała na celu zjednoczyć zespół w ramach wspólnej misji, wzbudzając niemal namacalne przekonanie obcowania z niewidzialną, nadchodzącą mocą. Ściany firmy zdobiły ekstrawaganckie obrazy Sutskevera, ilustrujące kontakt człowieka z pozaludzką inteligencją.
Pewnego dnia, podczas wyjazdu firmowego kierownictwa, Sutskever dokonał swego rodzaju „chrztu ognia” tworzonej przez siebie technologii. Gromadząc innych współpracowników w kręgu, podpalił specjalnie zamówioną u lokalnego artysty drewnianą kukłę, reprezentującą „złą” świadomą sztuczną inteligencję. Ceremonia nawiązywała do popularnego festiwalu Burning Man odbywającego się na pustyni w Nevadzie, które gromadzi tysiące uczestników, głównie z okolic kalifornijskiej Doliny Krzemowej. Kulminacyjny moment festiwalu polegał na podpaleniu gigantycznej kukły, co przypominało obrzęd palenia tzw. wiklinowego człowieka (ang. wickerman) przez starożytne plemiona Brytów i Celtów.
Rytuał odprawiony przez Sutskevera miał symbolizować narodziny życia w maszynie. Towarzyszyły temu okrzyki wymierzone w „demoniczną” sztuczną inteligencję, co nosiło znamiona egzorcyzmów lub walki z siłami ciemności utrudniającymi nadejście „dobrej” AGI. Dla współpracowników Sutskever był kimś więcej niż tylko szefem i zdolnym programistą; traktowali go jak niemal proroka, osobę posiadającą wgląd w tajemnice niedostępne profanom. Choć nie wszyscy dorównywali mu w gorliwości, bycie częścią zespołu OpenAI wymagało wiary w misję zmiany losów świata i ludzkości.
Faktycznie Sutskever pełnił więc w firmie rolę przywódcy duchowego. „Arcykapłana” nowej wiary, która sprowadza ludzkość wyłącznie do roli biologicznego rozrusznika dla doskonalszego, nowego cyfrowego następcy. Sama praca w OpenAI traktowana była jako akt o charakterze niemal religijnym; polegała tak naprawdę na przywoływaniu techno-zbawiciela, który uczyni wszystko nowym. Nic więc dziwnego, że gdy na samych szczytach władzy pojawiła się schizma, Sutskever zareagował szybko i stanowczo, dokonując… „ekskomuniki” swojego byłego przyjaciela.
…i Szarlatan
Chociaż Sam Altman wygrał batalię z Muskiem, jego zwycięstwo może okazać się pyrrusowe. W trakcie procesu ujawniono bowiem szereg nieprawidłowości w zarządzaniu firmą. Altman nagminnie łamał przyjęty regulamin, wykorzystywał instytucję dla osobistych korzyści oraz podejmował decyzje bez konsultacji z zarządem. Jego postawa doprowadziła w 2023 r. do sytuacji, w której OpenAI praktycznie przestało istnieć. Ilya Sutskever, Eva Murati i inne osoby z kierownictwa firmy, mając dość tajemniczego sposobu zarządzania, podjęły decyzję o zwolnieniu dotychczasowego dyrektora. Kilkadziesiąt godzin później, na skutek protestu szeregowych pracowników i nacisku inwestorów, puczyści zrezygnowali z zamachu stanu. Altman tryumfował, a jego przeciwnicy musieli pożegnać się z firmą.
Starcie Altmana z dotychczasowym „kapłanem” firmy było jak zderzenie sacrum z profanum. Podczas gdy Sutskever odpowiadała za „doktrynę” i „liturgię” kościoła sztucznej inteligencji, Altman zabiegał głównie o to, by firmie nie zabrakło chleba powszedniego. Choć ten wychowany w religijnej rodzinie żydowskiej podzielał wiarę we wszechmoc AI, skupiał się głównie na kwestiach doczesnych takich jak zdobycie finansowania.
W tym celu głosił swoją „ewangelię” całemu światu, brylował na salonach, roztaczał wizję świetlanej przyszłości i napawał nadzieją żadnych zysku inwestorów. W końcu dotarł do samego Białego Domu, ogłaszając wraz z Donaldem Trumpem inwestycję 500 mld dolarów w centra danych, znaną jako „Projekt Gwiezdne Wrota”.
Jednak na kanwie konfliktu z byłymi pracownikami, świat zaczął poznawać ciemną stronę tego ułożonego, schludnie ubranego i ważącego każde słowo złotego dziecka sztucznej inteligencji. Dziennikarze śledczy mający dostęp do źródeł wewnątrz organizacji opisywali zdumiewającą przemianę Altmana. Ze zdolnego programisty i fascynata wysokich technologii przerodził się w efektywnego drapieżnika, traktującego potencjalnych współpracowników niczym ofiary. Nauczył się stosować sztuczki psychologiczne; wiedział jak odczytywać słabości innych i wykorzystywać je na swoją korzyść.
Nagminnie oszukiwał i manipulował osoby z najbliższego otoczenia. Wraz z coraz większym bogactwem zanikała empatia; niegdyś przeznaczał znaczne kwoty na działalność charytatywną, by z czasem pomagać w nader osobliwy sposób. Przykładowo, zwolnionym pracownikom oferował na pocieszenie… alkohol i ketaminę – popularny narkotyk imprezowy. Jego siostra Annie oskarżyła go, że gdy była w poważnym kryzysie psychicznym, Sam nie odpowiedział na jej prośby o pomoc. Z braku innych perspektyw, kobieta zajęła się prostytucją. W końcu oskarżyła brata o molestowanie seksualne w dzieciństwie. Altman jak i cała rodzina zaprzecza oskarżeniom, nazywając działalność latorośli „nikczemną” i „destrukcyjną”.
Jako zadeklarowany homoseksualista, Altman rzucił się w wir orgii i psychodelików. Część z tych doświadczeń miała miejsce podczas wspomnianego już festiwalu Burning Man. Ale pod maską wyrachowanego socjopaty kryła się niezwykle wrażliwa osobowość. Według relacji, Altman miał wielokrotnie konsultować się z matką na temat swoich uczuć i niektórych decyzji. Podczas jednego ze spotkań z inwestorami dostał tak silnego ataku paniki, że musiał położyć się na podłodze. Eksperci przewidują, że zamieszanie wokół jego osoby oraz nieprawidłowości ujawnione podczas procesu, podważą rolę Altmana w kierowaniu największym start-upem w dziedzinie sztucznej inteligencji. Spadek zainteresowania flagowym produktem OpenAI już widać; choć ChatGPT pozostaje liderem rynku z 61-80 proc. udziałem wszystkich użytkowników, konkurencja z Anthropic (Claude), xAI (Grok) czy Google (Gemini) mocno depcze mu po piętach.
Historia bezalternatywna
Opisana historia pokazuje wyraźnie, że cała trójka – mimo brutalnych konfliktów i rozbieżnych ścieżek – dzieli ten sam „mit założycielski”. Wszyscy oni odrzucają pogląd, że AI to po prostu kolejny wynalazek jak mikroprocesor czy internet. Dla Altmana, Sutskevera i Muska AGI to wydarzenie o charakterze niemal metafizycznym – moment, w którym ludzkość stworzy coś potężniejszego od siebie. Różni ich jedynie to, czy owa potęga okaże się łaskawym bogiem (Altman), nieprzewidywalną siłą wyższą wymagającą kapłańskiej czujności (Sutskever), czy też niszczycielskim demonem, którego trzeba okiełznać (Musk).
A my, niczym widzowie w greckiej tragedii, patrzymy jak wszystkie ścieżki prowadzą ostatecznie do katastrofy. Nie ma bowiem znaczenia, czy w wyścigu o przyszłość sztucznej inteligencji zwycięży „kapłan” cyfrowego bóstwa, entuzjasta, który na skrzydłach „demona” chce sięgnąć gwiazd, czy ketaminowy ćpun i pozbawiony empatii psychopata. Choć optymiści przekonują, że istnieją podmioty tworzące bardziej „etyczne” rozwiązania (jak chociażby Anthropic), wszystkie obarczone są grzechem pierworodnym posthumanizmu, widzącego w człowieku nie cel swoich starań, ale wyłącznie pośredni etap ewolucji, niedoskonałe narzędzie i budulec utraconego raju.
Piotr Relich
Tekst na podstawie: Karen Hao, „Imperium sztucznej inteligencji. Sny i koszmary w OpenAI Sama Altmana”, wyd. Szczeliny, 2026.







