„To nie było naturalne”. Były szef ochrony Karola Nawrockiego o zatruciu w trakcie kampanii wyborczej

nawro kampania.jpg
Finisz kampanii prezydenckiej. Karol Nawrocki w Wysokiem Mazowieckiem, woj. podlaskie, 30.05.2025. Fot. Michał Kość / Forum

W trakcie kampanii wyborczej Karol Nawrocki osobiście zdecydował, że nie pojedzie do szpitala po nagłym pogorszeniu stanu zdrowia w Ząbkowicach Śląskich – poinformował w wywiadzie prasowym były szef jego ochrony. Ujawnił, że ówczesny pretendent do najważniejszego fotela w państwie podczas swych podróży po Polsce był śledzony za pomocą nieznanych samochodów i dronów.

Podpułkownik rezerwy Krzysztof Radziwon w rozmowie z „Rzeczpospolitą” ujawnił kulisy ubiegłorocznej prezydenckiej kampanii wyborczej. Mówił między innymi o szczegółach sytuacji, do której doszło przy w trakcie wizyty kandydata PiS na Śląsku. Pierwsze informacje na ten temat ujrzały światło dzienne w wydanym ostatnio książkowym wywiadzie-rzece z Karolem Nawrockim.

Najtrudniejszym momentem kampanii z punktu widzenia służb ochrony był 15 maja 2025 roku. Krótko po zakończeniu wystąpienia kandydat PiS wsiadł do busa, a jeden z obecnych tam funkcjonariuszy poinformował przełożonego, że „coś się dzieje z Karolem Nawrockim”.

Zróbmy to razem!

- Gdy dotarłem do pojazdu, ten już stał. Wbiegliśmy do niego – relacjonuje pułkownik Radziwon. – Byliśmy w pełni zabezpieczeni medycznie – oprócz indywidualnych apteczek każdego z nas mieliśmy dużą, kompaktową apteczkę do udzielania pierwszej pomocy.

- Co się wydarzyło? Nie jestem lekarzem, więc nie mogę tego oceniać. Sytuacja jednak była dynamiczna, jeżeli chodzi o reakcję organizmu kandydata. Na tyle poważna, żeby ją w jakikolwiek sposób zbagatelizować – ocenia dzisiaj.

Szef ochrony zastał obecnego prezydenta przytomnego i odpowiadającego na pytania. Chwilę wcześniej polityk doznał bezwładności, konwulsji, i nagłych wymiotów. Pomimo kilkukrotnych nalegań by udać się do szpitala na płukanie żołądka i specjalistyczną diagnozę, kategorycznie odmówił. Zdecydował też, by informacja o zdarzeniu nie wydostała się na zewnątrz.

- Wyraźne „nie” to jest wyraźne „nie”. Ja jedynie zarekomendowałem propozycję dalszego działania. SOR był niedaleko, mogliśmy to od razu szybko zrobić. Jeżeli zastałbym szefa nieprzytomnego – proszę mi uwierzyć – reakcja wyglądałaby inaczej. Odwieźlibyśmy go na SOR bardzo szybko, równolegle podejmując czynności ratunkowe. Ale skoro był świadomy i rozmawiał, to jest zupełnie inna sytuacja – wyjaśnia oficer.

Do priorytetów służb ochrony należało w tamtym momencie uratowanie życia, przywrócenie czynności życiowych, zapewnienie bezpieczeństwa – podkreśla.

Ówczesny szef ochrony Karola Nawrockiego opowiada też o niepokojących incydentach, do których doszło w trakcie przedwyborczej trasy.

- Po pierwsze: w miejscach, w których przebywał kandydat, były puszczane drony. Nie mówię o wiecach, bo tam to normalne – ale były one w momentach i miejscach, w których nie powinno ich być, w miejscach czasowego pobytu – opowiada pułkownik. – Po drugie: często widzieliśmy powtarzające się samochody, zaparkowane godzinami tam, gdzie przebywał kandydat. Oprócz zespołu ochronnego miałem też zespół zawodowców od kontrinwigilacji, więc potrafiliśmy to rozpoznawać. Po trzecie: byliśmy nagrywani jako zespoły ochronne – nasze szyki, sposób poruszania się, jak działamy. My to wszystko wychwyciliśmy, choć nie jestem w stanie wskazać, kto to robił – przyznaje.

Oceniając przebieg całej kampanii podsumowuje, że z jego perspektywy potencjalne zagrożenie istniało przez całe 7 miesięcy podróży po Polsce, otwartych spotkań z wyborcami.

- Proszę mi uwierzyć, ono tylko eskalowało. Mocno wzrosło, kiedy kandydat dostał się do drugiej tury wyborów. Rodzina Karola Nawrockiego była atakowana w internecie, wzmogła się nagonka medialna. Takie działanie mogło prowadzić do działań kinetycznych realizowanych przez osoby trzecie. Dlatego po pierwszej turze zwiększyłem liczbę członków ochrony osobistej, także dlatego, że w kampanii pojawiała się małżonka i dzieci kandydata – opisuje.

Oficer wspomina o swojej nerwowej reakcji gdy pierwszy raz w trakcie tournée ktoś z wyborców rzucił się Karolowi Nawrockiemu na szyję. Szef ochrony odbył też z podopiecznym rozmowy dotyczące zachowania w spontanicznych kontaktach z ludźmi – na przykład przestrzegał przed całowaniem nieznanych kobiet w ręce.

- Po każdym dniu prowadziłem odprawy – omawiałem, co poprawiamy, jak minął dzień, a przed rozpoczęciem czynności następnego dnia zawsze był instruktaż. Po wydarzeniu na Dolnym Śląsku wdrożyłem kolejne elementy. Kandydat na prezydenta zatrzymywał się zawsze w trakcie podróży na stacjach Orlenu. A za naszą kolumną jeździły samochody, które nas obserwowały – my to wszystko widzieliśmy. Widzieliśmy, jak się zmieniają, w którym momencie jeden samochód przejmuje obserwację nad nami od drugiego, bo byliśmy w rozpoznawaniu takich sytuacji wyszkoleni. Wprowadziłem proste zasady, jak chociażby taką, że na stacjach benzynowych szedłem pierwszy i kupowałem szefowi herbatę osobiście, aby nie musiał wychodzić z auta – mówi.

Podpułkownik Radziwon raczej wyklucza naturalne tło niedyspozycji kandydata na Śląsku, gdyż te „nie przybierają formy tak dynamicznej i tak intensywnej”.

- Dla mnie sprawa jest jasna: to nie było naturalne. To mogła być jakaś forma zatrucia, której nie byliśmy w stanie fizycznie zweryfikować. Nie jestem lekarzem – pytałem kilkukrotnie kandydata, czy boli go brzuch. Zaprzeczał, po prostu nastąpiła dynamiczna, szybka reakcja z wymiotami i utratą świadomości włącznie. To było ekstremalnie nienaturalne – podkreśla.

- Lista potencjalnych i całkiem realnych zagrożeń była długa. Wszystkie trzeba było bardzo poważnie brać pod uwagę, realizując działania ochronne – wskazuje.

Podpułkownik Radziwon służył w wojsku przez 28 lat, w tym 24 w siłach specjalnych. Odbył kilka tur w ramach polskiego kontyngentu w Afganistanie. W trakcie kampanii wyborczej wybrał do współpracy żołnierzy zaprawionych w trudnych sytuacjach bojowych. Obecnie wchodzi w skład Rady Bezpieczeństwa i Obronności przy Prezydencie RP.

Źródło: rp.pl

RoM

 

 

 

Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: