Ukraina w Unii Europejskiej? Polacy zmieniają zdanie

Zdecydowana większość Polaków opowiada się przeciwko wejściu Ukrainy do Unii Europejskiej. Tak wynika z najnowszego sondażu IBRIS na zlecienie Radia Zet. To zdecydowana zmiana w porównaniu z wcześniejszymi badaniami opinii publicznej.
Za wejściem Kijowa do UE jest zaledwie 35,3 proc. ankietowanych. Aż 59,7 proc. jest temu przeciwna, a 5 proc. nie ma zdania w tej sprawie.
Uczestnikom badania, którego wyniki opublikowano w czwartek zadano pytanie „czy Pana/Pani zdaniem Ukraina powinna wejść do Unii Europejskiej?”. 8,4 proc. badanych odpowiedziało, że Ukraina „zdecydowanie” powinna dołączyć do UE, a 26,9 proc. było zdania, że „raczej tak”.
Według 32,3 proc. respondentów, Ukraina „zdecydowanie nie” powinna wejść do Unii. 27,4 proc. badanych oceniło, że „raczej nie” powinna. 5 proc. uczestników sondażu nie miało zdania w tej kwestii.
To zdecydowana zmiana w porównaniu z badaniami CBOS przeprowadzanymi jeszcze w lutym. Wówczas 68,9 proc. Polaków, chciało, by Ukraina stała się częścią Unii Europejskiej, jednak pod warunkiem przeprowadzenia odpowiednich reform. Tylko niewielka część (10 proc.) nie widziało takiej potrzeby w procesie akcesyjnym.
Zdecydowanie przeciwko obecości Ukrainy w UE opowiadała się wówczas zaledwie jedna piąta Polaków. Tymczasem dzisiaj jest to już jedna trzecia społeczeństwa. Tak wyraźna zmiana na przestrzeni kilku miesięcy może wynikać z kryzysu w relacjach polsko-ukraińskich, zapoczątkowanego decyzją Zełenskiego o restauracji pamięci o zbrodniczych formacjach UPA.
W odpowiedzi na skandal, oraz w obliczu dyplomatycznej bierności strony ukraińskiej, prezydent Karol Nawrocki zdecydował o odebraniu ukraińskiemu przywódcy Orderu Orła Białego. Wielu polityków z otoczenia Zełenskiego również zaczęło odsyłać polskie odznaczenia państwowe, a sam prezydent Ukrainy nie przyjechał do Gdańska na współorganizowaną przez siebie konferencję poświęconą tematowi odbudowy kraju po wojnie.
Ostatnie kryzysy jedynie zwiększają obawy związane z przyjęciem Ukrainy w szeregi UE. Polacy sprzeciwiają się dopuszczeniu do wspólnego rynku państwa rywalizującego z nami na wielu polach, np. w sektorze transportu czy rolnictwa. Przykładowo, za wschodnią granicą funkcjonują od lat tanie i wielkopowierzchniowe gospodarstwa rolne, często z kapitałem zagranicznym, które w przypadku wejścia do UE będą stanowić zabójczą konkurencję dla naszych rolników.
Jako kraj o niższym poziomie rozwoju, Ukraina stałaby się również głównym beneficjentem funduszy unijnych, co oznaczałoby, że Polska przestałaby być krajem otrzymującym największe wsparcie, stając się płatnikiem netto. Rosną również obawy związane z zalewaniem polskiego rynku ukraińskimi towarami, które nie muszą spełniać restrykcyjnych norm unijnych, oraz jednostronne decyzje Kijowa uderzające w polski przemysł (np. zakazy eksportu złomu).
Ponadto strona polska od wielu lat akcentuje, że integracja europejska nie powinna nastąpić bez pełnego rozliczenia zbrodni wołyńskiej i otwarcia drogi do godnego pochówku ofiar. Problem stanowi również coraz powszechniejsza gloryfikacja zbrodniczych formacji OUN-UPA z okresu II wojny światowej. Publicyści słusznie przekonują, że w Unii Europejskiej nie ma miejsca dla Bandery, Konowalca czy Szuchewycza, tak samo jak nie ma go dla Hitlera, Mussoliniego, ks. Tiso czy Ustaszy.
PAP / własne PCh24.pl
oprac. PR






