Wracasz z urlopu, a nielegalni lokatorzy wyrzucają cię na bruk. Tak wygląda rzeczywistość w Barcelonie

Problem nielegalnego przejmowania nieruchomości przez imigrantów, squatersów czy bezdomnych, jest stale obecny w hiszpańskiej debacie publicznej. Temat tzw. ocupas przybliża na łamach Interii Polka mieszkająca na co dzień w stolicy Katalonii.
„Wyjeżdżasz na wakacje. Wracasz po dwóch tygodniach i okazuje się, że nie możesz wejść do swojego mieszkania. Drzwi są zamknięte, klucz nie pasuje. Słyszysz, że ktoś jest w środku. Dzwonisz po policję, dowiadujesz się, że podczas twojej nieobecności jakiś nieznajomy zajął mieszkanie i nie da się go tak po prostu usunąć. Ostatecznie to ty zostajesz bezdomnym” - pisze na łamach Interii Karolina Wachowicz.
Autorka przekonuje, że podobne sytuacje to codzienność Hiszpanów, którzy w walce z kuriozalnymi przepisami muszą sięgać po nadzwyczajne środki ostrożności. Niemal każdy właściciel mieszkania inwestuje w usługi ochroniarskie, które przybywają na miejsce zanim intruzi wedrą się do mieszkania bądź domu. Tylko bowiem w sytuacjach przyłapania „na gorącym uczynku” policja może podjąć natychmiastową interwencję. W przypadku zgłoszenia po czasie, np. wracając po dwutygodniowym urlopie, sprawa trafia do sądu i może ciągnąć się latami.
Wachowicz podkreśla, że rocznie urzędy odnotowują od 15 do 16 tysięcy zgłoszeń nielegalnego zajęcia nieruchomości. Ocupas działają z pełną premedytacją, poszukują lokali tymczasowo opuszczonych (np. wakacyjnych willi) a po zajęciu nieruchomości wymieniają zamki. Wiedzą bowiem, że czas działa na ich korzyść.
Nic dziwnego, że w Hiszpanii masowo powstają firmy specjalizujące się w odzyskiwaniu mieszkań. Część właścicieli decyduje się również na rozwiązania na granicy prawa, wynajmując do usunięcia intruzów grupy przestępcze. Około 18-19 proc. wszystkich mieszkańców Katalonii posiada przynajmniej jeszcze jeden paszport oprócz hiszpańskiego. Odsetek nielegalnych przybyszów wynosi w regionie około 2 proc., co w bezpośrednich liczbach daje wynik 160 - 170 tys. osób.
Źródło: interia.pl
PR







