Przegrana Netanjahu będzie... „nowym Holokaustem” dla Żydów. Premier Izraela przekroczył granice?

Holocaust od dawna jest instrumentalnie wykorzystywany w kampaniach politycznych, zwłaszcza przez populistów. To efekt radykalizacji języka politycznego i skrajnej polaryzacji – ocenił w rozmowie z PAP dr Bartosz Kwieciński z UJ, komentując wykorzystanie tematu Holokaustu przez premiera Izraela Benjamina Netanjahu.
We wtorek odbywają się wybory parlamentarne w Izraelu. Dwa dni przed głosowaniem oficjalne konto urzędującego premiera Izraela, Benjamina Netanjahu, udostępniło na platformie X wpis prawicowego publicysty Juwala Bloomberga, w którym wezwał on do głosowania na Netanjahu i ostrzegł, że zwycięstwo innego kandydata narazi Izrael na „niebezpieczeństwo drugiego Holokaustu” ze strony Iranu. Do wpisu dołączono grafikę wygenerowaną przez sztuczną inteligencję, przedstawiającą wybuch bomby atomowej nad Tel Awiwem.
Rywale Netanjahu – m.in. główny konkurent Gadi Ajzenkot – zarzucili mu cyniczne wykorzystywanie Holokaustu w kampanii wyborczej.
PAP zapytała badacza Holocaustu dr. Bartosza Kwiecińskiego z Uniwersytetu Jagiellońskiego, zajmującego się m.in. wizualną pamięcią Holokaustu, o komentarz do wpisu premiera Izraela.
- Z punktu widzenia etycznego to jest niedopuszczalne, ale powinniśmy sobie zadać pytanie, co ma wspólnego etyka w ujęciu arystotelesowskim ze współczesnym populizmem i dążeniem do dotarcia za wszelką cenę do wyborców. Granic tu już nie ma, one zostały dawno temu zniesione – powiedział Kwieciński PAP.
Jego zdaniem instrumentalizacja Holocaustu to element metody politycznej bardzo często wykorzystywanej przez populistycznych polityków. - To, co zrobił Netanjahu, nie jest skandalem czy wyłomem, bo to jest coś, co znajduje się niestety dziś w mainstreamie – ocenił.
Jego zdaniem obserwowana w ostatnich latach radykalizacja polityki wymaga wielowątkowej analizy, ale jedną z jej oczywistych przyczyn jest powstanie platform społecznościowych i związana z tym zmiana sposobu komunikacji polityków z wyborcami.
- Skoro nie ma pośrednika w postaci prasy czy innych tradycyjnych mediów między politykiem a odbiorcą, to politycy zrozumieli, że przekaz będzie tym skuteczniejszy, im będzie bardziej ekstremalny i mocniej angażujący emocjonalnie – podkreślił Kwieciński.
- Dlatego algorytm jest nastawiony na polaryzację, radykalizm. Centrum się politycznie nie sprzedaje, stąd życie polityczne napędza polaryzacja – ocenił Kwieciński.
Źródło: PAP







