„Rorate Caeli”: Spotkanie Leona XIV z Sarą Mullally wystawia Rzym na pośmiewisko

Leon XIV nie powinien przyjmować pani Sary Mullally z Canterbury jako równej sobie. Takie gesty wystawiają na pośmiewisko Stolicę Apostolską i sakrament święceń, uważa znany portal "Rorate Caeli".
"Jedną z cech szczególnych okresu soborowego po Vaticanum II jest obsesja papieży w sprawie przyjmowania liderów kościołów anglikańskich jak równych. Ta sytuacja nigdy nie była do utrzymania - w końcu nie są to w ogóle biskupi - ale ostatnio osiągnęła poziom śmieszności, a to w związku z wyborem na «arcybiskupa» nieistniejącej już diecezji Canterbury pani Sary Mullally, niezwykle miłej (jak się wydaje) damy z Surrey", czytamy na portalu.
Rorate Caeli wskazuje, że niewłaściwe było już przyjmowanie poprzednich anglikańskich liderów tak, jakby byli prawdziwymi następcami św. Augustyna z Canterbury i św. Tomasza Becketa. Można było jednak twierdzić, że gdyby wstąpili do Kościoła katolickiego, to mogliby otrzymać ważne święcenia. "W przypadku uprzejmiej pielęgniarki, pani Mullallly, nie jest to możliwe" - komentują autorzy. W efekcie mamy ich zdaniem do czynienia ze spektaklem, który wprowadza gościa w błąd i wystawia na pośmiewisko Stolicę Apostolską oraz sakrament święceń.
Jak czytamy dalej, nie można zrzucać całej odpowiedzialności na Leona XIV. Chociaż on jako pierwszy przyjął żeńską «arcybiskup» z Canterbury, to problem występował już wcześniej wobec innych liderek protestanckich. Rorate Caeli przypomina, że Kościół Rzymu powinien przewodzić w miłowaniu - ale również przewodzić w prawdzie. \
Tymczasem pani Mullally udzieliła nawet błogosławieństwa, które przyjął sekretarz Dykasterii ds. Ekumenizmu, abp Flavio Pace. "Jako matka, pani Mullally może z pewnością błogosławić swoje dzieci. I tyle" - dodaje portal.
Źródło: rorate-caeli.blogspot.com
Pach






