The Remnant: twierdzenie, że teoria wojny sprawiedliwej jest „przestarzała”, to niebezpieczny błąd

Porzucenie tomistycznego nauczania Kościoła o wojnie sprawiedliwej może moralnie rozbroić katolików w coraz bardziej niebezpiecznym świecie – wskazuje weteran armii USA w randze podpułkownika David L. Sonnier.
Autor mocno polemicznego tekstu zamieszczonego na łamach portalu The Remnant, jest obrońcą ortodoksyjnego nauczania Kościoła. Między innymi od wielu lat zabiega o przywrócenie tradycji liturgicznej, także w amerykańskim wojsku. W swym najnowszym artykule wskazał szereg dowodów, dla których odwiecznego nauczania Stolicy Apostolskiej w kwestii godziwego używania przemocy nie sposób uznać za niedzisiejsze.
Jak wskazuje amerykański oficer, naród ma prawo do samoobrony, co stanowi jedną z zasad wojny sprawiedliwej. Sformułował je w XIII wieku święty Tomasz z Akwinu. Wskazywał on, że podjęcie działań zbrojnych musi być rozwiązaniem ostatecznym, ogłoszonym przez prawowitą władzę, a powodzenie w tej konfrontacji musi być realne. Należy też wystrzegać się zadawania śmierci osobom niezaangażowanym w walkę.
Podpułkownik Sonnier przypomina, iż pierwsza encyklika papieża Leona XIV Magnifica Humanitas przynosi podważenie tych zasad z powodu rzekomej przestarzałości odwiecznego nauczania. „Jako katolicy, którzy poważnie traktują Kościół, jesteśmy zobowiązani do rzetelnego namysłu nad słowami papieża. Twierdzenie [z encykliki] nie jest jednak nieomylne, a okoliczności, które skłoniły go do zajęcia się współczesnymi wojnami w ten sposób i dojścia do tego wniosku, powinny zostać zbadane” – pisze autor.
„Dla całego świata robi się niebezpiecznie, gdy przywódcy Kościoła zastępują precyzyjną doktrynę katolicką pustymi frazesami” – mocno wskazuje praktyk i teoretyk wojny.
„Dziś bardziej niż kiedykolwiek, bez uszczerbku dla prawa do samoobrony w najściślejszym sensie, ważne jest, aby potwierdzić, że teoria wojny sprawiedliwej, w przeszłości zbyt często wykorzystywana do usprawiedliwiania wszelkich rodzajów wojny, jest już przestarzała” – napisał Leon XIV. W przypisie powołał się on na fragment Franciszkowej encykliki Fratelli Tutti z października 2020 roku. Jak wskazuje David L. Sonnier, czyni to jednak w sposób nieprecyzyjny, zmieniający znaczenie słów poprzednika, który stwierdził:
„Tak łatwo wybrać wojnę, posługując się wszelkiego rodzaju wymówkami, pozornie humanitarnymi, obronnymi lub prewencyjnymi, uciekając się także do manipulacji informacją. Faktycznie, w ostatnich dekadach wszystkie wojny były rzekomo usprawiedliwione. Katechizm Kościoła Katolickiego mówi o możliwości uprawnionej obrony przy użyciu siły zbrojnej, co oznacza wykazanie, że istnieją pewne ścisłe warunki uprawnienia moralnego. Łatwo jest jednak popaść w zbyt szeroką interpretację tego możliwego prawa. Próbuje się w ten sposób usprawiedliwić także ataki prewencyjne lub działania wojenne, które łatwo pociągają za sobą poważniejsze zło i zamęt, niż zło, które należy usunąć” (258).
Jak wyjaśnia autor tekstu, Franciszek stwierdza, że w ostatnich dekadach powszechne stało się toczenie wojen przez państwa, mimo braku spełnienia rygorystycznych warunków otwierających drogę do moralnej legitymacji podjęcia walki. „Niestety, ma rację; stało się to powszechne. Jednak ci dwaj papieże mówią dwie różne rzeczy. Franciszek ocenia, iż nie spełniamy moralnej legitymacji do prowadzenia wojny sprawiedliwej. Leon X pisze, że ponownie potwierdza, jak poprzednik, że teoria wojny sprawiedliwej jest już przestarzała, i próbuje wesprzeć się cytatem Franciszka, który w żaden sposób tak nie sądzi” – czytamy w polemicznym tekście The Remnant.
Dalej w najnowszej encyklice znajdują się wskazania mówiące, iż „ludzkość dysponuje o wiele skuteczniejszymi i skuteczniejszymi narzędziami służącymi ochronie życia ludzkiego i rozwiązywania konfliktów, takimi jak dialog, dyplomacja i przebaczenie”.
Tutaj Sonnier, bazując na własnych wieloletnich doświadczeniach związanych z zabiegami o „uwolnienie” Mszy trydenckiej, zdobywa się na dygresję i „szpilkę” wobec polityki Watykanu: „Dialog i dyplomacja to doskonałe narzędzia rozwiązywania konfliktów między ludźmi dobrej woli, a zwłaszcza między katolikami. Narzędzia te powinny być wykorzystywane na przykład do rozwiązywania problemów z Bractwem Świętego Piusa X (FSSPX). Dobrze byłoby, gdyby ci, którzy głoszą dialog i dyplomację, wcielili w życie te narzędzia do rozwiązywania konfliktów, ale na razie skupimy się na konfliktach zbrojnych”.
I dalej już wraca do głównego wątku: „W konfrontacji z kimś, kto uważa, że twój naród, twoja wiara lub twój styl życia powinny przestać istnieć i kto jest gotów użyć siły zbrojnej w tym celu, dialog i dyplomacja mogą być skuteczne lub nie, a jeśli nie są, mamy prawo się bronić. Kościół powinien być obecny ze swoją ponadczasową mądrością, aby prowadzić ludzkość [do zrozumienia] – przynajmniej tych, którzy są gotowi słuchać – jak uczestniczyć w konflikcie zbrojnym w sposób minimalizujący szkody” – napisał amerykański oficer.
Podpułkownik odniósł się również do kolejnych słów z encykliki Leona: „Stosowanie siły, przemocy i broni odzwierciedla ubóstwo relacyjne, które zawsze ma katastrofalne skutki dla ludności cywilnej”.
Sonnier zwrócił uwagę, że katastrofalne dla ludności cywilnej byłoby zaniechanie obrony w obliczu wroga, który uważa, że powinna przestać istnieć. „Teoria wojny sprawiedliwej ma na celu ukierunkowanie tych działań, aby uniknąć niepotrzebnej przemocy lub samobójstwa narodowego, które wynikłoby z zaniechania uzasadnionej samoobrony” – pisze. „Problemem nie jest sama teoria wojny sprawiedliwej, ale porzucenie tradycyjnych ram katolickich, które kiedyś kierowały jej stosowaniem”.
Sonnier z ironią pisze, że święty Tomasz z Akwinu „pojawił się na długo przed Soborem Watykańskim II i już z tego powodu jego poglądy nie mają już zastosowania w umysłach wielu współczesnych katolików, którzy zdają się wierzyć, że Kościół katolicki narodził się w latach 60. XX wieku”, co postawiło przed wierzącymi problem funkcjonowania „iluzji nowego Kościoła, nowej liturgii i nowej teologii, a także zakazu starych praktyk i sposobów myślenia”.
Jednak przywódcom Kościoła w ostatnich dekadach brakuje, w przekonaniu autora, trafnych argumentów za tezą o konieczności zupełnego wyrzeczenia się działań militarnych.
„(…) jeśli widzimy, że ludzie wokół nas próbują uprawniać wojny, których nie da się usprawiedliwić i które nie spełniają rygorystycznych warunków moralnej legitymizacji, nie powinniśmy po prostu rozkładać rąk i uznawać teorii wojny sprawiedliwej za przestarzałą. To nawet nie wchodzi w grę. Błędem byłoby twierdzenie, że ten ponadczasowy skarb intelektualny przekazany nam przez św. Tomasza z Akwinu stał się w jakiś sposób przestarzały tylko dlatego, że jest powszechnie lekceważony lub nadużywany. Zamiast tego, powinniśmy zająć się tymi nadużyciami i zdwoić wysiłki, aby zapewnić uczciwą interpretację i zrozumienie jego zasad” – podpowiada pasterzom Kościoła autor The Remnant.
Amerykański oficer wskazał w tym miejscu na trwające od wielu dziesięcioleci marginalizowanie wiernych, którzy poważnie traktują tradycyjne, głoszone od wieków nauki Kościoła. W tym kontekście – zauważa – nie dziwi fakt, że teoria wojny sprawiedliwej jest nadużywana przez wojskowych i dowództwo narodowe USA. Sytuacja, jaka ma miejsce w Iranie jest dla Sonniera aktualnym przykładem, w jaki sposób odpowiedzialni za prowadzenie tej wojny posługują się – fałszywie – teorią wojny sprawiedliwej jako sposobem na legitymizację swoich poczynań.
„Po bliższym przyjrzeniu się, ta wojna okazała się porażką w każdym aspekcie doktryny wojny sprawiedliwej” – ocenił autor.
Podpułkownik przytoczył w tym miejscu konkretne fakty: bombardowanie rozpoczęte 28 lutego w trakcie rokowań pokojowych. Podobna sytuacja miała też miejsce kilka miesięcy wcześniej.
„Najwyraźniej wykorzystujemy negocjacje, aby uśpić czujność innych państw i dać im poczucie bezpieczeństwa, abyśmy mogli je zbombardować. Długofalowe konsekwencje tego niehonorowego zachowania dopiero wyjdą na jaw” – napisał publicysta Remnant.
Sonnier przypomniał, że narodowi amerykańskiemu nie groziło bezpośrednio niebezpieczeństwo ze strony Iranu, który utrzymuje agresywną retorykę względem USA już od 40 lat. Natomiast Najwyższy Przywódca Ali Chamenei jeszcze w 2003 roku wydał ustną fatwę zakazującą produkcji i używania broni masowego rażenia w jakiejkolwiek formie. Gdyby nawet były to pozory, to przecież w październiku 2025 roku dyrektor wywiadu narodowego, Tulsi Gabbard oficjalnie stwierdziła, że obiekty wojskowe, w których Iran mógłby prowadzić prace nad bronią nuklearną, zostały zburzone.
„Aby wojna była sprawiedliwa, należy przestrzegać zasady proporcjonalności. Zastosowana siła militarna musi być proporcjonalna do przestępstwa, którego dotyczy. Nasze wysiłki wojenne w Iranie również pod tym względem zawodzą. W sytuacji, jaka miała miejsce w Iranie przed 28 lutego, nie było niczego, co uzasadniałoby zabójstwo zagranicznego przywódcy; w rzeczywistości było to akt barbarzyństwa, niegodny naszego narodu” – piętnował podpułkownik Sonnier uśmiercenie przez USA i Izrael Najwyższego Przywódcy Iranu, ajatollaha Alego Chameneiego.
Oczywiste są też nadużycia względem zasady nieatakowania ludności cywilnej, w tym szkół.
„Wiemy, że Izraelczycy mają nieproporcjonalny wpływ na decyzje podejmowane przez kierownictwo Dowództwa Narodowego. Ten nieproporcjonalny wpływ wynika z darowizn politycznych i lobbingu, który w efekcie czyni nas kolonią Izraela” – surowo zrecenzował autor.
„Nasz personel wojskowy, sprzęt i inne zasoby są wykorzystywane do realizacji ich polityki zagranicznej, z niewielkim uwzględnieniem rzeczywistych interesów Stanów Zjednoczonych. Wiemy również, że Izraelczycy nie są w ogóle zainteresowani tym, co święty Tomasz miał do powiedzenia na temat sprawiedliwej wojny. Niemniej jednak, zbyt łatwo jest obwiniać Izrael za wciąganie nas w konflikty na Bliskim Wschodzie. Podczas gdy my kontynuujemy ich wojnę z Iranem w ich imieniu, oni przejmują części Libanu jako fragment swojego projektu Wielkiego Izraela. Wszystko to jest naszą winą, ponieważ oddaliśmy im naszą suwerenność. Rozwiązaniem jest po prostu ponowne potwierdzenie naszej suwerenności, uznanie chrześcijańskiego dziedzictwa zdecydowanej większości naszego kraju i działanie zgodnie z zasadami chrześcijańskimi” – wskazał autor.
David L. Sonnier przypomniał, że na przestrzeni wieków to stosowanie doktryny chrześcijańskiej wyniosło cywilizację zachodnią do jej potęgi. Jednym z filarów praw, którymi się kierowała, były kryteria wojny sprawiedliwej przeciwstawione wywodzącej się ze wschodu barbarzyńskiej zasadzie „oko za oko”.
Autor podkreślił, że obecny chaos w Kościele jest – przynajmniej po części – skutkiem odrzucenia po soborze watykańskim II tradycyjnego myślenia katolickiego.
„Ci, którzy myślą jak katolicy, zostali zmarginalizowani i generalnie są nieliczni wśród decydentów w sprawach o znaczeniu strategicznym i narodowym. Wszystko, co miało miejsce przed Wielkim Soborem (1962–1965), straciło jakiekolwiek znaczenie we współczesnym społeczeństwie za sprawą ostatnich papieży – z wyjątkiem papieża Benedykta – i zdecydowanej większości biskupów ostatnich 50 lat” – czytamy w tekście Sonniera.
„Kiedy ponadczasowe modlitwy, które przez 1 500 lat stanowiły sedno cywilizacji zachodniej, zostały stłumione, nieuchronnie kościoły opustoszały, a chrześcijaństwo powoli zeszło na dalszy plan i przestało być siłą moralną” – zauważył publicysta.
Według amerykańskiego oficera, przed Kościołem w obecnej sytuacji pozostały dwa wyjścia.
Pierwsze – „niebezpieczne dla całego świata” – to kontynuacja dotychczasowej krytyki niesprawiedliwych wojen i świecka, tracąca na znaczeniu retoryka oparta na „dialogu”, „dyplomacji” i [bezwarunkowym] „przebaczeniu”.
„Druga droga naprzód, a zarazem jedyny sposób wyjścia z tego bagna, to zniesienie przez papieża Leona XIII i biskupów absurdalnych ograniczeń dotyczących liturgii przedsoborowej oraz doktryny oraz sposobów myślenia z nią związanych” – wskazał autor The Remnant.
„Tradycyjny katolicyzm, który próbują wyrugować z Kościoła, zawiera w sobie właściwe i poważne rozumienie teorii wojny sprawiedliwej. Być może dobrze by było, gdyby papież i biskupi praktykowali dialog, dyplomację i przebaczenie, które głoszą, i uznali, że ci, którzy wciąż trzymają się tradycyjnych sposobów bycia katolikami, mogą mieć coś do zaoferowania” – zakończył ewidentnie nawiązując do bliskiej groźby schizmy w Kościele katolickim.
Źródło: The Remnant
RoM






