„Wieczna wojna” Trumpa z Iranem? Ekspert ostrzega przed konfliktem, którego nikt nie zdoła zatrzymać

Czy Iran pogrąży się w wiecznej wojnie? Takie pytanie stawia ekspert Council on Foreign Relations, Ray Takeyh. Politolog irańskiego pochodzenia ostrzega przed kontynuowaniem konfliktu, „którego końca może nie dać się kontrolować”.
Specjalista od Bliskiego Wschodu, autor licznych publikacji, m.in. o upadku dynastii Pahlawich w Iranie, przedstawia swoje argumenty w artykule „Will Iran Turn Into a Forever War?” („Czy Iran pogrąży się w wiecznej wojnie?”), opublikowanym 31 lipca na stronie CFR.
Takeyh zwraca uwagę, że amerykańscy politycy i wojskowi od lat stosują wobec państw średniej wielkości, takich jak Kuba czy Iran, strategię stopniowej eskalacji. Jej celem jest uniknięcie wojny totalnej, przy jednoczesnym systematycznym podnoszeniu kosztów „ciągłego nieposłuszeństwa”.
Taka strategia tylko z pozoru wydaje się rozsądna. W praktyce nie przynosi oczekiwanych efektów, o czym świadczą zarówno doświadczenia wojny w Wietnamie, jak i wieloletnia polityka USA wobec Iranu. Zdaniem Takeyha Amerykanie nie wyciągają wniosków z własnych błędów, co prowadzi do przedłużających się konfliktów i pogłębia kryzysy humanitarne.
Jak przypomina Takeyh, koncepcję stopniowej eskalacji stworzył w latach 60. XX wieku ówczesny sekretarz obrony Robert McNamara wraz z zespołem doradców, których autor ironicznie nazywa „tzw. dziećmi geniuszami w Pentagonie – często z doktoratami i imponującymi kwalifikacjami, ale bez zdrowego rozsądku”.
Strategię tę testowano podczas wojny w Wietnamie. Zakładano, że rosnąca presja militarna i coraz wyższe koszty wojny zmuszą Wietnam Północny do negocjacji na warunkach dyktowanych przez Waszyngton, a nie Hanoi.
„Problem z takim podejściem – pisze ekspert – polega na tym, że pomija ono zdolność przeciwnika do znoszenia kar i dostosowywania się do zmieniających się okoliczności. Kampanie bombardowań wzmacniają wolę przywódców i często mobilizują społeczeństwo do stawiania oporu. Przeciwnik odpowiada własną eskalacją, co uruchamia mechanizm stopniowo pogłębiający konflikt”.
W Wietnamie strategia ta zakończyła się fiaskiem. Jak zauważa autor, Amerykanie „zrzucili więcej bomb niż we wszystkich poprzednich wojnach razem wziętych”, powodując „oszałamiającą liczbę ofiar wynoszącą około trzech milionów zabitych Wietnamczyków”.
Odnosząc się do obecnej eskalacji konfliktu z Iranem, Takeyh zauważa, że nadal nie wiadomo, co skłoniło prezydenta Donalda Trumpa do rozpoczęcia obecnej eskalacji konfliktu z Iranem w lutym br.
„Wyjaśnienia administracji ulegały zmianie, a cele stale się zmieniały. Wydaje się, że dwa wydarzenia w styczniu przekonały prezydenta, iż może odnieść łatwe zwycięstwo na Bliskim Wschodzie” – pisze autor.
Pierwszym miała być udana operacja obalenia władzy Nicolása Maduro w Wenezueli, drugim – protesty w Iranie, które zachwiały fundamentami tamtejszego reżimu. Była to jednak – zdaniem Takeyha – błędna ocena sytuacji. „Republika Islamska okazała się wystarczająco brutalna, by przywrócić porządek, a ponadto jest znacznie głębiej zakorzeniona w społeczeństwie niż latynoamerykańska kleptokracja”.
W efekcie system teokratyczny nie tylko przetrwał, ale – jak twierdzi autor – „zmiażdżył sojuszników Ameryki” w Zatoce Perskiej i zakłócił żeglugę na newralgicznych szlakach morskich.
Takeyh podkreśla, że dziś „pytanie nie brzmi, kto może zadać większy ból, lecz kto jest gotów znieść więcej”. Według niego władze w Teheranie mają większą determinację, zdolność i motywację do ponoszenia kosztów wojny niż „odległe imperium prowadzące wojnę z wyboru”.
Tymczasem prezydent Trump zapowiedział dalszą eskalację konfliktu. Jak napisał, „za każdym razem, gdy Islamska Republika Iranu ostrzela statek w Cieśninie Ormuz, czy to pociskiem rakietowym, dronem, czy jakimkolwiek innym urządzeniem lub bronią, Stany Zjednoczone zbombardują i zniszczą jeden most lub elektrownię, także położone w pobliżu stolicy lub w samym Teheranie”.
Ekspert przewiduje, że Irańczycy, którzy już dziś zmagają się z przerwami w dostawach prądu, niedoborami żywności, wysoką inflacją i bezrobociem, odpowiedzą kolejnymi atakami na amerykańskie instalacje wojskowe w regionie. To z kolei będzie napędzać dalszą eskalację. Granica między celami wojskowymi i cywilnymi zacznie się zacierać, a kryzys humanitarny będzie się pogłębiał.
Dlatego Takeyh apeluje, by Waszyngton zwrócił się do ONZ o utworzenie wielonarodowych sił, których zadaniem byłoby zapewnienie bezpieczeństwa żeglugi przez Cieśninę Ormuz.
Jednocześnie ostro krytykuje Stany Zjednoczone za – jak pisze – „nierozsądne rozpoczęcie wojny, bez dostatecznego namysłu i przewidywania” jej długofalowych skutków.
Źródło: cfr.org
AS






