Rodziny katyńskie z Poznania szukają krewnych pomordowanych oficerów

Poznańskie stowarzyszenie rodzin katyńskich szuka kontaktu z krewnymi oficerów zabitych przez sowietów. Chodzi m.in. o uczczenie poległych, których od kilku lat upamiętnia 116 dębów posadzonych przy Forcie VII w Poznaniu. Obecnie członkowie stowarzyszenia mają kontakt z około 40 rodzinami ofiar.
W 2020 r., w sąsiedztwie poznańskiego Fortu VII, w którym mieści się Muzeum Martyrologii Wielkopolan, stanęła tablica informująca o poznaniakach i Wielkopolanach, którzy zostali zamordowani przez Sowietów w Katyniu w 1940 r. W tym samym miejscu posadzono również 116 dębów pamięci. Liczba drzew nawiązywała do liczby rodzin związanych z Poznaniem i Wielkopolską, które czekały na upamiętnienie swoich bliskich zamordowanych przez NKWD.
W rozmowie z PAP prezes Stowarzyszenia Katyń w Poznaniu Hanna Kuna wskazała, że spośród 116 rodzin katyńskich, do których odnoszą się dęby pamięci, większość jest powiązana z przedwojennym województwem poznańskim. Około 20 drzew to dęby rodzin, które po II wojnie światowej osiadły w Poznaniu.
- Obecnie mamy kontakt z około 40 osobami – przedstawicielami tych rodzin. Dlatego chcielibyśmy poszukać krewnych wszystkich 116 oficerów upamiętnionych przy Forcie VII – powiedziała.
Prezes stowarzyszenia zaznaczyła, że ze względu na duże koszty i lockdowny wprowadzane pod pretekstem tzw. „pandemii Covid-19”, w 2020 r. przy dębach pamięci ustawiono jedynie ogólną tablicę informacyjną.
- W tym roku, 18 września, każdy dąb dostanie swoją indywidualną tabliczkę, czyli zostanie przypisany do konkretnego oficera. Na tabliczce znajdzie się stopień wojskowy po awansie 2007 r., imię i nazwisko, data urodzenia i miejsce, w którym został zamordowany oraz – co jest niezwykle ważne – kod QR, który będzie prowadził do indywidualnej strony www poświęconej konkretnej, upamiętnionej osobie – zaznaczyła Kuna.
Kod QR pomoże w otwarciu strony katyn1940.com, na której znajduje się biograficzny spis ponad 2 tys. ofiar zbrodni katyńskiej pochodzących lub związanych z dawnym województwem poznańskim.
- To są ludzie, którzy naprawdę mają na swoim koncie mnóstwo dokonań. Ich życiorysy bardzo często pokazują, w jaki sposób nie tylko rozwijali swoją drogę zawodową, ale również, w jaki sposób po prostu przyczynili się do tego, że Polska odzyskała niepodległość, rozwijała się. Było wśród ich wielu powstańców wielkopolskich – zaznaczyła.
W tym kontekście wspomniała o podporuczniku Janie Zbijewskim, który urodził się w Odessie w 1899 r. - W czasie pierwszej wojny światowej przeszedł przez front wschodni, przyjechał do Wielkopolski, gdzie walczył w powstaniu. W 1929 r. skończył architekturę na Politechnice Warszawskiej i został pracownikiem miejskiej pracowni urbanistycznej w Poznaniu. Jest autorem wielu rozwiązań na terenie miasta. Niestety wiemy jedynie, że miał żonę i syna i nie mamy żadnego kontaktu z jego krewnymi – powiedziała Kuna.
Prezes stowarzyszenia wyjaśniła, że najtrudniej dotrzeć do rodzin tych zamordowanych wojskowych, którzy byli żołnierzami rezerwy, a jednocześnie – bezdzietnymi kawalerami.
- Np. porucznik Adam Hedinger, urodzony w 1917 r., zginął w wieku 23 lat i był kawalerem. Dzisiaj nie pozostał po nim nikt najbliższy. Dlatego staramy się poszukać dalszych krewnych, którzy chcieliby współpracować ze stowarzyszeniem i np. przekazać jakieś archiwalne, pamiątkowe materiały dotyczące życia zamordowanego, fotografie, ale również np. korespondencję z czasów, gdy oficerowie byli więźniami sowieckich obozów – wskazała Kuna.
Dodała przy tym, że jeden z dębów jest poświęcony Karolowi Ruszczyńskiemu, urodzonemu w 1882 r. w Łabiszynie na Kujawach. - W takim przypadku szukamy rodziny z piątego czy szóstego pokolenia – zaznaczyła prezes.
Pytana o to, jak obecnie wyglądają poszukiwania krewnych ofiar wskazała, że członkowie rodzin katyńskich „odszukują wszelkie możliwe kontakty, jakie posiadają”. Przyznała przy tym, że wielu działaczy to już starsze osoby, które z racji wieku mają ograniczone możliwości. Podkreśliła, że bardzo ważne jest przypomnienie o Katyniu i zachęcenie, szczególnie młodszego pokolenia do zainteresowania się historią własnej rodziny.
Źródło: PAP







