Szczyt Xi – Trump ma przynieść „konstruktywną strategiczną stabilność”

Dwudniowa wizyta w Pekinie prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa wraz z czołowymi przedstawicielami administracji – w tym nie tylko sekretarzem stanu czy skarbu, ale także z sekretarzem obrony i szefami czołowych firm technologicznych – zakończyła się kilkoma umowami handlowymi. Brakowało jednak ustalenia konkretnych ram dla ewentualnego porozumienia zastępującego kruchy rozejm z października ubiegłego roku. Obie strony twierdzą, że zgodziły się zmierzać w kierunku „konstruktywnej stabilności strategicznej”. Chcą stworzyć warunki, które z jednej strony pozwolą na wzajemną konkurencję, a z drugiej na współpracę w wybranych obszarach.
Dwudniowa wizyta państwowa Donalda Trumpa w Chinach i spotkanie z przywódcą tego kraju Xi Jinpingiem obfitowały w przepych i szereg wzajemnych przyjaznych gestów. Gospodarz deklarował chęć współpracy dla dobra świata. Amerykański lider obsypywał Xi Jinpinga licznymi komplementami i akcentował biznesowy charakter rozmów.
O ile w 2017 roku Trump, tuż po pierwszym oficjalnym kontakcie twarzą w twarz obydwu prezydentów, zdecydował się na drastyczne posunięcia, zaostrzając wojnę handlową z Pekinem, o tyle 9 lat później, jeszcze przed wyjazdem do Państwa Środka deklarował, że obecnie sytuacja jest inna i nie chce popełnić błędów z przeszłości.
To on, a nie Xi Jinping znajduje się pod większą presją, w związku z przedłużającą się i kosztowną wojną na Bliskim Wschodzie, niekorzystnymi orzeczeniami sądów dotyczącymi ceł, rosnącą inflacją w kraju, zaledwie kilka miesięcy przed wyborami uzupełniającymi zaplanowanymi na listopad. Głosowania zadecydują, czy partia Trumpa utrzyma przewagę w kongresie.
Xi Jinping nie jest pod taką presją czasu, ale potrzebuje stabilizacji, by Chiny dalej mogły w spokoju wzmacniać swoją pozycję ekonomiczną i wpływy na świecie.
Ekipa Trumpa jechała na szczyt z zamiarem przynajmniej utrzymania kruchego rozejmu handlowego, zawartego podczas ostatniego spotkania przywódców w październiku ubiegłego roku. Wówczas Trump zawiesił trzycyfrowe cła na towary chińskie, a Xi wycofał się z zamiaru drastycznego ograniczenia globalnych dostaw kluczowych pierwiastków ziem rzadkich.
Prezydent USA, co prawda wspominał przed wizytą, że będzie rozmawiał z Xi o sytuacji w cieśninie Ormuz, ale zaznaczył, że nie będzie potrzebna pomoc Chin, by zakończyć wojnę z Iranem.
Inne stanowisko zajął sekretarz stanu Marco Rubio. Zaznaczył on, że ta kwestia będzie mocno akcentowana, bo chodzi o to, aby Pekin nie wspierał i nie dostarczał broni Irańczykom, o czym ostatnio jest głośno.
W przedstawionym przez Amerykanów krótkim podsumowaniu czwartkowych rozmów podkreślano, że przywódcy USA i Chin wyrazili pragnienie, aby ponownie otworzyć cieśninę Ormuz u wybrzeży Iranu. Przez ten strategiczny punkt w normalnych czasach przepływa jedna piąta światowych dostaw ropy naftowej i gazu ziemnego. Przywódca Chin miał także wyrazić zainteresowanie zakupem amerykańskiej ropy, aby zmniejszyć zależność swojego kraju od dostaw z Bliskiego Wschodu.
Trump w rozmowie z Fox News zasugerował, że Chiny zgodziły się zamówić 200 samolotów Boeinga. Byłaby to pierwsza tak duża transakcja na zakup amerykańskich samolotów komercyjnych od prawie dekady.
Kwestia Tajwanu
O ile temat Tajwanu nie znalazł się w oświadczeniach amerykańskich przedstawicieli, o tyle sprawę tę akcentowała strona chińska, zaznaczając, że jest kluczowa dla stosunków między nią a USA. I w związku z tym nieodpowiednie zarządzenie ryzykiem w tym wypadku może grozić poważnym konfliktem.
Tajwan, położony zaledwie 80 kilometrów od wybrzeża Chin, od dawna jest punktem zapalnym w stosunkach obydwu mocarstw. Pekin nie wykluczył użycia siły militarnej w celu przejęcia kontroli nad wyspą, którą zamierza podporządkować sobie najpóźniej do 2049 roku. Stany Zjednoczone z kolei są prawnie zobowiązane do zapewnienia Tajpej środków obrony.
Sekretarz stanu USA Marco Rubio przyznał w rozmowie ze stacją NBC News, że kwestia Tajwanu była poruszana; że Chińczycy „zawsze poruszają ten temat”, ale dodał, iż jest to standardowe działanie polegające na tym, że już na samym początku strony określają swoje stanowiska i potem przechodzą do dalszych tematów. Rubio zastrzegł, że „polityka USA w sprawie Tajwanu pozostaje niezmieniona do dziś”.
W trakcie spotkań z dziennikarzami prezydent Trump ignorował pytania na ten temat. Przedstawiciele amerykańskiej administracji zaznaczyli jednak, że stanowiska w tej sprawie będzie można się spodziewać w nadchodzących dniach, już po zakończeniu wizyty w Chinach.
Sprawa jest o tyle istotna, że kongres zatwierdził kolejne duże pakiety pomocy wojskowej dla Tajwanu i Trump zwlekał z ich realizacją do czasu odbycia najnowszej podróży.
Tajwan twierdzi, że szczyt Trump – Xi nie przyniósł niczego nowego, jeśli chodzi o ich status, chociaż obecność przy stole negocjacyjnym sekretarza obrony USA Pete'a Hegsetha i chińskiego ministra obrony narodowej Dong Juna to „nietypowe wydarzenie”. Ten fakt prawdopodobnie odzwierciedla obawy dotyczące bezpieczeństwa militarnego, kontroli zbrojeń jądrowych i sprzedaży broni Tajwanowi przez USA.
Wang Hung-jen, profesor nauk politycznych z Narodowego Uniwersytetu Cheng Kung stwierdził, że przemówienie otwierające Xi miało na celu zaprezentowanie społeczności międzynarodowej obrazu współrządzenia USA i Chin. Z kolei obecność Hegsetha u boku Donga miałaby świadczyć o tym, że Stany Zjednoczone nadal nieufnie podchodzą do Chin, a Hegseth mógł wykorzystać podróż do oceny realiów niedawnych zmian personalnych w Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej.
Nowy rozdział w relacjach: współpraca i konkurencja
Podczas uzgodnień i ceremonii z udziałem obu przywódców 14 maja nie brakowało patetycznych słów. Trump zasugerował, że to może być „największy szczyt w historii”. Xi nazwał stosunki chińsko-amerykańskie najważniejszymi na świecie i dodał: – Musimy sprawić, by działały i nigdy ich nie zepsuć.
Ministerstwo Spraw Zagranicznych państwa-gospodarza rozmów podkreśliło, że wstępne negocjacje między zespołami handlowymi obydwu stron, prowadzone dzień wcześniej w Korei Południowej przyniosły „zrównoważone i pozytywne rezultaty”. Z kolei sekretarz skarbu USA Scott Bessent, który przewodził tym rozmowom, powiedział, że spodziewa się postępów w ustanawianiu mechanizmów wspierających przyszły handel dwustronny i inwestycje. Oczekuje także ogłoszeń o dużych zamówieniach Pekinu na samoloty Boeinga.
W piątek 15 maja, gdy Trump doświadczył rzadkiego przywileju spacerowania po ogrodzie Zhongnanhai wspólnie z Xi, przed wspólnym „zdjęciem przyjaźni” i lunchem za zamkniętymi drzwiami kończącym wizytę, przy herbacie z gospodarzem w asyście dziennikarzy pochwalił relacje z prezydentem Chin, nazywając je „bardzo silnymi”. Powiedział, że obaj zgadzają się co do niechęci wobec posiadania przez Iran broni jądrowej. – Chcemy, aby cieśniny były otwarte. Chcemy, żeby to się skończyło, bo tam jest szaleństwo, trochę to szalone. I to nie jest dobre, to nie może trwać – mówił.
Prezydent USA chwalił Xi, zaznaczając, że jest „bardzo potężnym, bardzo silnym” przywódcą. Jak dodał, jest on „skupiony na interesach i to dobrze”. – Żadnych gierek… Nie znalazłbyś kogoś takiego jak on, nawet jego rysy twarzy, wiesz, jest wysoki, bardzo wysoki, a zwłaszcza jak na ten kraj, bo zazwyczaj są trochę niżsi – ciągnął Trump.
Jeszcze przed wizytą analitycy wskazywali, że sama jej realizacja będzie sukcesem. Można więc powiedzieć, że cel minimalny został osiągnięty. Obie strony przywróciły zaangażowanie na szczeblu przywódców. Państwa mogą więc deklarować, że osiągnęły stabilność w relacjach, chociaż nie rozwiązały problemów, które tę niestabilność powodują. Przynajmniej na razie.
Ekipa Trumpa uzyskała chińskie poparcia dla deeskalacji wojny z Teheranem i obietnicę zawarcia kilku transakcji, w tym dotyczącej zakupu boeingów. Mowa jest także o handlu wybranymi artykułami rolnymi i produktami energetycznymi. Nie udało się jednak ustalić ram dla ewentualnego porozumienia handlowego.
Z punktu widzenia Pekinu, wizyta Trumpa ma znaczenie zarówno wewnętrzne, jak i geopolityczne. W obecnej sytuacji słabego popytu wewnętrznego, utrzymującej się presji deflacyjnej i nadmiernych mocy produkcyjnych Chińczycy zabiegają o stabilność, przynajmniej na jakiś czas.
Państwo Środka spodziewa się zaostrzenia konkurencji z USA po wyborach uzupełniających lub po odejściu Trumpa z urzędu. Przez ten czas chce wzmocnić swoją pozycję.
Dlatego jest nawet gotowe na pewne drobne ustępstwa w handlu i współpracę geopolityczną w wybranych kwestiach. Liczy na ustanowienie, przynajmniej na najbliższe trzy lata, warunków „konstruktywnej stabilności strategicznej”.
Jest gotowe dać Trumpowi to, czego potrzebuje przed wyborami uzupełniającymi, czyli pewne starannie zaplanowane, ale ograniczone porozumienia, w tym przedłużenie rozejmu handlowego, umiarkowane złagodzenie napięć związanych z kontrolą eksportu, wznowienie dostaw pierwiastków ziem rzadkich oraz zakup wybranych towarów amerykańskich.
Rozmawiano o utworzeniu nowych dwustronnych grup roboczych ds. handlu, zarządzania sztuczną inteligencją itp. Na razie takie grupy nie powstały.
Prof. Graham Allison podkreśla, że obie strony chcą stabilności i przewidywalności relacji, umożliwiającej jednocześnie realizację niezbędnych własnych celów krajowych.
Trump przyznał przed wizytą, że nie może popełnić błędów sprzed roku; że musi lepiej przewidywać ruchy odwetowe Pekinu. Mówił nawet w rozmowie z dziennikarzem Fox News, że gra, jaką toczy z Chinami, to „wielka partia szachów na bardzo wysokim, najwyższym poziomie”. – Mam do czynienia z bardzo inteligentnymi graczami – konstatował.
Ekipa Trumpa, idąc za wskazaniami nieżyjącego już sekretarza stanu i obrony USA Henry Kissingera, szuka sprytnego sposobu na stworzenie warunków do prowadzenia jednocześnie rywalizacji i współpracy. Jak w biznesie.
Czołowi liderzy amerykańskiego biznesu powtarzają, że nie ma innego wyjścia. Elon Musk (Tesla, SpaceX) zaznacza, że „zarówno USA, jak i Chiny są od siebie niezwykle zależne. Ich interesy są ze sobą powiązane niczym bliźnięta syjamskie, nierozerwalnie”.
Larry Fink (BlackRock) sugeruje: „będziemy mieli silne relacje z Chinami w takiej czy innej formie”. Jensen Huang (Nvidia) podkreśla, że „Chiny są naszym konkurentem, a nie wrogiem. Dzieje się tak, ponieważ pogłębiliśmy nasze powiązania i współzależności… Witamy konkurencję. Konkurenci, chodźcie, bawmy się! To jest amerykański duch!”. Tim Cook (Apple) podkreśla „korzystną dla obu stron relację”.
Trump szuka więc „koncepcji strategicznej”, na tyle kompleksowej, by z jednej strony uwzględniać konieczność konkurowania, a z drugiej – imperatyw współpracy.
Takie samo podejście przyjął Kissinger, otwierając USA na Chiny, stwierdzając w oświadczeniu z 1974 roku: „główne mocarstwa nuklearne muszą opierać swoją politykę na założeniu, że żadna ze stron nie może narzucać swojej woli drugiej bez ponoszenia niedopuszczalnego ryzyka. Wyzwaniem naszych czasów jest pogodzenie realiów konkurencji z imperatywem współistnienia”.
O woli takiej współpracy mówił chiński przywódca podczas spotkania z Trumpem, aby „sterować gigantycznym statkiem stosunków chińsko-amerykańskich pewnie, naprzód, pomimo wiatrów i burz oraz osiągnąć więcej wielkich i dobrych rzeczy”.
Trump także podkreślał, że współpracując oba kraje mogą „rozwiązać niemal każdy problem”.
Czy zatem 2026 rok okaże się „historycznym, przełomowym” dla relacji chińsko-amerykańskich, jak to zasugerował podczas szczytu Xi Jinping, który jednocześnie ostrzegał USA przed wejściem w „bardzo niebezpieczny stan”, jeśli „kwestia Tajwanu nie zostanie odpowiednio rozwiązana” i przed pułapką Tukidydesa, polegającą na tym, że zwykle dochodzi do wojny między upadającym a wschodzącym hegemonem?
„Konstruktywna stabilność strategiczna”
Jak zwykle czas pokaże. Na dzień dzisiejszy wiemy tyle, że oba kraje mają budować „konstruktywną stabilność strategiczną”, polegającą – w ocenie Chińczyków – „na wzajemnym wychodzeniu naprzeciw siebie i wspólnym promowaniu stabilnego, zdrowego i zrównoważonego rozwoju relacji chińsko-amerykańskich”, zgodnie ze słowami Guo Jiakuna, rzecznika chińskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Doprecyzował, że chodzi o budowanie dwustronnych relacji opartych na konstruktywnej stabilności strategicznej, zapewniającej strategiczne wytyczne dla stosunków chińsko-amerykańskich w ciągu najbliższych trzech lat i w dalszej perspektywie.
„Konstruktywna stabilność strategiczna” powinna być „pozytywną stabilnością opartą na współpracy, solidną stabilnością z umiarkowaną konkurencją, stałą stabilnością z możliwymi do opanowania różnicami oraz trwałą stabilnością z obietnicami pokoju” – zauważył Guo.
Xi Jinping doprecyzował, że „obie strony powinny wdrożyć ważny konsensus, który osiągnęliśmy i lepiej wykorzystać kanały komunikacji w sferze politycznej, dyplomatycznej oraz wojskowej”.
Oba kraje „powinny również rozszerzyć wymianę i współpracę w takich obszarach jak gospodarka i handel, zdrowie, rolnictwo, turystyka, relacje międzyludzkie i egzekwowanie prawa” – dodał chiński przywódca.
Trump z kolei powiedział, że z niecierpliwością oczekuje zacieśnienia komunikacji i współpracy z Chinami, właściwego rozwiązywania różnic i stworzenia najlepszych w historii obustronnych relacji. Podkreślając, że są to dwa najważniejsze i najpotężniejsze państwa świata, wskazał, że ich kooperacja może przynieść wiele korzyści obu krajom i całemu światu.
Będzie protokół o „sztucznej inteligencji”
Na marginesie dwudniowego szczytu, sekretarz skarbu Scott Bessent podkreślił, że Stany Zjednoczone będą w najbliższym czasie prowadzić rozmowy z Chinami na temat sztucznej inteligencji. Ustanowią protokół dotyczący najlepszych praktyk w zakresie tej szybko rozwijającej się technologii. – Dwa supermocarstwa w dziedzinie sztucznej inteligencji zaczną rozmawiać. Opracujemy protokół dotyczący tego, jak postępować zgodnie z najlepszymi praktykami w zakresie AI, aby upewnić się, że podmioty niepaństwowe nie przejmą tych modeli – deklarował Bessent.
- Powodem, dla którego możemy prowadzić wartościowe dyskusje z Chińczykami na temat sztucznej inteligencji, jest to, że jesteśmy liderem. Nie sądzę, żebyśmy prowadzili takie same dyskusje, gdyby byli daleko przed nami – konstatował.
Waszyngton dążył do ograniczenia rozwoju sztucznej inteligencji w Chinach, poprze reglamentację sprzedaży zaawansowanych półprzewodników, głównie firmy Nvidia, do tego kraju. Jednak, według doniesień prezesa Nvidii Jensena Huanga, który dołączył do delegacji Trumpa rzekomo w ostatniej chwili, firma ma sprzedać Chińczykom układy AI H200. Bessent potwierdził, że w tej sprawie doszło do „wielu rozmów”.
Sekretarz skarbu zapowiedział także, iż „w nadchodzących dniach” Trump wypowie się szerzej na temat Tajwanu. Jak dodał, prezydent USA rozumie drażliwość tej kwestii.
Tuż przed szczytem amerykański przywódca zażądał, aby Chiny „otworzyły” swoje rynki dla amerykańskich firm i ogłosił, że nie potrzebuje pomocy Pekinu dla zakończenia wojny z Iranem. Z kolei Ministerstwo Handlu rządu w Pekinie nakazało w krajowym firmom nieprzestrzeganie amerykańskich sankcji wobec chińskich rafinerii i wprowadziło przepisy utrudniające międzynarodowym firmom przenoszenie łańcuchów dostaw poza granice kraju, a tym samym „unikania ryzyka” związanego z Chinami.
Mao Ning, rzeczniczka chińskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, zasugerowała, że daleko idące ograniczenia w eksporcie pierwiastków ziem rzadkich, kluczowych dla przemysłu zaawansowanych technologii (w tym wojskowych), pozostają przedmiotem dyskusji.
Warto zauważyć, że podróż Trumpa odbywała się pomiędzy wizytami ministra spraw zagranicznych Iranu, Seyyeda Abbasa Araghchiego a prezydenta Rosji Władimira Putina w Pekinie. Chińczyków oskarża się o to, że dostarczyli Irańczykom satelitę szpiegowskiego do atakowania amerykańskich baz na Bliskim Wschodzie. Putin zaś zobowiązał się do zwiększenia dostaw energii do Chin, aby „zrekompensować” im wszelkie niedobory wynikające z zamknięcia cieśniny Ormuz. Chińskie firmy oskarża się także o wysyłanie produktów podwójnego zastosowania, w tym silników, chipów komputerowych, światłowodów i żyroskopów do fabryk dronów w Iranie i Rosji.
W piątek Trump mówił: – Rozwiązaliśmy wiele różnych problemów, których inni nie byliby w stanie rozwikłać.
Xi Jinping powiedział, że był to „kamień milowy”, a obie strony nawiązały już „nowe stosunki dwustronne, które są relacjami konstruktywnej stabilności strategicznej”. Obiecał przesłać Trumpowi nasiona do Ogrodu Różanego w Białym Domu.
Pełen zakres konkretnych rezultatów lub porozumień ze szczytu pozostaje niejasny.
Wiadomo jednak, że Trump miał nalegać na uwolnienie Jimmy'ego Laia, hongkońskiego potentata medialnego, aktywisty i założyciela gazety „Apple Daily” oraz marki odzieżowej Giordano.
Zagorzały krytyk Komunistycznej Partii Chin został aresztowany w 2020 roku i skazany na 20 lat więzienia pod zarzutem zmowy z siłami zagranicznymi w związku z protestami w 2019 roku, które zagrażały bezpieczeństwu narodowemu. W wieku 78 lat nadal przebywa w odosobnieniu jako prominentny więzień polityczny.
Podsumowując wizytę Trumpa, sekretarz Rubio powiedział na pokładzie Air Force One: – Lubię pracować dla tego prezydenta, ponieważ jest on gotów robić to, o czym inni mówią, ale czego nie robią. Jest gotów rozwiązywać niedokończone sprawy i nie zostawiać ich komuś innemu.
Agnieszka Stelmach






