Wiceszef parlamentu Saksonii-Anhalt z AfD: Urodziny Putina, kubek z Armią Rosji i podróż w towarzystwie masażystki

Wiceszefem Landtagu w Saksonii-Anhalcie został Hans-Thomas Tillschneider. To polityk, który jeszcze niedawno był dla Alternatywy dla Niemiec wizerunkowym obciążeniem ze względu na swoje relacje z Rosją. Dziś obraca to wszystko w żart, ale czy w istocie jest z czego się śmiać?
O Tillschneiderze zrobiło się głośno w 2023 roku. „Der Spiegel” poinformował, że pojechał na „prywatną” wycieczkę do Rosji razem ze swoim partyjnymi kolegami, Christianem Blexem z AfD w Nadrenii Północnej-Westfalii oraz z Danielem Waldem z Saksonii-Anhaltu, czyli landu Tillschneidera. Kontakty między AfD a Rosją nie są niczym nowym, więc być może nigdy nie zwróciłby na to większej uwagi, gdyby nie szczególny fakt. Panowie nie pojechali tam sami; towarzyszyły im dwie kobiety, które mieszkają w Niemczech, Swetlana R. oraz Natalie V. Oficjalnie zostały zatrudnione w roli tłumaczek. Pani Swetlana na co dzień pracuje w warsztacie samochodowym (sic), a pani Natalia… cóż, prowadzi salon masażu „tantrycznego”, oferując, jak pisał dziennik, usługi seksualne. W rozmowie ze „Spieglem” tantrystka Natalia V. stwierdziła, że mówi biegle po rosyjsku oraz lubi angażować się w politykę po stronie AfD.
Za wycieczkę zapłaciła grupa parlamentarna AfD w Saksonii-Anhalcie, zarówno trzem politykom jak i „tłumaczkom”. Kierownictwo Alternatywy dla Niemiec zdiagnozowało tę podróż jako wizerunkowy problem; Alexander Blex został wykluczony z frakcji parlamentarnej w Nadrenii Północnej-Westfalii. Daniel Wald oraz Hans-Thomas Tillschneider powrócili jednak z Rosji z tarczą, a ten drugi zrobił nawet znakomitą karierę, osiągając teraz prominenty urząd w Landtagu Saksonii-Anhaltu.
Ta szczególna podróż do Rosji to nie wszystkie tropy, które wiążą Tillschneidera z Rosją. W 2025 roku polityk udał się do ambasady Federacji Rosyjskiej, gdzie razem z dwoma innymi politykami AfD wziął udział w uroczystości ku czci Władimira Putina świętującego urodziny.
Niedawno media pokazały, że w biurze Tillschneidera znajduje się też specyficzny kubek – z czerwoną gwiazdą i rosyjskim podpisem „Armia Rosji”. Polityk przekonywał, że ten kubek „nic dla niego nie znaczy” i jest po prostu prezentem, który dostał i bezrefleksyjnie postawił w biurze. Można się zastanawiać, czy to taki obyczaj – stawianie kubków z symbolem armii toczącej obecnie wojnie, zwłaszcza w kontekście poprzednich wyczynów Tillschneidera?
Oczywiście całą tę historię można spuentować krótko: miłość do Rosji to w niemieckiej polityce norma, a nie wyjątek. Być może zatem takie postaci jak Tillschneider to po prostu kontynuacja, a nie zerwanie tradycji głównego nurtu polityki RFN.
Pach






