Roman Dmowski, czyli polityczny krzewiciel katolicyzmu wśród młodzieży

57242.jpg
Roman Dmowski. By Photo: Harris & Ewing color: Oldphotosincolor [Public domain], via Wikimedia Commons

Ś.p. Roman Dmowski, wielki wychowawca młodych pokoleń, wielokrotnie w ostatnich czasach podkreślał, że pojęcia polskości i katolicyzmu są nierozerwalnie ze sobą związane. Dlatego też radosny objaw spontanicznego nawrotu młodzieży polskiej do wiary katolickiej jest w znacznej mierze Jego zasługą”  - napisało „L’Osservatore Romano.

Wokół religijności Romana Dmowskiego narosło wiele legend i mitów. Jest to temat, który budzi wiele zastrzeżeń oraz kontrowersji. Tak naprawdę każdy badacz mówi coś innego. Dlatego od kilku lat zgłębiałem tę tematykę i napisałem kilka artykułów, a obecnie pracuję nad książką. W dniu jego 162. urodzin chciałbym przybliżyć sylwetkę Romana Dmowskiego od strony religijnej.

 Młodość

 Dom rodzinny Pana Romana był głęboko religijny, a pobożność tego domu miała odcień surowy. Dla państwa Dmowskich nie było ważne, jaką posiada się pozycję społeczną, dochody, nawet, jakie ma się wykształcenie. Ważne było tylko to, by żyć uczciwie, by wierzyć w Boga i wykonywać Jego wolę, a także, by kochać ojczyznę i sumiennie spełniać obowiązki. Roman Dmowski był wychowywany surowo. Rodzice nie pieścili go, a często karcili, ale wiedział o tym, że darzą go głęboką, szorstką, miłością. Dmowski wspominał, iż zaznał u rodziców wielu postów, jednak mówił to bez krytyki, a z odcieniem aprobaty. Wychowanie surowo katolickie, jakie otrzymał, wyjaśnia niejedno w jego postawie: jego instynkty, uczucia i nawyki były głębiej katolickie, niż niektóre słowa, jakie wypowiadał.

Związać katolicyzm z ideą narodową

Zróbmy to razem!

Roman Dmowski jest współcześnie znany z bardzo dobrego pióra politycznego, lecz także niezwykle dobrze odczytywał zagadnienia religijne. Jego najważniejszym zadaniem było udowodnienie nierozerwalności katolicyzmu z polskością. Do historii przeszły słowa:

Katolicyzm nie jest dodatkiem do polskości, zabarwieniem jej na pewien sposób, ale tkwi w jej istocie, w znacznej mierze stanowi jej istotę. Usiłowanie oddzielenia u nas katolicyzmu od polskości, oderwania narodu od religii i od Kościoła, jest niszczeniem samej istoty narodu.

Jest to stwierdzenie na wskroś aktualne, ale jakże głębokie. Przecież to dzięki przyjęciu Chrztu Św. przez Mieszka I, państwo polskie zaczęło swoje istnienie, a wspólne wyznanie zespawało z różnych plemion - jeden naród. Religia katolicka była wszędzie tam, gdzie zachodziła polskość. Nieprzypadkowo dewiza Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie brzmiała: „Bóg, Honor, Ojczyzna”. Nasi wrogowie, chcąc zniszczyć wspólnotę narodową, zawsze dobierali się do kościoła, widząc w nim ostoję polskości. Abp Bolesław Twardowski napisał po zgonie Dmowskiego o nim:

Wielkiego Budowniczego Polski na zasadach Kościoła Katolickiego.

Co ciekawe, nestor obozu narodowego przewidział efekty Soboru Watykańskiego II w aspekcie ekumenizmu wyznań chrześcijańskich, z naciskiem na te protestanckie. Zauważał ich bardzo negatywny wpływ na duchowość, który powodował kult materializmu i powolne odchodzenie od wyższych uczuć spoglądania na kwestie moralne:

Wpływ świata protestanckiego na katolicki wyraził się przede wszystkim w przejmowaniu protestanckiego stosunku do życia, w zmaterializowaniu człowieka, w kulcie pieniądza tak rozrośniętym, że w przerażający sposób zaczął głuszyć w duszach ludzkich wszelkie wyższe, moralne i umysłowe, a przede wszystkim pierwiastki religijne. […]

Bardzo często w swoich książkach i artykułach piętnował herezje protestantyzmu, a także demaskował inne niż religijne pobudki wszczęcia rewolucji Lutra. Zauważał, iż kraje pod wpływem schizmatyków odchodzą od wartości chrześcijańskich, a także zachodzi u nich proces sekularyzacji, w przeciwieństwie do narodów katolickich. Najpoważniejszą przyczynę widział w mamonie i podejściu starotestamentowym wobec bogacenia się, niczym Żydzi na pustyni, którzy wybrali kult złotego cielca. Swoje przemyślenia wypowiedział poprzez referat pt. „Narody katolickie a kryzys kultury europejskiej”, który wygłosił 6 listopada 1926 r. na VII Zjeździe Katolickim w Poznaniu:

Widać, że w doskonałej, zdało się, budowie państw protestanckich musiały być jakieś rysy, jakiś zarodek trucizny, który dziś działa. Natomiast kraje katolickie, choć o wiele biedniejsze przed wojną, mają jakieś o wiele trwalsze podwaliny i dzięki temu zdolniejsze są do przetrwania ciężkich czasów powojennych.

Cóż jest tego przyczyną? Reformacja była wielkim przewrotem nie tylko religijnym, to też źródła jej i skutki tkwią nie tylko w religii. Albowiem reformacja była: 1. wyłamaniem się spod władzy Rzymu, 2. duchowym nawrotem od Ewangelii do Starego Testamentu. Rodzący się kapitalizm i bankowość zbyt dotkliwie czuły się w więzach Kościoła, więc zerwały te pęta. Bo Stary Testament o wiele lepszym jest przewodnikiem w robieniu pieniędzy, aniżeli Ewangelia. Władcom dzisiejszych państw protestanckich ciążyła ponadto władza Kościoła, jako arbitra pomiędzy panującymi, i dlatego to tak pochopnie poparli reformację.

Reformacja zbiegła się z odkryciem Nowego Świata. Otwarły się nowe pola dla emigracji. Dużo mówi się dziś o okrucieństwach odkrywców hiszpańskich w Ameryce.

Nic nie słychać jednak o postępowaniu kolonizatorów protestanckich. A jednak w krajach łacińskich Ameryki przetrwała do dziś ludność pierwotna, zmieszała się i spokrewniła z białymi. Kolonizatorzy angielscy tymczasem wytępili po prostu czerwonoskórych. - Historia nowoczesna zna jeszcze niewolnictwo, które jest przecież zaprzeczeniem chrześcijaństwa. I znów należy przypomnieć, że niewolnikami handlowali w tym jeszcze wieku protestanccy Jankesi i Holendrzy.

Po kilku latach twierdził, że większość tych pastorów ze zborów protestanckich, którzy parodiowali swoim postępowaniem urząd kapłana, tak naprawdę wcale nie wierzą w Boga. Ich działanie spowodowało stopniową degenerację całych narodów schizmatyckich:

Protestantyzm wszakże już w chwili swoich narodzin był za mało religią i jako religia był przede wszystkim negacją, negacją Rzymu. W samych jego założeniach istniały już zarodki bezreligijności. Typ życia, który wytwarzał, również oddalał ducha ludzkiego od rzeczy wiecznych, czynił człowieka coraz mniej zdolnym do myśli i uczuć religijnych. Wreszcie główny czynnik, niszczący religie narodów europejskich, wolnomularstwo, z Kościołem rzymskim walczyło od zewnątrz, w protestantyzmie zaś pracowało wewnątrz i od wewnątrz go rozkładało.

Im większą tedy karierę robiły narody protestanckie, tym mniej religiami stawały się protestanckie religie. Upadek w tym względzie poszedł bardzo szybko, zaczynając od drugiej połowy XIX stulecia, po wojnie zaś światowej przybrał już rozmiary katastrofy.

Przede wszystkim wyraził się on w zaniku nauki religijnej na fakultetach teologicznych i w upadku wiary wśród samych duchownych. Liczba pastorów-ateuszów we wszystkich wyznaniach protestanckich jest dziś wprost olbrzymia. Podobno w Wittenberdze, tam, gdzie Luter w r. 1517 na kościele swych 95 tez przybił, nie ma dziś ani jednego pastora, który by wierzył w Boga.

Mówiąc nawiasem, każdy się chyba zgodzi, że duchowny, niewierzący w Boga, to większa jeszcze potworność niż sędzia drwiący sobie z prawa i pomagający do jego gwałcenia lub policjant poświęcający się zakłócaniu porządku publicznego i współdziałający z bandytami.

Ten stan umysłów w duchowieństwie odbija się głęboko na jego pojmowaniu swych obowiązków, na jego zapale do pracy religijnej i na treści nauki w kościołach, które zresztą świecą na ogół pustkami.

Wreszcie Biblię, która dawniej stanowiła główną, a często jedyną lekturę ludów protestanckich, dziś wyparła gazeta.

Upadła religia – to już dziś coraz powszechniej stwierdzają pisarze protestanccy – a z jej upadkiem rozkłada się szybko protestancka dyscyplina moralna.

Tak samo, jak się podaje w wątpliwość głoszone z coraz mniejszym przekonaniem artykuły wiary, kwestionuje się przepisy postępowania, których dotychczas surowo przestrzegano. Niedogodne, sprzeczne z instynktami i upodobaniami ludzi przykazania idą w kąt, bo ludzie coraz mniej zdolni są do ulegania przymusowi moralnemu i coraz mniej widzą powodów, dla których mieliby sobie przymus zadawać”.

Stwierdzić trzeba, że Kościół rzymski, ze swą nieubłaganą dyscypliną w rzeczach wiary, a natomiast z pobłażliwością dla mniejszych ułomności ludzkich, przy próbie czasu okazał się bez porównania pewniejszym wychowawcą moralnym ludów.

Bardzo ważne jest to, że Pan Roman zauważa potrzebę ogarnięcia religii katolickiej całego życia narodowego, a nie tylko sfery prywatnej, tak jak obecnie promuje się w Polsce. Zauważa zależność kondycji moralnej wspólnoty od uduchowienia:

[…] religja jest także sprawą rodziny i sprawą narodu. Nie jest zatem wyłącznie sprawą jednostki.

Dostrzegał, kim człowiek się staje bez Boga w sercu i martwił się o umysły Polaków, którzy wyrosną na ateistów:

Wszystkich [bezreligijnych – przyp. W.Ch.] znamionuje wybitne kalectwo moralne, polegające na braku wszelkiego zapału, zdolności do mocnej wiary w cokolwiek, do poświęcenia czegokolwiek ze swego egoizmu, wreszcie na braku zdolności uwielbienia, którą jeden mądry pisarz nazwał najwyższą zdolnością człowieka. Są to chodzące po ziemi trupy...

Poprzez analizę pism Romana Dmowskiego możemy wydedukować, że dzielił on ateistów na dwie grupy: urodzonych w rodzinach religijnych, którzy dzięki wychowaniu nabyli podstawowe wartości moralne oraz wychowanych w rodzinach ateistycznych, którzy stracili zdolność postrzegania rzeczywistości w kategoriach moralnych. Tych pierwszych uważał za dobrych oraz wartościowych dla narodu, ponieważ akceptowali europejski, cywilizacyjny zestaw wartości. Tych drugich oceniał jednoznacznie negatywnie, jako jednostki aspołeczne, egoistyczne i cyniczne, a przez to także dla narodu szkodliwe.

Dmowski zauważał błędy Kościoła Katolickiego w Polsce i nie bał się publicznie głosić sprzeciwu, wręcz potępienia, niektórych postępowań z przeszłości czy współczesnych jemu. Za duży błąd uważał Unię Brzeską zawartą z inicjatywy Zygmunta III Wazy pomiędzy KK a częścią prawosławia ruskiego, by oni zachowując swój obrządek, weszli do Kościoła, uznając władzę papieską. Trzeba zauważyć, iż unityzm stał się podstawą nacjonalizmu ukraińskiego, który przeobraził się w szowinistyczny banderyzm:

Stworzyliśmy Unię kościelną, czyli fikcyjny katolicyzm, tam, gdzie jedynie utwierdzenie istotnego katolicyzmu mogło nasz wpływ utrwalić, gdzie wreszcie schizma byłaby dla nas korzystniejsza, gdybyśmy ją byli zechcieli i umieli dla siebie upaństwowić. Zrobiliśmy to, bo bierność lubi połowiczne środki, bośmy nie umieli się dobyć na prowadzenie w grę interesu narodowo-państwowego tam, gdzie wbrew niemu tylko kościelny załatwiano. Ale i tym się chlubimy, jako jednym z pięknych dzieł naszych w historii.

A nawet Ecclesia nic tym nie zyskała, ponieważ grekokatolicyzm stanowi tylko 9% wyznawanych religii na Ukrainie, czyli skuteczność powrotu pod zwierzchność Watykanu jest znikoma, a grzeszny współudział czy poparcie unickiego duchowieństwa w zbrodniach ludobójstwa na Wołyniu, Małopolsce Wschodniej i Lubelszczyźnie był dość liczny. W tym gronie był wynoszony na ołtarze - abp. Szeptycki, którego proces beatyfikacyjny dwa razy blokował Prymas Wyszyński. Ponadto w cerkwiach na zachodniej Ukrainie mieszczą się ikony przedstawiające m.in. Stepana Banderę, wszelkie obchody rocznic, pochówki odbywają się w towarzystwie flag i symboliki banderowskiej. Co więcej, do dnia dzisiejszego kapłani nie utrzymują celibatu, więc przez te kilkaset lat nie zbliżyli się do tradycji Rzymu, a to tylko jeden z wielu aspektów.

Roman Dmowski był wielkim przeciwnikiem uprawiania polityki z ambony. Uważał, że sacrum należy do spraw Boskich, moralnych, związanych stricte z wiarą rzymskokatolicką:

Nienawidzę duchownych, którzy postawieni dla podnoszenia ludu moralnie i zapatrzeni w tym celu w tak potężne środki, jak konfesjonał i kazalnica, używają ich na rzecz bieżących interesów politycznych. Postępowanie ich wszystkich poczytuję w większej lub mniejszej mierze za taką samą zbrodnię, jaką byłby czyn lekarza, który wezwany do chorego, znalazłby w nim osobistego lub politycznego przeciwnika, dając mu zamiast lekarstwa – truciznę.

Jednak czytając dalej można wydedukować, że polski polityk nie nienawidzi w tych przypadkach człowieka, lecz zdecydowanie jego postępowanie.

Jedyną nadzieję dla Kościoła Katolickiego i świata widział w nowym pokoleniu kapłanów, które wyłowi zagubione ryby z wody grzechu, co przypominał bliżej nieznany ksiądz w liście z 1939 r. po śmierci Dmowskiego:

Piszący te słowa znajdował się przed 10 laty w pewnym towarzystwie, w którym był obecny Roman Dmowski. Rozmowa dotyczyła prądów nurtujących kraje Europy i Polskę. Zastanawiano się nad tym, jaka siła uspokoi strwożoną, i przygotowującą się do nowych wojen Europę. W ogóle czy jest wyjście z matni, w jaką zaplątał się cały Świat, zdziczały materializmem. Obecni snuli różne przypuszczenia i dawali odmienne recepty. Pamiętam, że Dmowski mówił mało, raczej przysłuchiwał się rozmowie. W pewnej chwili zwrócono się do niego. Dmowski przez chwilę milczał, patrząc przed siebie, a po chwili rzekł wskazując ręką na dwóch młodych księży, z których jednym ja byłem.

Klucz do rozwiązania groźnej sytuacji - powiada - w której znajduje się Świat, sytuacji niewątpliwie grożącej zagładą całej kulturze łacińskiej znajduje się w ręku - tych księży. Zerwaliśmy się zdziwieni, po prostu nie rozumiejąc słów Dmowskiego. A on ciągnął z powagą, spokojnie. Właśnie ci księża... Może nie jako duchowni X. i Z., ale jako reprezentanci Idei, którą reprezentują, i mają nakazane szerzyć. Idea kościoła rzymsko - katolickiego, tej najwyższej na ziemi potęgi, wobec której może ulec wszelkie zło i która jedynie tylko może przynieść całemu światu pokój.

Tych słów Romana Dmowskiego, nie zapomniałem nigdy.

W jednym z najobszerniejszych dzieł Romana Dmowskiego zatytułowanym „Polityka polska i odbudowanie państwa”, można przeczytać, jak powinna wyglądać zdrowa relacja polityczna pomiędzy Polską jako państwem katolickim, a Stolicą Apostolską. Jest to fragment bardzo ważny, gdyż ukazuje rozumowanie interesu narodowego w stosunkach z papiestwem, na wypadek zaistnienia sytuacji politycznej, w której polityka Watykanu byłaby wroga Polsce. Oparł ten wniosek o własne przeżycia. Dmowski pisze tam tak:

Poruszam przedmiot dla kraju katolickiego bardzo drażliwy, ale zarazem bardzo ważny i wymagający poważnego i ścisłego traktowania. Rozróżniam Kościół i politykę Stolicy Apostolskiej. Kościół dla katolików jest władzą, której w rzeczach wiary są obowiązani bezwzględne posłuszeństwo. Polityka watykańska jest rzeczą ludzką, jak każda rzecz ludzka nie wolną od błędów, i staje w równym rzędzie z polityką wszystkich państw. Najbardziej katolickie państwo ma obowiązek o tyle tylko z nią się łączyć, o ile nie stoi ona w sprzeczności z dobrem państwa i narodu.

Nie można traktować tego za przejaw wrogości wobec Stolicy Apostolskiej. Sam Dmowski wyrażał się z sympatią wobec papieża Benedykta XV, lecz dyplomacja watykańska nie dopuszczała polskiego męża stanu do rozmów na tematy polityczne z Głową Kościoła. On sam był zwolennikiem niepodległej Polski. Niestety Habsburgowie mieli zbyt duże wpływy wśród dygnitarzy Stolicy Apostolskiej. Wybitny Kardynał Gasparri wpisał się w narrację Austro-Węgier i wykazał dość lekceważący stosunek do Polaków:

Mnie się zdaje, że polityka watykańska popełniła podczas wojny duże błędy, w szczególności w stosunku do Polski.

Stanowisko jej w sprawie polskiej najlepiej określa rozmowa, jaką miałem w styczniu 1916 roku z wysokim dygnitarzem watykańskim, a z której dosłownie przytaczam część mającą znaczenie.

Zostałem zapytany:

– Dlaczego pan idzie z Rosją?

– Bo mi trzeba, żeby Niemcy były pobite.

– Na cóż panu przegrana Niemiec?

– Bo bez niej nie będzie zjednoczonej Polski.

– To pan sądzi, że zjednoczona Polska będzie szczęśliwa pod berłem monarchy rosyjskiego?

– Sądzę, że Polska może pozostawać pod obcymi rządami, dopóki jest podzielona. Gdy będzie zjednoczona, będzie niepodległa. Dążąc do zjednoczenia, dążymy do Polski niepodległej.

Na to usłyszałem wybuch śmiechu.

– Polska niepodległa? Ależ to marzenie, to cel nieziszczalny!…

Nie powiem, żeby moje polskie ucho było tym mile dotknięte. Zapytałem na to:

– Cóż by nam Wasza Eminencja doradzała?

– Wasza przyszłość jest z Austrią.

Tymi słowy zalecano mi w Watykanie politykę, która w Polsce korzystała z tytułu „niepodległościowej”. Polska niepodległa to marzenie nieziszczalne – przyszłość jest z Austrią. Sądzę, że Stolica Apostolska była dobrze poinformowana o zamiarach Austrii względem Polski.

Niezależnie od prywatnego stosunku do religii, Dmowski przez cały okres swojej politycznej działalności, uważał, że religia katolicka jest integralnym oraz nierozerwalnym elementem polskiego narodu i dlatego musi podchodzić pod szczególną opiekę polskiego państwa. Twierdził także, iż to właśnie katolicyzm stoi na straży moralności naszej cywilizacji. Jędrzej Giertych dość dobrze poznał Dmowskiego od strony religijnej:

Ludzie opowiadają czasem o tym, że wygłaszał poglądy nieortodoksyjne; na niektórych ludziach robił podobno wrażenie człowieka niewierzącego.

I ja także kilkakrotnie słyszałem z jego ust wypowiedzi, z którymi jako katolik nie mogłem się zgodzić. (Co prawda, było to nie w ostatnich latach jego życia, lecz dużo wcześniej). Intelektualnie był on dzieckiem swojej epoki. Jako że masę czytał, znał także i nowoczesną krytykę Pisma Świętego i niektóre argumenty tej krytyki trafiały mu do przekonania, choć zasadniczo kierunek „modernistyczny” odrzucał. (Ale czy wielu rzeczy, które były uważane za nieortodoksyjne 40 lat temu, nie uważa się za dopuszczalne dzisiaj?) Były w jego postawie filozoficznej rysy, pokrewne pozytywizmowi, ale w głębi, tkwił w nim bardzo tęgi katolik. Było w nim w istocie więcej ortodoksji, nie to się wydawało na pozór.

Znał bardzo dokładnie Pismo Święte. Podobno nawet któryś z Żydów amerykańskich (bodaj czy nie Louis Marshall) pochwalił go żartobliwie za znajomość Starego Testamentu: „You know well your Bible!”. Orientował się w prądach katolickich - i był dumny z dalekiego krewnego, Dmowskiego, teologa-tomisty. Miał wielu przyjaciół wśród księży i bardzo ich cenił.

Rzeczą uderzającą był jego „sensus catholicus”, jego instynkt rozeznania, co jest zgodne z wiarą, filozofią i moralnością, a choćby tylko z tradycją i obyczajowością katolicką, a co nie. Zakończę charakterystycznym przykładem.

Odwiedził go kiedyś w Chludowie angielski pisarz katolicki, G. K. Chesterton. Dmowski pokazał mu swą plantację truskawek, z której był dumny: przyspieszył ich dojrzewanie o dwa tygodnie.

- Pan ma je o dwa tygodnie wcześniej niż inni — powiedział Chesterton.

Dmowski się obruszył:

- Pan tak mówi? Przecież to nie katolicki wniosek. Postawa katolicka polega nie na rywalizowaniu z innymi, ale na dążeniu do doskonałości. Mam truskawki o dwa tygodnie wcześniej, niż miewałem przedtem: tylko tyle.

Rozmowa ta znakomicie Dmowskiego charakteryzuje. Rysuje się w niej on jako ten, kim był: jako człowiek o przedziwnym zmyśle katolickim.”

Dmowski zauważał potrzebę modlitwy, wsparcia duchowego od innych, o czym wspominała Maria Niklewiczowa:

Często rano, gdy pan Roman siedział w stołowym przy śniadaniu, wchodziłam tam, już ubrana do wyjścia.

- Gdzie to Manitka idzie tak rano? - pytał.

- Do kościoła - odpowiadałam.

- A będziesz się za mnie modliła?

 Jednak nie tylko prosił o to przyjaciół, ale także sam zwracał się do Boga za duszę bliźnich:

[…] w Dzień Zaduszny, nie pamiętam już, czy roku 1936 czy 1937, zaproponował mi, żebym mu towarzyszył na groby jego rodziców i rodzeństwa. Pojechaliśmy taksówką najpierw do grobu rodzinnego na Bródno, a następnie do kościoła na Kamionku. Przy okazji odwiedziliśmy żyjącego jeszcze wówczas brata Romana Dmowskiego, śp. Wacława, bardzo już wówczas chorego i starego, w kamieniczce Dmowskich, znajdującej się z tyłu za budynkiem rogatki grochowskiej, między fabryką „Wedla”, a kościołem kamionkowskim. Oglądałem wówczas ów pamiątkowy obraz, przechowywany w rodzinie Dmowskich, pocięty szablą kozacką w czasie rzezi Pragi. Jedno z rodziców Romana Dmowskiego oraz jedno z rodzeństwa spoczywają pod lewą stroną kościoła na Kamionku. Nowy kościół kamionkowski zbudowany został na dawnym cmentarzu - przychodząc na groby swoich bliskich, Dmowski po prostu przychodził do kościoła i tam klękał na posadzce, pod którą się ich prochy, w niezupełnie dokładnie dającym się oznaczyć miejscu, znajdują - wspominał Jędrzej Giertych.

Pokolenie na wskroś katolickie

24 maja 1936 r., w ramach wielkiej pielgrzymki młodzieży, zostały złożone na Jasnej Górze uroczyste śluby akademickie, w 280. rocznicę ślubów lwowskich króla Jana Kazimierza. W wydarzeniu tym wzięło udział blisko 20 tys. studentów, czyli prawie 40 proc. wszystkich studiujących. Inicjatywa ślubów akademickich zrodziła się w łonie warszawskiej organizacji Katolickiej Młodzieży Narodowej, zrzeszającej młodzież o poglądach wszechpolskich i narodowo-radykalnych. To pokolenie szkolone już w Rzeczpospolitej wychowało się w endeckich organizacjach lub przez jej idee zdominowanych. Obóz narodowy bez woli Romana Dmowskiego tak silnie nie zwróciłby się ku religii katolickiej i samego Kościoła, mimo że już Związek Ludowo-Narodowy programie miał zaznaczone pobożne akcenty. Mówił o przywódcy narodowców młody wówczas publicysta katolicki Jan Dobraczyński:

Dmowski stawiał na duszę - duszę chrześcijańską.

To w autorskiej organizacji Pana Romana - Obozie Wielkiej Polski rozpoczęła się silna symbioza narodowców z Kościołem Katolickim w Polsce. Wszystko podsumował oczywiście wcześniej cytowany zeszyt programowy OWP - „Kościół, naród, państwo” z 1927 roku. O. Bonawentura Podhorecki pisał po śmierci Dmowskiego w artykule „Wielki Polak i katolik”:

 Wołanie Dmowskiego zbiegło się z wołaniem innych, mianowicie zmarłego przed kilku tygodniami Papieża śp. Piusa XI, Papieża „KATOLICKIEGO LAIKATU” /J.E. ks. Kard. Hlond/ Papieża Akcji Katolickiej. Hasło Piusa XI: Regnum Christi znalazło swój odzew w wołaniu Dmowskiego o Polskę katolicką.

Rozprawka „Kościół, naród i państwo” ukazała się w roku 1927, a już niespełna dziesięć lat potem, w roku 1936 około 20.000 młodzieży akademickiej ślubowało na Jasnej Górze, że oddadzą Polskę Chrystusowi, a Chrystusa Polsce. To był plon ziarna, jakie Roman Dmowski rzucił w dusze polskiej młodzieży. Nie mój to sąd, ani sąd przyjaciół czy członka stronnictwa, ale sąd „OSSERVATORE ROMANO”.

To też mógł kilka lat przed śmiercią powiedzieć do grupki księży:

Wyprowadziliśmy młode pokolenie z domu materializmu i socjalizmu.

 Trzeba zaznaczyć, iż jeszcze pół wieku wcześniej, w końcu XIX wieku, taka manifestacja katolickiej młodzieży akademickiej nie byłaby możliwa, gdyż ówczesne pokolenie zostało uwiedzione materialistycznymi, ateistycznymi ideologiami. Wspominał o tym choćby Stanisław Grabski:

A sprawa religii? Ta dla nas nie istniała, bośmy wszyscy już w siedemnastym roku życia przestawali wierzyć. Nie miałem w ósmej klasie bodaj ani jednego kolegi, który by chodził do kościoła i przystępował do sakramentów świętych. A jeśli który to robił, to tak po cichu, żeby o tym koledzy nie wiedzieli i się z niego nie wyśmiewali.

Jakże inaczej było już w końcu lat 30. XX wieku. Wielka manifestacja wiary przyszłej polskiej inteligencji robiła ogromne wrażenie. Krakowski, konserwatywny „Czas” pisał:

Kto by odważył się przypuszczać podobną rzecz lat temu kilkadziesiąt, czy nawet tylko kilkanaście. Kto mógłby podobną rzecz przypuszczać zwłaszcza spośród tych, którzy byli świadkami sławnej »zimmermaniady« przed laty w Krakowie, którzy na murach Collegium Novum nie widzieli żadnego ogłoszenia katolickich organizacji, bo nie dopuszczała do tego nieprzychylnie nastawiona dla katolicyzmu młodzież. Jakże bardzo w porównaniu z tamtymi zmieniły się czasy dzisiejsze, a raczej ludzie dzisiejsi! Wre religijne życie akademików. Podczas wielkopostnych rekolekcji - akademickie kościoły nie mogą pomieścić tłumów słuchaczy.

Autor wspominał w swym tekście „zimmermaniadę”, będącą protestem studentów Uniwersytetu Jagiellońskiego w 1910 roku, sprzeciwiających się objęciu katedry nauk społecznych przez wybitnego naukowca, socjologa, ale kapłana, prof. Kazimierza Zimmermana. Na inauguracyjnym wykładzie socjalistyczna bojówka usunęła profesora z mównicy i wezwała do strajku młodzieży.

Ciekawostką jest, że emigracyjne Stronnictwo Narodowe jako program gospodarczy przyjęło oficjalnie Katolicką Doktrynę Społeczną, zawartą w trzecim zeszycie Studium Politycznego SN autorstwa Ignacego Człowiekowskiego z 1952 r.

Dmowski w czynie

Jednak nie chciałbym skupiać się tylko na myślach twórcy obozu narodowego i ich wpływach, lecz także na jego czynach. Należy wspomnieć o wzruszającej przypadłości Dmowskiego w kwestii niesienia miłosierdzia. Jako młody publicysta zarabiał dość dobrze z artykułów i książek. Żył na wysokim poziomie, gdyż miłował się w garderobie bardzo dobrej jakości, co było jednoznaczne z niemałymi cenami. Jednak słynął z wielkiej hojności i troski o najuboższych - w końcu jako wszechpolak dbał o każdego krajana. Kiedyś spóźnił się do Lutosławskich w Krakowie, ponieważ oddał żebrzącej matce z dziećmi zegarek, żeby go spieniężyła i przez to później nie wiedział, która jest godzina. Jednak mówił to z wielką radością na twarzy - tyle radości sprawiała mu pomoc innym. Innym przykładem wielkiego serca Pana Romana było, kiedy siostrzenica Balickich i dwie Lutosławskie chciały się dostać do jego domu, więc przebrały się za dzieci bezdomne. Narodowiec, gdy zorientował się, że za nim idą, zatrzymał się i rozpoczął konwersację. To, co zobaczył sprawiło, iż zaprosił dziewczynki do siebie, jednak po chwili rozpoznał małe „pipiryny” jak je nazywał. Izabella Wolikowska, która to wspomina, twierdzi, że Dmowski na pewno, by się dobrze zaopiekował bezdomnymi dziećmi. Na temat reakcji lidera Obozu Narodowego na ludzi ubogich istnieje kilka innych relacji. Marja Niklewiczowa wspominała:

Pan Roman był miłosierny dla żebraków. Jałmużnę dawał hojnie. Pamiętam radosne zdumienie jakiegoś biedaka na ulicy, któremu pan Roman dał banknot! A był to okres, w którym bynajmniej nie miał ich zbyt dużo w kieszeni. Twierdził, że miłosierdzie okazywane biednym za pośrednictwem instytucji dobroczynnych staje się mechaniczne, gdy bezpośrednia obecność żebraków umożliwia nam spełnienie dobrego uczynku wprost od serca.

Natomiast „W szkole Dmowskiego” dr Tadeusz Bielecki, który był jego sekretarzem, napisał:

Kiedyś maszerowaliśmy z Panem Romanem przez most Poniatowskiego było chłodno, zacinał deszcz ze śniegiem. Wtem zza węgła wychyliła się drżąca z zimna kobieta, ubrana w łachmany, z dzieckiem na rękach i zwróciła się o pomoc. Pan Roman sięgnął do kieszeni, wyjął portfel i wszystko, co w nim miał, dał kobiecinie. Przypomniało mi to rozmowy z Prezesem na temat nędzy ludzkiej i znaczenia miłosierdzia. Pomimo najdoskonalszego systemu ubezpieczeń społecznych i pomocy państwa zawsze będą bezdomni i głodni i zawsze winna być obecna chrześcijańska Charitas.

Dmowski był bardzo sympatyczny w stosunku do służby domowej i ją zagadywał, żartował wraz z pracownikami. Każdy co roku pod choinkę od pracodawcy otrzymywał prezent. Ponadto kiedyś swojej gospodyni domowej w potrzebie wypłacił pensję z góry oraz dodatkowo pieniądze na podróż. Także w sytuacji, kiedy jedna ze służących zapragnęła przejść z religii prawosławnej na łono Kościoła Katolickiego, sam Pan Roman powziął wspólne przygotowania na konwersję oraz wziął udział w uroczystości. Dobroczynnością wykazał się jeszcze, wtedy gdy młodzieniec o identycznym nazwisku (jednak niespokrewniony) napisał do niego list, opisując biedną sytuację materialną rodziny, przez co nie mógł zdać matury. Pismo było bardzo emocjonalne, co wzruszyło Dmowskiego, więc postanowił mu pomóc w sposób konkretny. Nie był w tamtym czasie w stanie opłacać mu edukacji, lecz zaprosił go do swojego majątku w Chludowie, a chłopak mógł oddać się nauce. Tak spędził rok u samego „największego w Polsce człowieka”, jak określił go premier Wincenty Witos i spełnił marzenie.

Sporo relacji dokumentuje uwagę, jaką Dmowski przykładał do religijnego wychowania dzieci. Jakkolwiek na nabożeństwach bywał tylko podczas najważniejszych świąt, umiał na pamięć całe ustępy mszy, znał pieśni religijne. Stąd Pan Roman dbał o katolicką ogładę pięciorga pociech Niklewiczów. Zostawał także niektórych z nich ojcem chrzestnym. Kiedyś, będąc obecnym przy wieczornej modlitwie, zauważył, że dzieci nie mówią credo „Wierzę w Boga”. Zrobił o to zaraz matce wyrzut:

To tak dzieci wychowujesz, po katolicku? Przecież w pacierzu codziennym powinny odmawiać „Wierzę w Boga”, bo to jest wyznanie wiary katolickiej.

W dzień pierwszej Komunii Świętej swego chrześniaka Ryszarda Niklewicza napisał mu na pamiątkowym obrazku:

 Pierwsza spowiedź oznacza, że człowiek zaczyna sam odpowiadać za swoje postępki, sam musi wiedzieć, co jest dobre, a co złe, od pierwszej Komunii Świętej jest się już naprawdę człowiekiem i katolikiem.

 Nie można nie wspomnieć także o Świętach Zmartwychwstania Pańskiego, które były corocznie obchodzone w Chludowie. Roman Dmowski na początku okresu chludowskiego nie był jeszcze zbytnio praktykującym katolikiem, jednak na wszystkie uroczyste święta uczęszczał do kościoła. Na Wielkanoc chodził w procesji ze świecą w ręku śpiewał razem z ludem. Uważał to za obowiązek i te tradycje wpajał wszystkim dzieciom. Wielkanoc w Chludowie stała się bardzo szybko tradycją i wyglądała co roku podobnie.

Wielkanoc w Chludowie była dla Romana Dmowskiego ważnym wydarzeniem religijnym, rodzinnym i społecznym. Choć początkowo nie był szczególnie praktykującym katolikiem, uczestniczył w najważniejszych uroczystościach kościelnych i traktował je jako obowiązek, przekazując związane z nimi tradycje dzieciom.

Obchody rozpoczynały się w Wielki Czwartek od uroczystego połowu ryb, którym osobiście kierował Dmowski. Dbał o ich podział między kuchnię, świąteczne posiłki i pracowników. Przygotowywano również kwiaty i rośliny do dekoracji Grobu Pańskiego. W Wielki Piątek mieszkańcy modlili się przy grobie Chrystusa, którego strzegli przedstawiciele różnych organizacji i grup społecznych. W Wielką Sobotę odbywało się święcenie pokarmów, a po nim domownicy próbowali przygotowanych potraw. Najbardziej uroczysty charakter miała Niedziela Zmartwychwstania Pańskiego. Dmowski budził domowników śpiewem „Wesoły nam dziś dzień nastał”, następnie wraz z rodziną uczestniczył we mszy i procesji rezurekcyjnej. Szczególnie wzruszała go tradycyjna pieśń „Chrystus zmartwychwstał jest”, którą śpiewał ze świecą w ręku.

Po nabożeństwie w domu odbywało się dzielenie święconym jajkiem z rodziną, gośćmi i służbą. Dmowski zachowywał wówczas swój charakterystyczny humor i bezpośredniość, ale jednocześnie był bardziej poważny i dostojny. Święta kończyły się spotkaniami z gośćmi i spacerami po chludowskim parku i ogrodach. Opis wielkanocnych zwyczajów w Chludowie pokazuje więc, że Święta Zmartwychwstania Pańskiego były dla Dmowskiego czymś więcej niż jedynie prywatnym wydarzeniem religijnym. Łączyły w sobie wymiar liturgiczny, rodzinny, gospodarski i społeczny. Widzimy go zarówno uczestniczącego w procesji i wzruszonego podczas śpiewu tradycyjnych polskich pieśni, jak i kierującego połowem ryb, dbającego o przygotowanie Grobu Pańskiego czy dzielącego się święconym jajkiem z domownikami i służbą. Wielkanoc w Chludowie stawała się dzięki temu częścią szerszej tradycji domu, w której religijność splatała się z polskim obyczajem, życiem rodzinnym i więzią ze wspólnotą lokalną.

Postawa Dmowskiego wobec praktyk religijnych mieściła się w normach ówczesnej obyczajowości, dominujących wówczas w środowisku ludzi wykształconych. Jednak w końcu 23 grudnia 1937 roku Dmowski wyspowiadał się po wielu latach u ks. Marcelego Lutosławskiego i mógł godnie świętować Boże Narodzenie, przyjmując następnego dnia Komunię Świętą. Po przyjęciu sakramentu miał łzy w oczach. Od tamtego momentu często odprawiano msze święte w domu Lutosławskich w Drozdowie, ponieważ do kościoła, który był w sąsiedztwie, nie mógł nawiedzać, ze względu na słaby stan zdrowia. Wczesnym wrześniem 1938, na prośbę Dmowskiego, który podupadał na zdrowiu, odbyła się nawet specjalna msza św. na świeżym powietrzu w ogrodzie pałacu w Drozdowie, przy użyciu starego ołtarza z domowej kaplicy śp. ks. Kazimierza Lutosławskiego. Jednak nie jest prawdą to, że Pan Roman nie żył wiarą katolicką wcześniej. Jak już wcześniej wspomniałem, co roku uczęszczał na msze św. z okazji Bożego Narodzenia oraz Wielkanocy.

Opinie o Dmowskim

Ks. Prałat Piotr Krysiak z Łomży wspominał o jego głębokiej wierze po powrocie do sakramentów, w kazaniu pośmiertnym 4 stycznia 1939 roku:

Kiedym go widział żarliwie modlącego się na klęczkach w czasie nabożeństwa - (p. Niklewiczowa ciągle prosiła, by tak długo nie klęczał), kiedy wówczas, po Komunii św. całował moje ręce, kiedy na dwa dni przed zgonem przyjmował Ostatnie Namaszczenia i znów całował moje ręce, zrozumiałem, że w tym Polaku mądrość stanu, przywiązanie do Ojczyzny i wiara w Boga zestrzeliły się jeden wielki płomień miłości.

Nie był to jedyny kapłan, który bardzo poważał Romana Dmowskiego. Już podczas głównych nabożeństw pogrzebowych spowiednik przywódcy obozu narodowego ks. prałat Marceli Nowakowski podczas kazania w Bazylice Mniejszej pw. św. Jana Chrzciciela w Warszawie powiedział:

[…] Kto w myśli się i wczuje w życie i czyny Romana Dmowskiego, ten pojmie, że Bóg, zamierzając wskrzesić Polskę, zesłał Jej Męża Niepospolitego, który naprostował drogi i w sposób jasny postawił przed Narodem jego cele i zadania.

Przenikliwość niezwykła, nakazująca zastanawiać się nad wielkimi zagadnieniami, nie mogła pominąć sprawy zasadniczej dla Narodu i Państwa Polskiego - stosunku Kościoła katolickiego, do naszego życia wewnętrznego.

Według Zmarłego: „Synowie społeczeństw katolickich, oderwani przez wychowanie od katolickiego gruntu, skazani są na uschnięcie, a w końcu końców na zgnicie”. „Bez tego, co zrobił chrystianizm i Kościół rzymski w dziejach, nie istniałyby narody dzisiejsze”. „Od rozbicia narodowego, na skutek rozbicia religijnego ocaliła nas reakcja katolicka”. Bo „katolicyzm nie jest dodatkiem do polskości, zabarwieniem jej na pewien sposób, ale tkwi w jej istocie”. Tym się tłumaczy „walka masonerii przeciwko Kościołowi, walka, której nie było w krajach protestanckich, gdzie masoneria dla wyznań i sekt stała się rodzajem nadkościoła”. „Naród szczerze, istotnie katolicki musi dbać o to, żeby prawa i urządzenia państwowe, w których żyje, były zgodne z zasadami katolickimi”.

Taki testament zostawił Zmarły pokoleniom, które się wyzwoliły z bezwyznaniowości wieku XIX.

Testament ważny, bo i stanowiący o duszy, charakterze i sile Narodu.

Aż nadszedł kres. Ten Wielki Syn Ojczyzny, Ten Sługa Wierny swego Narodu nie miał czasu pomyśleć o sobie nigdy. Choć bronił się od wpływów wieku XIX, to jednak należał z wychowania do kierunku pozytywistycznego. Było to pokolenie dzielne, nieugięte i pracowite, ale religijnie obojętne. Wielu jednak wracało z czasem na drogę Ojców.

Roman Dmowski zbyt wiele poświęcił dla idei i Bóg nie mógł pozostawić Go z dala od Siebie. W łaskawości wielkiej zważył pracę zbożną, uznał trud nad trudy i promieniem łaski swojej przenajświętszej ogarnął Tę Duszę wielką, przebogatą, wziął Ją w swe władanie potężne już na długo przed śmiercią.

Wreszcie ten Król - Duch Narodu Polskiego począł świadomie iść ku Bogu. Ciało wiotczało z dnia na dzień i zmierzało ku zniszczeniu, duch dumał o życiu w zaświatach.

Za przykładem Ojców swych schylił Zmarły w przeddzień wigilii Bożego Narodzenia roku poprzedniego dumne swe czoło przed Panem. Kajał się w sakramencie pokuty, a w Wigilię odświętnie się przybrał, ukląkł na środku pokoju, złożył ręce jak ubogi pielgrzym, co kresu dobiega i przyjął Najświętszy Sakrament.

W stalowych oczach błysnęły dobre łzy, a w nich widniała modlitwa matki i świeciły promienie łaski Bożej... […].

W nabożeństwie żałobnym za duszę Romana Dmowskiego w Kolegiacie Farnej w Poznaniu w dniu pogrzebu wziął udział sam Kardynał Hlond. Wielu miało mu za złe, że nie zgodził się na pochówek w poznańskiej katedrze w Złotej Kaplicy Chrobrego, jak argumentowali wnioskodawcy; „[…] jako wyraz wdzięczności dla polityka za przyłączenie do Macierzy Wielkopolski, Pomorza i Śląska”. Jednak salezjanin wiedział, że kościoły nie są właściwymi miejscami na groby polityków, tylko pomazańców Bożych (przeciwnie do wielu współczesnych kapłanów). Tym sposobem zgodnie z wolą zmarłego, został on pochowany w grobowcu rodzinnym. Podczas nabożeństwa do wiernych kazanie wygłosił ks. proboszcz Mieczysław Skonieczny:

Jeszcze inną wielką zasługę ma Roman Dmowski. Prowadził zawsze ruch narodowy polski w zgodzie z Kościołem Katolickim. - Ruch narodowy polski kroczy więc innymi drogami, niż nacjonalizmy sąsiednich narodów, które schodzą na bezdroża, rozpoczynając walkę z chrześcijaństwem i Kościołem Katolickim, i wyznają kult pogaństwa, zapominając, że wedle odwiecznych praw Bożych niosą w sobie zarodek śmierci. Główny nurt życia narodowego polskiego jest szczerze katolicki, jest oparty o Kościół i buduje na zasadach katolickich. Największym szczęściem narodu polskiego jest to, że w ciągu tysiąclecia dziejów swoich stoi wiernie przy Krzyżu Chrystusowym, czerpiąc z Niego światło, moc i zwycięstwo. Czyja to zasługa, że nacjonalizm polski nie zboczyć z dziejowej drogi narodu polskiego, że nie zeszedł na manowce spaczonych nacjonalizmów? Możemy śmiało powiedzieć, że jest to wielka zasługa Romana Dmowskiego. Na niewzruszonych zasadach katolickich oparł On swoją myśl polityczną i dlatego główny ruch narodowy polski jest zdrowy, idzie po wielkiej linii dziejowej Polski Chrystusowej. W tym leży Jego siła, w tym leży jego dynamizm, dlatego jest zdobywczy i zwycięski.

Do siedziby Stronnictwa Narodowego w Warszawie, po śmierci nestora, dotarło wiele kondolencji księży katolickich:

Zgon Romana Dmowskiego okrył wielkim smutkiem cały Naród. Rozżalone gromadzą się polskie serca na żałobny wiec u Jego trumny. Przynoszą kwiaty wdzięczności za robotę twardą, a sumienną, mądrą a wytrwałą, za którą nie brał nagród ani odznaczeń. Nie zagrzebał Wielki Zmarły talentów tak hojnie mu przez Opatrzność przyznanych. W pracowitych Jego rękach przyniosły plony bogate. Wolno ufać, że Pan Bóg miłościwie nie poskąpi Mu obfitej nagrody. Sam dotknięty przez Jego odejście ciężką żałobą składam na ręce Pana z głębi serca płynące słowa współczucia i pociechy. Za duszę ś. p. Zmarłego ofiaruję Msze Św., aby Jej wyprosić rychłą światłość wiekuistą za olbrzymi, szlachetny życia trud w służbie św. Kościoła i Narodu. Roman Dmowski umarł ciałem, ale nieśmiertelnym duchem żyje, aby w posiewie swoim prowadzić Dzieje Polski ku Wielkim przeznaczeniom. […]

X. Józef Prądzyński.

Także tych kapłanów zaangażowanych w prasę:

Do bardzo licznych rzesz wielbicieli śp. Romana Dmowskiego; tego prawdziwego Wielkiego Polaka, dotkniętych boleśnie Jego odejściem w krainie wieczności, proszę i mnie zaliczyć. W tej smutnej chwili niech dla nas pociechą będzie to przeświadczenie, że Jego marzenia i dążenia do Wielkiej, narodowej i katolickiej Polski ogarnęły już przeolbrzymie rzesze narodu ku wielkiem pożytkowi Ojczyzny naszej, a ku niemiernemu martwieniu masonerii, która w żyjącym Dmowskim widziała, a w Zmarłym widzi nadal swego pogromcę. Takiemu właśnie pogromcy należy się cześć, wielka cześć i niech mu świeci światłość wiekuista.

Ks. Marceli Dziurzyński - b. redaktor ludowych pism narodowo - katolickich - Kraków

Nawet „Kurier Polski”, który od 1926 roku był związany ze środowiskiem Lewiatana, czyli wolnorynkowych przedsiębiorców prosanacyjnych, w pośmiertnym tekście podkreślił pozytywny wpływ Dmowskiego w formowaniu kierunku ideowego polskiego nacjonalizmu, cytując ks. Skoniecznego.

Uważam, że najlepszym podsumowaniem drogi do dojrzałej wiary katolickiej sformułowali w Polskim Słowniku Biograficznym, ci, którzy znali go bardzo dobrze – Ignacy Chrzanowski i Władysław Konopczyński:

Niegdyś pozytywista, później skłonny raczej do wiary w obcowanie duchów i kultu przodków, teraz, zagłębiając się w rozmyślania, coraz mocniej przeświadczony o wyższości ducha nad materią, zbliżał się powoli do integralnego katolicyzmu, aż wreszcie na rok przed zgonem poddał się autorytetowi Kościoła katolickiego i wrócił do praktyk religijnych.

Propaganda sanacyjna, następnie komunistyczna oraz obecna neomarksistowska zrobiła z dr. Romana Stanisława Dmowskiego hipokratycznego katolika, który religię traktował instrumentalnie, wyłącznie w celach politycznych. Jak widać powyżej, prawda jest zupełnie inna i relacje bliskich oraz osób z zewnątrz potwierdzają, iż obraz polityka z Kamionka został zniekształcony, wręcz zakłamany. Czytając wiele opracowań i artykułów, poczułem się oszukany przez wielu autorów, ponieważ z wielkiego Polaka, męża stanu, twórcy niepodległości, wychowawcy katolickiego pokolenia młodzieży, krzewiciela miłosierdzia - stworzono szowinistyczną, żydożerczą kreaturę. Dr Tadeusz Bielecki w 1968 r. świetnie ujął rolę Romana Dmowskiego dla Polski i jej dominującej religii, w albumie wydanym z okazji roku Dmowskiego w Ameryce, czym zakończę powyższy tekst:

Jaką dziwną świeżość i bezpośredniość mają te piękne i mądre słowa Romana Dmowskiego dzisiaj, gdy naród polski rozgrywa walkę o swoją religię z narzuconym mu rządem, gdzie jedynym i odważnym obrońcą wiary jest wielkiej miary książę Kościoła, Stefan Wyszyński, na którego skierowane są oczy nie tylko Polski, ale całego świata. Modląc się w intencji zmarłego Śp. Romana Dmowskiego wielkiego syna Polski, módlmy się z okazji tego nabożeństwa, by Polska doczekać się mogła milionów synów o umyśle tak jasnym, jak umysł Dmowskiego, o sercu tak gorącym, jak serce Dmowskiego, o woli tak potężnej, jak wola Dmowskiego, o heroicznym oddaniu jak heroicznie oddany był Polsce i jej narodowi Roman Dmowski. Niech Bóg miłosierny, za przyczyną Matki Najświętszej Królowej Korony Polskiej, sprawi ten cud. Amen.

 

Wiktor Piotr Chicheł

Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: