Wstrząsające wyznanie postępowego jezuity: „Dlaczego nienawidzę starej Mszy łacińskiej”

Ojciec Thomas Reese SJ opublikował 25 sierpnia artykuł zatytułowany „Dlaczego nienawidzę starej Mszy łacińskiej: wyznanie”, w którym powołał się w m.in. na rzekome posłuszeństwo nauczaniu Kościoła. Cóż za ironia! W końcu to ten sam kapłan, który wbrew nauczaniu Kościoła wyrażał poparcie dla homoseksualnych duchownych, żonatych księży oraz „diakonis”.
- Msza św. tradycyjna jest jak zombie – stwierdził jezuita. - Kiedy w 1964 roku przeszliśmy z łaciny na angielski, myśleliśmy, że umarła, ale wciąż powraca. Sądziliśmy, że zaniknie albo że ludzie będą zadowoleni z uczestniczenia w łacińskiej wersji nowej liturgii. Tak się nie stało – dodał.
Kapłan podkreślił, że nie żywi nienawiści wobec osób chodzących na „starą” Mszę, a jedynie wobec „ideologów, którzy twierdzą, że nowa Msza jest bluźnierstwem i którzy odrzucają nauczanie Soboru Watykańskiego II w takich kwestiach jak ekumenizm, sprawiedliwość społeczna i rola świeckich w Kościele”.
Wspomina, że kochał tradycyjną Mszę św. gdy był w szkole oraz na początku swojej formacji seminaryjnej. Potem jednak nastąpiły zmiany liturgiczne i wprowadzono ryt Novus Ordo, który on i jego koledzy z seminarium zaakceptowali „bez zadawania pytań”, co jego zdaniem było częścią „tradycyjnego nowicjatu jezuickiego, który kładł nacisk na posłuszeństwo”.
- To kolejny powód, dla którego mam problemy z tak zwanymi konserwatystami. Jeśli chcą być tradycjonalistami, powinni być posłuszni soborowi i papieżom, którzy promowali liturgię w językach narodowych. Posłuszeństwo było najważniejszą cnotą w dawnym Kościele – stwierdził jezuita.
Wybiórcze posłuszeństwo
Ironią jest fakt, że o. Reese powołuje się na posłuszeństwo Kościołowi, podczas gdy on sam wbrew nauczaniu Kościoła (!) wyrażał poparcie dla homoseksualnych duchownych, żonatych księży oraz „diakonis”.
Poza tym, choć posłuszeństwo jest niezwykle ważną cnotą, to wbrew temu, co twierdzi cytowany jezuita, nie jest ona najważniejsza. Jak potwierdzał św. Tomasz z Akwinu, za najważniejszą cnotę zawsze uważano miłość, której o. Reese w swoim artykule wyraźnie nie okazuje.
Czytania biblijne
Duchowny wyjaśnił dalej, że choć początkowo zaakceptował „nową” Mszę z posłuszeństwa, to z czasem ją pokochał. Przyznał, że bardzo podobają mu się nowe Modlitwy Eucharystyczne, jednak wywołuje w nim gniew gdy kapłan zbyt szybko wypowiada ich słowa.
Docenił również czytania w języku narodowym oraz ich „znacznie większą różnorodność” niż w rycie tradycyjnym. - Miałem już dość słuchania przypowieści o pannach roztropnych i nierozsądnych, którą w starej liturgii mogliśmy słyszeć kilka razy w tygodniu w święta dziewic – wyznał.
Kapłan nie wspomniał jednocześnie, że jeszcze przed reformami liturgicznymi lat 60. istniała wieloletnia tradycja odczytywania w niedziele czytań liturgicznych zarówno po łacinie, jak i w języku narodowym.
Rozwój organiczny kontra rewolucja liturgiczna
Następnie, powołując się na dzieło Josepha Jungmanna Mass of the Roman Rite („Msza obrządku rzymskiego”), stwierdził, że skoro „Msza nieustannie zmieniała się na przestrzeni historii”, to i wprowadzenie Novus Ordo było zgodne z prawem.
Choć reforma liturgiczna była zgodna z prawem, to duchowny pominął tutaj bardzo ważny szczegół. Jak zauważa liturgista dr Peter Kwasniewski, zmiany w liturgii na przestrzeni dziejów, były organiczne – tak jak organizm rozwija się i dojrzewa. Tymczasem w trakcie reform liturgicznych lat 60. usunięto wiele elementów Mszy Świętej, dodając elementy oderwane od jej pierwotnej struktury, niczym „proteza”.
Msza Święta jako Ofiara Krzyżowa
W kolejnej części artykułu ojciec Reese odniósł się do ofiarniczego charakteru Mszy Świętej. - Przed Soborem Watykańskim II postrzegałem Mszę jako uobecnienie ofiary Jezusa. Naszą rolą było przyjąć odkupienie, które pochodzi z tej ofiary, i zjednoczyć nasze życie z Jego ofiarą – stwierdził.
Tu akurat jezuita miał rację. Jednak zaraz potem dodał: - Nadal w to wierzę, ale moje rozumienie zostało wzbogacone dzięki dostrzeżeniu korzeni Modlitwy Eucharystycznej w żydowskiej modlitwie paschalnej.
Duchowny określił również Mszę Świętą mianem „Eucharystii”, co jest sformułowaniem nieprecyzyjnym. Choć Liturgia Eucharystyczna stanowi centrum Mszy Świętej, a samo słowo „Eucharystia” oznacza dziękczynienie, żadne z tych określeń nie oddaje w pełni tego, czym jest Msza Święta – przede wszystkim bezkrwawym uobecnieniem jedynej Ofiary Chrystusa złożonej na Kalwarii, w której Kościół uczestniczy i którą składa Ojcu.
Zbyt dużo uwagi biskupów?
O. Reese wyznał, że jest „zazdrosny” o „ogromną uwagę”, którą biskupi i media poświęcają kwestii tradycyjnej Mszy Świętej, podczas gdy osoby domagające się „dalszych reform” Mszy są, jego zdaniem, „ignorowane”. Nie wspomniał jednak, że wzrost zainteresowania tradycyjną Mszą Świętą w ostatnich latach jest w dużej mierze związany właśnie z ograniczeniami nałożonymi na nią przez papieża Franciszka w motu proprio Traditionis Custodes z 2021 roku.
Tłumaczenie tekstów Mszy Świętej
Jako przykład „dalszych reform”, jezuita wyraził pragnienie „lepszego angielskiego tłumaczenia Mszy”. Jego zdaniem, „zezwolenie księżom na używanie tłumaczenia z 1998 roku w niektórych częściach [Mszy] nie byłoby zakłóceniem”.
Tutaj ponownie konieczne jest wyjaśnienie. Obecnie tłumaczenie Mszału na język angielski z 1998 r. nie jest już używane przede wszystkim ze względu na błędne tłumaczenie słów konsekracji. Podczas gdy łaciński oryginał zawiera słowa Chrystusa, tak jak On je wypowiedział: „która za Was i za wielu będzie wylana” („pro multis”), to we wspomnianej anglojęzycznej wersji przetłumaczono te słowa jako: „która za Was i za wszystkich będzie wylana” („for all”).
Tłumaczenie „za wszystkich” odrzucił ówczesny kardynał Joseph Ratzinger, co nie podoba się ojcu Reese. - Do dziś irytuje mnie fakt, że rodowity Niemiec mógł decydować o tym, jak anglojęzyczni wierni mają modlić się we własnym języku – wyznał.
Źródło: lifesitenews.com, religionnews.com
AF








