Rzecznik RCB: ostatnio nie badaliśmy, czy ludzie mają już dosyć alertów

rcb .jpg
Fot. Mateusz Włodarczyk / Forum

W rozmowie z kanałem Wirtualne Media Piotr Błaszczyk z Rządowego Centrum Bezpieczeństwa, odpowiadał na pytania związane z praktyką zasypywania naszych telefonów powiadomieniami RCB.

Jak wyjaśniał rzecznik, jego instytucja zatrudnia około 60 osób. – Nie udajemy, że znamy się na wszystkim. To nie jest tak, że mamy swoich ludzi w terenie, że mamy swoich meteorologów, że mamy swoich analityków wojskowych. Jesteśmy swego rodzaju hubem informacyjnym, który zbiera informacje od instytucji monitorujących dane zagrożenia – mówił rzecznik.

Alerty, które otrzymujemy najczęściej poprzez nasze telefony, mają związek z pogodą. W ostatnim czasie nie dotyczy to województw wschodnich, gdzie monitorowana jest aktywność dronów opisywanych jako rosyjskie.

Zróbmy to razem!

- Zawsze przyczyną wysyłki alertu RCB jest ochrona życia i zdrowia – przekonywał Piotr Błaszczyk. – Nie jest tak, że my wysyłamy alerty na siłę. To nie jest tak, że za każdy alert my mamy dodatkową premię i im więcej wyślemy, tym więcej zarobimy. To jest absurd. Prawda jest taka, że chcielibyśmy wysyłać ich jak najmniej. Ale jeżeli jest tylko rekomendacja, że to zagrożenie dla obywatela na danym terenie istnieje, to naszym ustawowym zadaniem jest wysłanie tego alertu.

Centrum współpracuje z Instytutem Meteorologii i Gospodarki Wodnej, policją, inspektoratem sanitarnym, Wojewódzkimi Centrami Zarządzania Kryzysowego…

- Jeżeli mówimy o samej wysyłce alertu, to nasza rola raczej sprowadza się do przekaźnika informacji. Tutaj nie analizujemy już konkretnych przesłanek – mówił rzecznik.

Centrum dzieli się kilka sekcji. Najbardziej „widoczna” jest ta zajmująca się bezpośrednio alertami. To jednak zaledwie kilka procent działalności całej instytucji.

Działa też segment ochrony infrastruktury krytycznej, czyli tych obiektów i usług najważniejszych z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa. To praca na dokumentach niejawnych.

Jest współpraca międzynarodowa z NATO czy Unią Europejską.

Segment planowania opracowuje m.in. Krajowy Plan Zarządzania Kryzysowego. Niedawne zlecenie dla tego zespołu zakłada sporządzenie Krajowego Planu Ewakuacji.

Na pytanie, czy RCB sprawdza takie aspekty jak zmęczenie odbiorców zbyt częstymi alertami, Piotr Błaszczyk odpowiedział: – Ostatnio takich badań nie robiliśmy. Pamiętam takie badanie może dwa lata temu. Przeprowadzaliśmy na grupie badawczej, nie pamiętam jak dużej. Zrobiła nam to firma zewnętrzna i spodziewaliśmy się, że te wyniki nie będą całkiem satysfakcjonujące. Rzeczywiście, mieliśmy takie wrażenie, że część obywateli zwraca się do nas z informacjami, że tych alertów jest za dużo. Niekoniecznie są one trafione. (…) Mocno się zdziwiliśmy. (…) Ale osiemdziesiąt kilka procent badanych wskazało, że ta liczba alertów jest odpowiednia, nieprzesadzona. I ta skala wysyłki – to znaczy zjawiska, których dotyczy wysyłka alertu – też jest prawidłowa.

- To nas z jednej strony zdziwiło, ale na pewno ucieszyło. To znaczy, że w tym odbiorze społecznym to, co robimy ma sens – dodał.

- Czy masz poczucie, że względem tego, czym jest a czym powinien być alert RCB, to czy on dzisiaj nie jest troszeczkę nadużywany? – spytał Michał Mańkowski. Dziennikarz wspomniał o letnich tygodniach, w trakcie których otrzymywaliśmy po kilka alertów w ciągu paru dni.

- Nadużywany na pewno nie. Tak jak mówię, to nie jest tak, że my wysyłamy je na siłę. Chcielibyśmy wysyłać ich jak najmniej. Ale pamiętajmy o takiej sytuacji, że jeżeli jest tylko rekomendacja instytucji, która monitoruje zjawisko, a my byśmy się z tą rekomendacją nie zgodzili i nie wysłali takiego alertu, a ktoś straciłby zdrowie i życie, no cała odpowiedzialność byłaby wtedy po naszej stronie. Więc musimy ważyć to, co rzeczywiście ma sens, a co nie – mówił Piotr Błaszczyk.

Jak poinformował, ostateczną decyzje o wysyłce podejmuje dyrektor RCB, bądź w razie jego nieobecności – zastępcy.

Dziennikarz przytoczył przykład jednego z alertów, które nadeszły latem, krótko przed północą. Jego treść głosiła w przybliżeniu: „Jeśli masz piecyk gazowy w domu, upały sprzyjają zaczadzeniu. Jeśli się źle czujesz, to szybko dzwoń po pomoc, szybko opuść pomieszczenie”.

- Jaki jest sens wysyłania takiego alertu w środku nocy ludziom? – pytał Michał Mańkowski.

Według przypuszczenia rzecznika, komunikat wyszedł na wniosek Straży Pożarnej w związku z licznymi zgłoszeniami interwencji podejmowanych w terenie.

- My mamy w zwyczaju wysyłać alert możliwie szybko. Po tym, jak otrzymujemy rekomendacje o wysyłce, staramy się maksymalnie szybko wysłać ten alert. No i znowu, wyobraźmy sobie taką sytuację, że dostajemy ze Straży Pożarnej informację, czy wniosek o uruchomienie alertu o tej godzinie 19:00, i odczekujemy. Mówimy: „dobra, dzisiaj nie ma sensu już tego wysyłać, pobudzimy ludzi, będą zdenerwowani”. (…) No ale na następny dzień rano przychodzi do nas raport, że 5 osób zmarło w wyniku zaczadzenia. Wziąłbyś na siebie taką odpowiedzialność? – pytał rzecznik rozmówcę.

- Rozumiem ten punkt widzenia, że możemy w pewien sposób przyzwyczaić ludzi do otrzymywania alertu i zniechęcić do czytania. Ale tutaj takiego złotego środka nie ma, który godziłby obie ta wersje – dodał. – Musimy „wziąć na klatę” to, że część obywateli będzie niezadowolona z tego, że dostaje większą liczbę alertów, ale dla nas priorytetem jest ochrona życia i zdrowia, a nie zadowolenie samo w sobie.

Piotr Błaszczyk tłumaczył, że „kiedyś” RCB starało się nie przekraczać godzinowych ram wysyłek 6:00 – 22:00. Jednak wojna na Ukrainie sprawiła, że komunikaty wychodzą także w środku nocy.

W przypadku „zagrożeń z powietrza” procedury są skracane i pomijany etap akceptacji przez głównego szefa RCB.

- Przekazujemy treść tego ostrzeżenia do operatorów telekomunikacyjnych. Do tych wszystkich firm, z którymi mamy podpisaną umowę w ramach abonamentu czy w ramach umowy na kartę. I to tak naprawdę ten operator do swoich odbiorców na danym terenie wysyła wiadomość z ostrzeżeniem – opowiadał.

Jeżeli komunikat idzie na cały kraj, Centrum wysyła jednorazowo około 57 milionów SMS-ów.

Zdarza się, że część zniecierpliwionych użytkowników blokuje powiadomienia, co rzecznik określił jako „błąd, który wpływa na bezpieczeństwo i życie tej konkretnej osoby”.

Padły również pytania o sensowność „stawiania na nogi” całego przygranicznego województwa z powodu dronów latających blisko granicy, po stronie ukraińskiej.

- Jeżeli mamy rekomendacje z wojska o tym, że to zagrożenie już jest realne, a nie tylko prawdopodobne, że ten pocisk, dron, cokolwiek innego może na terytorium Polski wlecieć, wtedy wysyłamy tego ważniejszego smsa z większym priorytetem, który mówi o tym, że powinieneś poszukać bezpiecznego schronienia – mówił rzecznik.

Wirtualne Media

RoM

 

 

Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: