Tego chce Bruksela: zagrożone prawo weta, UE większa i jeszcze bardziej scentralizowana

Leyen dzwoni .jpg
Fot. EPA/OLIVIER HOSLET Dostawca: PAP/EPA.

Planowane rozszerzenie UE ma stać się dla Ursuli von der Leyen oraz reszty brukselskiej oligarchii pretekstem do likwidacji prawa weta w ważnych obszarach oraz pozbawienia znacznej części państw reprezentacji w Komisji Europejskiej. 

Według portalu Brussels Signal, weto narodowe ma zostać usunięte z większości etapów rozmów akcesyjnych.

Szefowa Komisji Europejskiej ma przedstawić projekty reformy w najbliższy wtorek. „Plan ten stanowiłby największą zmianę w wewnętrznym funkcjonowaniu UE od dziesięcioleci i nie wymagałby nowelizacji Traktatu Lizbońskiego” – czytamy. Z kolei w dniach 15 – 16 października ma zebrać się Rada Europejska (liderzy państw), w rękach której pozostaje decyzja w tej sprawie.

Zróbmy to razem!

„Komisja napisała w dokumencie, że ryzyko opóźnień lub blokowania decyzji będzie nieuchronnie rosło wraz z przyjmowaniem przez Unię kolejnych członków” – podaje portal, który z bliska przygląda się funkcjonowaniu struktur UE.

Zasada jednomyślności obowiązywałaby w dalszym ciągu na samym początku i na samym końcu procesu ubiegania się kandydata o członkostwo we „wspólnocie”. Natomiast etapy pośrednie, które obejmują dziesiątki odrębnych, dotychczas jednomyślnych decyzji, byłyby rozstrzygane większością głosów.

Komisja Europejska dąży do tego, by głosowanie większością kwalifikowaną dotyczyło takich obszarów jak nakładanie sankcji, tak zwanych praw człowieka, obrony i bezpieczeństwa oraz przeciwdziałanie unikaniu opodatkowania. Jeśli zamysł się powiedzie, do podejmowania decyzji wystarczy zgoda 15 (z 27 ogółem) państw członkowskich, reprezentujących 65% populacji państw UE.

Przynętą dla wahających się stolic byłby mechanizm „hamulca awaryjnego”, po który można by sięgnąć w przypadkach zagrożenia „żywotnych interesów narodowych”.

Obecnie eurokraci stoją przed tego rodzaju problemem, że rezygnacja z prawa weta musi zostać poparta… jednogłośnie. Zatem zamysł może potknąć się na zaledwie jednym sprzeciwie.

„Druga propozycja zniosłaby gwarancję, że każde państwo członkowskie wysyła komisarza do Brukseli. Liczba członków Kolegium zostałaby ograniczona do dwóch trzecich liczby państw członkowskich, co oznaczałoby, że dziewięć z obecnych 27 państw nie miałoby w danym momencie przedstawiciela” – czytamy.

Von der Leyen i jej ekipa wpisuje dalszy federalizacyjny krok w projekt rozszerzenia Unii Europejskiej do grona ponad 30 członków. Najbliżej dołączenia są Czarnogóra i Albania, w dalszej perspektywie mówi się o Ukrainie, Mołdawii i Macedonii Północnej.

„Mniejsze i bardziej suwerenne rządy od lat argumentują, że jednomyślność chroni je przed przegłosowaniem przez większe stolice. Polska wcześniej wykluczyła jakiekolwiek działania zmierzające do głosowania większościowego w sferach polityki zagranicznej i bezpieczeństwa, a około dziewięć państw zjednoczyło się przeciwko wcześniejszym próbom” – przypomina portal.

Źródło: Brussels Signal

 

Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: