Teolog: „Synodalny” upadek cywilizacji. Od wyjątków do podeptania norm

„Powolny upadek cywilizacji zachodniej był synodalnym procesem przekształcania wyjątków w reguły i nazywania tego duszpasterskim szacunkiem dla godności ludzkiej” – wskazuje w swym komentarzu amerykański teolog katolicki John M. Grondelski.
„Czy sytuacja jednostki unieważnia obiektywny porządek?” – zastanawia się autor tekstu zamieszczonego na łamach Crisis Magazine. Publicysta był prodziekanem Wydziału Teologii Uniwersytetu Seton Hall w South Orange na terenie stanu New Jersey.
Punktem wyjścia była sytuacja zaobserwowana o poranku na stacji waszyngtońskiego metra. Peronową ławkę zajmowali obcy sobie kobieta i mężczyzna, którego zachowanie sprawiało wrażenie, że obecność towarzyszki mu przeszkadza. Wreszcie pani wstała i odeszła, a on rozłożył się na siedzeniu, jakby znajdował się w sypialni.
„Scena przykuła moją uwagę, ponieważ uchwyciła moim zdaniem znajdują się obecnie niektóre podziały w myśli katolickiej. Moją reakcją było stwierdzenie, że węzły komunikacji miejskiej nie są melinami, a tolerowanie ich jako takie degraduje zarówno społeczeństwo, jak i porządek społeczny” – napisał Grondelski.
Dlaczego taki, wydawałoby się, incydent miałby naruszać i deprecjonować utrwalony w ciągu wielu lat system kulturowy? Autor odniósł się w tym miejscu do sposobu myślenia coraz silniej obecnego w Kościele – głównie za sprawą tak zwanych: synodalności, inkluzywności i towarzyszenia.
Teolog pomyślał bowiem w tym momencie o katolikach obwiniających za sytuację bezdomnego „społeczeństwo” i bez względu na okoliczności każących wyciągać do nieznajomego człowieka pomocną dłoń. Tymczasem, wskazuje Grondelski, powszechna pobłażliwość dla takiego zachowania jest powodem, dla którego nasze miasta stają się coraz bardziej nieprzydatne do życia, a porządek społeczny się rozpada.
„Ustępowanie podstawowego ładu pod presją sytuacji egzystencjalnej [osoby] stopniowo podkopuje dobro wspólne i obiektywny porządek moralny. Jeden facet śpiący na ławce w parku to wyjątek; wystarczy tolerować to wystarczająco długo, a namiotowe miasteczka staną się normą, której niektórzy zechcą bronić” – czytamy.
„Jeden nielegalny imigrant przekraczający granicę w poszukiwaniu lepszego życia wydaje się nie być taki zły. Ale jeden nielegalny imigrant po drugim – z których każdy jest nie taki zły – ostatecznie prowadzi do kryzysu 20 milionów nielegalnych imigrantów, którzy sprawiają, że prawo imigracyjne staje się bezużyteczne, a jego ponowne egzekwowanie nagle staje się przestępstwem przeciwko godności ludzkiej” – zauważa teolog.
Tę prawidłowość można przecież rozciągnąć łatwo na inne sfery życia i inne sytuacje moralne. Dalej pójdzie już „z górki”, aż do momentu, gdy nie poznamy już Kościoła i głoszonych przezeń przez wieki katolickich zasad. Wystarczy na przykład stosować wskazówki zaszyte w słynnej adhortacji Amoris laetitia…
„Jedno naruszenie wierności małżeńskiej lub etyki seksualnej staje się ograniczoną kwestią, którą należy umieścić w kontekście, a nawet towarzyszyć. Powtarzająca się kontekstualizacja i towarzyszenie zamieniają nauczanie Kościoła w mgliste dążenie, cel, który w jakiś sposób nigdy nie zostaje zrealizowany (ani tak naprawdę nie oczekuje się jego osiągnięcia) w codziennym życiu. Ostatecznie duszpasterska troska oczekuje, że nauczanie zostanie zawieszone w praktyce (myślenie głównego nurtu) lub zaktualizowane poprzez aggiornamento przeżytego doświadczenia” – napisał autor Crisis Magazine.
„Papież Franciszek zapewnił nas, że nie powinniśmy rozważać, czy żebrak jest rzeczywiście nędzarzem, czy po prostu szuka dodatkowego zarobku na alkohol. Być może ten jeden żebrak, który minął papieskiego jałmużnika, jest wyjątkiem. Jednak ciągłe odwracanie wzroku prowadzi do napływu do społeczeństwa często agresywnych i potencjalnie niebezpiecznych żebraków z problemami psychicznymi. Czy zatem chrześcijańskie jest nadal nadstawianie drugiego policzka? Kiedy chwilowa uległość staje się praktyczną normą, która pochłania regułę?” – zastanawiał się teolog.
Źródło: Crisis Magazine
RoM






