Tsunami w PE? Grzegorz Braun w PCh24.tv mocno o "eurokołchozie" i brukselskich planach działania

Europejskie media straszą nadejściem Grzegorza Brauna do Brukseli. Piszą nawet o obawie przed zdejmowaniem unijnych flag czy wizerunków Spinellego. A jakie plany na pracę w Parlamencie Europejskim ma europoseł Braun i co sądzi i Unii Europejskiej?
- Po pierwsze, podyktujmy do protokołu, eurokołchoz musi być zniszczony. I lepiej byłoby dla nas, gdyby odbyło się to w procesie rozbiórki kontrolowanej, demontażu planowanego, bo inaczej i tak nam się on zawali na głowy. Taki jest problem z każdym sowietem, z każdym totalniackim systemem, że on nieuchronnie zmierza do bankructwa, do katastrofy. A kiedy ta katastrofa majaczy na nieodległym horyzoncie, to wszyscy totalniacy ratują się przed bankructwem idąc na wojnę. I eurokołchoz już tę wojnę prowadzi - powiedział Grzegorz Braun w rozmowie z Pawłem Chmielewskim na kanale PCh24.tv.
Poseł wskazał tu na angażowanie narodów europejskich "w wojnę Moskali z Ukraińcami", gdzie UE jest de facto stroną konfliktu. - Z drugiej strony eurokołchoz poszedł na wojnę z narodami Europy, z narodami państw, które do eurokołchozu zostały wciągnięte. Zielony ład, dyrektywa budynkowa, pakt migracyjny, to jest wojna hybrydowa z narodami Europy - dodał.
Grzegorz Braun pytany czy jako europoseł może zdziałać w tych zagadnieniach więcej dobrego dla naszego kraju, niż jako poseł na Sejm RP, przyznał, że na etapie formalności i wypełniania zeznania majątkowego w brukselskich dokumentach zapisał w nich, że jest polskim posłem do PE. - Nie chcę być eksponentem eurokołchozu na Polskę, ja raczej chciałbym pojmować moją misję jako misję polskiego posła do Mordoru. A jakie ta misja przyniesie owoce, jakie efekty przyniesie moja dyplomacja na rzecz mojego Narodu i Państwa, to sami Państwo ocenicie - podkreślił.
Ale czy warto w ogóle angażować się w pracę tego "demokratycznego" tworu? Europoseł zauważył, że UE i jej instytucje są nie tylko złą, czy wadliwą organizacją, ale jest to organizacja wroga Polsce.
- Cały eurokołchoz jest organizacją z jednej strony prowadzącą wojnę hybrydową, której cele są jasno zdefiniowane. Altiero Spinelli wytyczył te cele, a eurokołchoz Spinellego włącza do panteonu swoich wielkich ojców założycieli z piekła rodem. Jeden cel: zniknięcie własności prywatnej - my wiemy, że w praktyce oznacza to, że własność ma być zarezerwowana dla starszych i mądrzejszych, dla wybranych, dla nadludzi w eurokołchozie i w ogóle w całym zglobalizowanym nowym wspaniałym świecie - a drugi cel. na drodze do tego pierwszego: zniesienie, likwidacja, zniszczenie narodów europejskich, które mają roztopić się w jakiejś jednej szarej (dosłownie i w przenośni) masie. Ma zniknąć każdy charakterystyczny kontur, który rysował niegdyś cywilizację łacińską na kontynencie europejskim (nie tylko na nim, ale tutaj jest matecznik, źródła tej cywilizacji i jak się zdawało najtrwalsze fundamenty). Więc... Ja w żadnym wypadku nie przechodzę do obozu wroga - podkreślił.
Pytany czy jednak taka "kolaboracja" z systemem nie jest niebezpieczna i legitymizująca tegoż wroga, europoseł przytaknął, wskazując, że wyjście z pustelni i działanie w świecie niesie za sobą ryzyko. Te sprawy światowe nas jednak i dotyczą, i wciągają.
- Nawet tocząc walkę z eurokomuną w jakiś sposób przydaje się jej znaczenia, a więc czy się jej nie legitymizuje Odpowiedź jest prosta: nie oddajemy walkowerem. Takie jest moje założenie. Mój udział w życiu politycznym, w grze demokratycznej tu w Warszawie, opodal przy Wiejskiej i tam w Brukseli, w gmachu na frontonie którego imię i nazwisko Altiero Spinelli jest wypisane dużymi literami - to jest polityka nie oddawania walkowerem. To jest polityka "nieabdykacji". To jest polityka, która nie uznaje zasady, że im gorzej, tym lepiej - dodał poseł.
Więcej w rozmowie z Grzegorzem Braunem - zobacz cały program na PCh24.TV:






