Radosław Pyffel dla PCh24TV: Chiny siedzą na wzgórzu i obserwują walczące tygrysy

Zdaniem dr Radosława Pyffela, sugestie dziennika "Le Monde" jakoby Polska i Węgry były przekaźnikami wpływów Chin w Unii Europejskiej jest wykreowaną na potrzeby dyplomatyczne perspektywą, która nakazuje Warszawy i Berlina stworzyć "złych chłopców" rozbijających "jedność europejską".
Tymczasem to wizyty Emmanuela Macrona w Chinach kończą się zawsze podpisywaniem wielkich kontraktów francuskiego przemysłu, czy zawieraniem porozumień w sprawach globalnego cieplenia. - Francja ma dużo więcej do zaoferowania niż Polska, to jest kraj, który ma własną agendę, prowadzi własną politykę. Gra wysoko, próbuje brać udział w koncercie mocarstw (...) Takie oceny negatywne Polski czy Węgier, jakbyśmy rozbijali tą jedność europejską, podczas gdy samemu prowadzi się niezależną politykę wobec Chin jest troszeczkę zaskakujące - zauważa.
Zdaniem eksperta, temat relacji polsko-chińskich w przestrzeni publicznej praktycznie nie istnieje, co pokazuje niemal zerowe zainteresowanie polskimi mediami piątkowym szczytem Unia Europejska - Chiny. - Nie mamy wielkiego biznesu, nie mamy globalnych korporacji i to jest to, co powiedzmy sobie szczerze, różni nas od społeczeństw Europy Zachodniej czy Stanów Zjednoczonych. W tych krajach politykę wobec Chin w dużej mierze determinują te wielkie koncerny i interesy, które mają na rynku chińskim - przekonuje.
W kontekście relacji z Chinami, dla Polski najważniejsza jest obecnie kwestia Ukrainy, a tutaj - jak podkreśla dr Pyffel - Pekin zachowuje się niejednoznacznie. - My byśmy chcieli, żeby Chiny nałożyły sankcje na Rosję i dokonały destrukcji tego kraju, natomiast oni nie chcą tego robić. Gdyby Pekin nałożył sankcje na Kreml, to Rosja z pewnością by tego nie wytrzymała. Ale nie chcą tego robić, bo nie chcą ułatwiać roboty Stanom Zjednoczonym, a wojnę na Ukrainie postrzegają jako rodzaj rywalizacji amerykańsko-chińskiej - uważa.
- Xi Jinping podczas spotkania z Bidenem użył nawet takiego określenia, że "założyliście dzwoneczek na szyje tygrysa i teraz sami musicie go zdjąć". My nie będziemy w tym ani przeszkadzać, ani pomagać. Amerykanie uważają, że jednak przeszkadzają, podczas gdy Pekin uważa, że siedzi na wzgórzu i "obserwuje walczące tygrysy" - podkreśla.
Więcej w rozmowie wideo:






