To prawda, że Ukraina potrzebuje nawrócenia. Banderyzm jest przecież satanizmem

Okładka „Gościa Niedzielnego” o nawróceniu Ukrainy wywołała wielkie oburzenie. Zupełnie niepotrzebnie; bo apel tygodnika jest całkowicie słuszny. Ukraina buduje się dziś wokół nie- a nawet antychrześcijańskiej ideologii i potrzebuje zejścia z tej błędnej drogi.
„Ukraina potrzebuje nawrócenia” – głosi okładka „Gościa Niedzielnego”. W środku kilka artykułów, które pokazują fundamentalny problem ideologiczny, czyli bezkrytyczne przyjmowanie ideologii banderowskiej.
Żadnego Polaka nie trzeba przekonywać, że banderyzm jest złem. Na początku lat 30. XX wieku bł. bp Grzegorz Chomyszyn stwierdził, że ukraiński nacjonalizm nabiera cech satanizmu (sic). To rozpoznanie potwierdziły późniejsze wydarzenia. Z niemiecką III Rzeszą współpracowało wiele środowisk w Europie, większość z politycznego wyrachowania. W przypadku banderowców było inaczej – współpraca była oparta na łączności ideologicznej oraz na afirmacji stosowanych metod. Ukraińscy nacjonaliści mordowali Polaków i Żydów tak samo, jak Niemcy – tyle, że bardziej prymitywnymi sposobami.
Apel „Gościa Niedzielnego” o nawrócenie Ukrainy spotkał się z niepotrzebną i głęboko nietrafioną krytyką. Na przykład Tomasz Terlikowski stwierdził, że Kościół katolicki w Polsce powinien mieć do Ukrainy taki mniej więcej stosunek, jak nasi biskupi do Niemców w latach 60., kiedy napisali słynny list. « Gdy biskupi polscy pisali do biskupów niemieckich, to nie mówili: „Niemcy muszą się nawrócić”, ale „przebaczamy i prosimy o przebaczenie”. I na tym właśnie polega zasadnicza różnica między tym, co przed latem zrobili wielcy duchowo liderzy polskiego Kościoła, a tym, co robi - posługując się głębokimi kategoriami duchowymi dla tanich celów politycznych - ksiądz Marek Gancarczyk» - stwierdził Terlikowski.
Taka argumentacja jest jednak zasadniczo błędna. Polscy biskupi napisali do niemieckich list w 1965 roku. Niemcy nie były wówczas nazistowskim państwem. Republika Federalna została po II wojnie światowej zbudowana wokół krytycznego odniesienia do czasów III Rzeszy. Oczywiście, Niemcy nie dokonały prawdziwego oczyszczenia i wielu zbrodniarzy nie zostało nigdy ukaranych. Niemniej jednak, państwo niemieckie uznało cały fenomen NSDAP za zbrodniczy i się od niego odcięło. Nikt nie stawiał pomników Reinhardowi Heydrichowi ani Heinrichowi Himmlerowi; nikt nie nazywał jednostek Bundeswehry imieniem Adolfa Hitlera.
Zbrodnie ukraińskich nacjonalistów nie miały tej skali, co zbrodnie nazistowskie. Nie czyni ich to jednak mniej złymi! Kultu banderowskiego nie da się usprawiedliwić, bo nigdy i w żadnych okolicznościach nie da się usprawiedliwić kultu zbrodniarzy. Ukraińcy twierdzą, że czczą w banderowcach ich walkę z Sowietami. To samo mogliby jednak powiedzieć dziś Niemcy, twierdząc obłudnie, że może i nazizm odpowiada za wymordowanie milionów Polaków czy Żydów, ale przecież Hitler próbował pokonać Związek Sowiecki, a to było „dobre”... Walka z Sowietami nie zakrywa innych zbrodni. Kto godzi się na takie zakrycie, ten staje się quasi-makiawelicznym cynikiem. To nie jest ani chrześcijaństwo, ani nawet Europa. To zwykłe barbarzyństwo.
Ks. Markowi Gancarczykowi zarzucono też, że wzywając do nawrócenia Ukrainy powiela rosyjską propagandę. Również ten argument nie ma sensu. Gdyby piętnowanie błędów Ukrainy było powielaniem rosyjskiej propagandy, to oznaczałoby, że nie należy nigdy niczego krytykować. Jakim prawem polskie władze krytykują mera Lwowa za to, że nie zapłacił polskiemu przedsiębiorcy za wykonaną pracę? Przecież oskarżenia Ukraińców o nieuczciwość w biznesie to rosyjska propaganda!... To absurd; takiego redukcjonistycznego argumentu nie wolno w ogóle używać w poważnej debacie.
Jest oczywiste, że Polska też potrzebuje nawrócenia. W naszym narodzie i w naszym państwie jest zło i grzechy. Kiedy wzywa się do nawrócenia Ukrainę, chodzi jednak o coś bardziej fundamentalnego, niż ludzkie błędy czy skomplikowana historia: chodzi o samą istotę rozumienia państwowości i wspólnoty narodowej. W kręgu kultury chrześcijańskiej i zachodniej nie wolno budować tej wspólnoty na czymś, co jest obiektywnie złe. Polsce i Polakom, jak każdemu, można wiele zarzucać – ale na pewno nie to, że mamy w swoim panteonie ludzi, którzy mordowali innych w imię kłamliwej antychrześcijańskiej ideologii.
Ciekawe, że tej perspektywy w ogóle nie uwzględnia apel kardynałów i biskupa o pojednanie. Wystosowali go kardynałowie Grzegorz Ryś, Konrad Krajewski, Kazimierz Nycz z polskiej strony - oraz w ramach reprezentowania Ukrainy, kardynał Mykoła Byczok oraz abp Światosław Szewczuk. W apelu słusznie mówi się o pojednaniu, ale musi dziwić symetryzm: „Jesteśmy świadomi, że nawrócenie zaczyna się od własnego serca. Papież wzywa każdą i każdego z nas - Polaków i Ukraińców - do osobistego nawrócenia, a nie do rozliczania innych. Tylko wtedy możemy wzywać drugiego do nawrócenia, jeśli sami w pokorze przyznajemy się do własnych win”. Wydaje się, jakby sygnatariusze nie uważali, by promocja banderyzmu była rzeczą po prostu obojętną...
Banderowcy nie byli Kozakami, którzy zabijali Polaków, by tak rzec, z powodu kulturowego nieokrzesania. Zabijali z nienawiści, a postawa nienawiści potrzebuje właśnie tego – nawrócenia. Dlatego apel o to, by Ukraińcy zaczęli patrzeć na samych siebie i relacje z innymi państwami w sposób bardziej chrześcijański, jest apelem po prostu słusznym.
Paweł Chmielewski






