Potęga małych paciorków. Żywy Różaniec jednoczy Warszawę

Jeden dziesiątek różańca odmawiany w ciszy domu, miliony ludzi połączonych niewidzialną nicią modlitwy i wielka rocznica. Archidiecezja Warszawska przeżywa właśnie wyjątkowy Rok Jubileuszowy z okazji 200-lecia istnienia Żywego Różańca. W świecie, który nieustannie pędzi, wierni co miesiąc ruszają w drogę, by budować wspólnotę i „doładować duchowe baterie”. Jak ta tradycja wygląda od środka?
Wspólnoty różańcowe i takaż modlitwa czasami bywają postrzegane wyłącznie przez pryzmat rutyny. Wielu uważa, że to tylko grupy starszych osób, które niewiele robią. Rzeczywistość okazuje się jednak zupełnie inna. Warszawska modlitewna rocznica wywołała prawdziwe poruszenie. – Powiem szczerze, że gdyby nie ten wielki jubileusz dwustulecia, wielu z nas mogłoby w ogóle nie dostrzec, jak ogromne dziedzictwo mamy w rękach – mówi o. Michał Szałkowski OP, asystent Żywego Różańca Archidiecezji Warszawskiej.
Nasz rozmówca zauważa, że ogromnym impulsem dla wiernych była beatyfikacja założycielki dzieła, Pauliny Jaricot. Dzisiaj w kościołach organizowane są rekolekcje. O niezwykłej postaci błogosławionej mówi się coraz głośniej. Efekty widać na każdym kroku. – W samej Archidiecezji Warszawskiej comiesięczne wydarzenia jubileuszowe gromadzą regularnie około czterystu osób. To wyraźnie pokazuje, że w sercach ludzi następuje autentyczne, głębokie ożywienie duchowe – dodaje o. Michał.
W drodze…
- Wielkim dziełem Pauliny Jaricot, przez nią zapoczątkowanym i prowadzonym przez całe życie, jest Żywy Różaniec. Dla niej był to sposób, by modlitwę uczynić dostępną dla każdego. W modlitwie zaś różańcowej widziała skuteczny lek na bezbożność swoich rodaków. Gdy Żywy Różaniec zaczął się rozwijać, zaproponowała, by w ten sposób modlić się o nawrócenie niewierzących. Nie wystarczało jej dać Różaniec jako ratunek dla Francji. Chciała ratować cały świat – mówi ks. dr Maciej Będziński, dyrektor Papieskich Dzieł Misyjnych.
Aby ożywić wiarę w parafiach, organizatorzy zapraszają wiernych do odwiedzania kolejnych stacji jubileuszowych. Każdego miesiąca spotkania odbywają się w innym ważnym miejscu na mapie stolicy. Jednym z punktów na tej trasie jest Sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej w Warszawie-Ursusie. To wyjątkowy kościół, wybudowany jako wotum wdzięczności za ocalenie życia Jana Pawła II po zamachu. – Towarzyszą nam momenty, które budują wspólnotę i uwrażliwiają ludzi na kolejne spotkania. Trzeba głęboko ufać, że ten moment duchowego ożywienia przyjdzie także do innych parafii. Ludzie potrzebują to po prostu zobaczyć na własne oczy – wyjaśnia dominikanin.
O tym, że cykliczne spotkania i wspólne rozważanie ewangelicznych tajemnic jest niezwykle ważne, doskonale wie pani Ewa. Od dwudziestu pięciu lat pełni ona funkcję zelatorki 12. Róży Różańcowej im. św. Faustyny w Warszawie. Organizuje codzienne życie swojej grupy, rozpisuje grafik modlitw i dba o to, by nikt nie czuł się samotny. – W tym roku planujemy wyjątkową podróż do Lyonu, do korzeni Żywego Różańca. Takie spotkania i kontakty są nam niesamowicie potrzebne, ponieważ dzięki nim „doładowujemy” nasze duchowe baterie. Bez tego naprawdę nie da się funkcjonować – zaznacza.
SMS do Maryi w XXI wieku
Bycie zelatorem dzisiaj, w świecie pełnym pośpiechu, stawia przed świeckimi zupełnie nowe wyzwania. Ludzie szybko żyją, szybko jedzą i szybko odpoczywają. Trudno ich namówić do zatrzymania się. – Na początku byłam przeciwniczką tego, żeby wziąć Różę pod swoje skrzydła. Odmawiałam poprzedniemu opiekunowi – wspomina z uśmiechem pani Emilia, która swą funkcję pełni od grudnia 2023 roku. – Jednak ojciec Michał Szałkowski potrafił mnie podejść. Powiedział: „Wbrew twoim kłopotom, na pewno dasz sobie radę”.
Pani Emilia przejęła zawieszoną wcześniej Różę pod wezwaniem św. Marcina de Porres – patrona ubogich i pomocy charytatywnej. Dziś opiekuje się grupą dwudziestu osób w bardzo różnym wieku i z różnymi doświadczeniami życiowymi. Większości z nich wcześniej w ogóle nie znała. Jak do nich dociera w dobie internetu? Poprzez wiadomości SMS.
– Staram się nie tyle ingerować w ich życie, ile wysyłać im informacje pisemne. Chcę, żeby te osoby doświadczyły, że modlitwa różańcowa ma gigantyczną moc. Namawiam ich, żeby nie traktowali jej „na odczepnego”, jak nudny obowiązek. Tłumaczę, by potraktowali to jak rozmowę z Maryją – jak najlepsze wydarzenie całego dnia. Zawsze powtarzam: „proszę państwa, nie tylko prośmy, ale i dziękujmy” – opowiada pani Emilia.
Na ten sam problem pośpiechu i powierzchowności w modlitwie zwraca uwagę s. Emmanuela Stachurska CSL, sekretarz miesięcznika „Różaniec” i Zarządu Stowarzyszenia Żywego Różańca. – Dla mnie rozważanie tajemnic różańcowych jest przede wszystkim szkołą patrzenia na życie oczami Boga. Łatwo zatrzymać się na samym odmawianiu modlitw, tymczasem istotą Różańca jest wejście w konkretne wydarzenia z życia Jezusa i Maryi. Każda tajemnica pokazuje, że Bóg jest obecny nie tylko w chwilach niezwykłych, ale także w codzienności – w pracy, relacjach, cierpieniu, oczekiwaniu czy zwyczajnych obowiązkach – wyjaśnia siostra.
Dodaje, że w świecie pełnym pośpiechu, informacji i nieustannych bodźców Różaniec pomaga się zatrzymać i spojrzeć głębiej. – Odkrywam wtedy, że Bóg działa często bardzo dyskretnie, przez małe kroki, cierpliwość i wierność. Tego właśnie człowiek żyjący w ciągłym biegu może na pierwszy rzut oka nie dostrzec. Cenię w Różańcu także jego prostotę. Nie wymaga nadzwyczajnych warunków ani długich godzin modlitwy. Wystarczy chwila skupienia przy jednej tajemnicy, by pozwolić Ewangelii przenikać codzienność. Dla mnie jest to codzienny powrót do tego, co najważniejsze, i przypomnienie, że Bóg jest obecny bliżej, niż często nam się wydaje – podsumowuje zakonnica.
Cuda małych gestów
Taka codzienna, cierpliwa praca przynosi niesamowite owoce i autentycznie uzdrawia ludzkie serca. Pamięć, życzliwość i zwykły SMS z życzeniami potrafią odmienić czyjeś życie.
– Jedna z pań podziękowała mi ze łzami w oczach za życzenia wielkanocne. Powiedziała: „Pani Emilio, poczułam się mocniejsza”. Ta kobieta zmaga się z upośledzeniem równowagi i chodzenia. Wcześniej to ja zawsze brałam papierowy biuletyn różańcowy i zanosiłam jej do skrzynki pocztowej. A teraz usłyszałam: „Dziękuję, już nie potrzebuję, żebym mi pani przynosiła biuletyn. Będę sama przychodzić na spotkania i odbierać go osobiście, bo poczułam się silniejsza”. Dla mnie to jest najpiękniejszy przykład siły wspólnoty i modlitwy – wyznaje ze wzruszeniem pani Emilia.
Sama prywatnie należy też do Róży, której patronką jest założycielka dzieła, bł. Paulina Jaricot. Jak sama mówi: „Czy można wymarzyć sobie coś piękniejszego?”.
O wielkiej miłości założycielki dzieła do Matki Bożej przypomina ks. dr Maciej Będziński. – Po duchowym przebudzeniu, jakie przeżyła w wieku lat siedemnastu, cała oddała się w ręce Maryi. Żyła przecież w pobliżu znanego sanktuarium maryjnego na wzgórzu Fourvière. Domy, które zakładała, nazwała kolejno „Nazaret” i „Loretto”. Od wczesnych lat dziecięcych czytała codziennie „O naśladowaniu Chrystusa”, codziennie też choć godzinę poświęcała na adorację Najświętszego Sakramentu. W ciągu jednej nocy napisała krótkie rozważania o Eucharystii. W każdy piątek odprawiała Drogę Krzyżową – wylicza.
O tym, że te małe, codzienne gesty modlitewne przynoszą realne owoce w życiu tysięcy ludzi, doskonale wiedzą ci, którzy na co dzień odbierają listy i wiadomości od wiernych. Każdego dnia setki ludzi przysyłają do Stowarzyszenia Żywego Różańca swoje intencje – proszą o zdrowie, ocalenie małżeństwa czy wyjście z nałogów. Które z tych świadectw wysłuchanych modlitw najbardziej zapadło w pamięci i pokazało potęgę Różańca? – Trudno wskazać jedno konkretne świadectwo, bo docierają do nas różne historie, które poruszają i pokazują, jak działa Boża łaska. Najbardziej zapadają mi w pamięć te, w których widać nie tylko otrzymaną pomoc, ale także przemianę serca człowieka. Często są to świadectwa osób, które po latach wracają do Boga, odzyskują pokój, wychodzą z uzależnień czy podejmują trud ratowania małżeństwa – opowiada s. Emmanuela Stachurska CSL.
Siostra zauważa, że szczególnie poruszające są historie ludzi, którzy po ludzku nie widzieli już żadnego rozwiązania. – A jednak dzięki wytrwałej modlitwie różańcowej i zawierzeniu Maryi odnajdywali nadzieję, siłę do przebaczenia czy odwagę do podjęcia walki o swoje życie i rodzinę. W wielu takich świadectwach powraca prawda, że dla Boga nie ma sytuacji bez wyjścia. Niezwykłą siłą Żywego Różańca jest wspólnota modlitwy. Człowiek nie niesie swoich intencji sam. Ma wokół ludzi, między innymi swoją różę, dla których jego życie jest ważne. Wielu podkreśla właśnie to doświadczenie duchowego wsparcia, które pomagało im przetrwać trudne chwile – podsumowuje s. Emmanuela.
Telefon zamiast ławki w kościele
Wieloletnie zaangażowanie świeckich bywa jednak logistycznym wyzwaniem. W grupie pani Ewy wiele osób jest już w podeszłym wieku lub zmaga się z ciężkimi chorobami. Często nie mają siły, by fizycznie dotrzeć do kościoła. Wtedy sercem wspólnoty staje się słuchawka telefonu. – Trudno powiedzieć, że to jest praca tylko „codzienna”, bo to tak naprawdę rozkłada się na cały rok. Mam teraz w grupie dwie panie – jedna jest po udarze, druga bardzo chora. Jeśli tylko się udaje, dbam o kontakt osobisty. Kiedy to niemożliwe, rozmawiamy telefonicznie – opowiada pani Ewa.
Co jednak dzieje się w sytuacji, gdy któryś z członków grupy umrze? Każda „Róża” musi przecież liczyć dokładnie tyle osób, by każda odmawiała codziennie jedną, stałą tajemnicę. – Powstaje wtedy tak zwany wakat. Czasami uda się kogoś zaprosić do grupy od razu, „z marszu”. Jeśli nie, czekamy do października, kiedy organizujemy oficjalne zapisy w parafii. Stoimy wtedy po Mszach świętych z zeszytami i zapraszamy ludzi. A jeśli przez jakiś czas nie mamy zastępstwa, to obowiązek odmawiania tej brakującej dziesiątki bierze na siebie zelator. Modli się za tę osobę do momentu, aż znajdzie się ktoś nowy na to miejsce – tłumaczy pani Ewa.
Najsilniejsza broń
Zarówno duchowni, jak i świeccy podkreślają, że Różaniec to potężna część polskiej tożsamości i historii. O. Michał Szałkowski OP przypomina historyczne zwycięstwo pod Lepanto, które królestwa chrześcijańskie wywalczyły wyłącznie dzięki modlitwie wiernych.
– Warto to dzisiaj głośno przypominać. Różaniec to wielka broń duchowa. Największym błędem współczesnych ludzi jest lekceważenie tej modlitwy, która – według objawień Maryjnych – jest jedynym ratunkiem dla świata – alarmuje o. Michał.
Zakonnik kończy swoją myśl mocnym przesłaniem do współczesnego, zabieganego człowieka.
– Szczególnie w Polsce powinniśmy pamiętać o prośbie z Gietrzwałdu o codzienne odmawianie Różańca. Najgorsze, co możemy zrobić, to zapomnieć o tym, że w tej modlitwie Ktoś z nami jest – podsumowuje o. Michał Szałkowski OP.
Marta Dybińska






