Wybory w Wielkiej Brytanii: test dla Starmera i polityczne przetasowania

Keir Starmer.jpg
Keir Starmer, fot. Kirsty O'Connor / No 10 Downing Street, OGL 3

7 maja odbywają się wybory parlamentarne w Walii i Szkocji. Jednocześnie w Anglii mieszkańcy obsadzają około 5 tys. mandatów w 136 radach lokalnych. To największa seria głosowań na Wyspach od wyborów powszechnych w 2024 roku.

Lokale wyborcze zostaną zamknięte o godz. 22:00 czasu miejscowego. Oprócz przedstawicieli do parlamentów Brytyjczycy wybiorą także burmistrzów w Watford oraz w pięciu londyńskich dzielnicach: Croydon, Hackney, Lewisham, Newham i Tower Hamlets.

W Szkocji o reelekcję ubiega się wszystkich 129 członków Parlamentu Szkockiego, czyli Holyrood: 73 deputowanych z okręgów jednomandatowych oraz 56 posłów regionalnych – po siedmiu z każdego regionu.

Zróbmy to razem!

W Walii wyborcy wyłonią nowy rząd oraz skład parlamentu, czyli Seneddu. To największa reforma tej instytucji od czasu przekazania Walii części kompetencji w 1999 roku. Liczba członków Seneddu ma wzrosnąć z 60 do 96 przedstawicieli, wybieranych w 16 nowo utworzonych okręgach. Warto podkreślić, że w wyborach do Parlamentu Szkockiego nie jest wymagane okazywanie dokumentu tożsamości, w przeciwieństwie do Anglii.

Tymczasem w Irlandii Północnej wybory do rad lokalnych i zgromadzeń odbędą się dopiero w maju przyszłego roku.

Według komentatorów największe szanse na sukces mają kandydaci partii Reform UK oraz Zielonych. Część wyborców jest rozczarowana rządami Partii Pracy, podobnie jak wcześniej krytycznie oceniała rządy konserwatystów.

W kampanii dominowały kwestie rosnących kosztów życia, migracji, funkcjonowania policji oraz systemu opieki społecznej. W Szkocji jednym z kluczowych tematów pozostaje natomiast kwestia niepodległości.

Wyniki wyborów będą także testem przywództwa premiera Keira Starmera, którego notowania w ostatnich miesiącach wyraźnie spadły. Objął on władzę dwa lata temu, kończąc 14-letni okres chaotycznych rządów konserwatystów. Jego rząd znalazł się m.in. w centrum kontrowersji związanych z nominacją, a następnie odwołaniem ambasadora w USA Petera Mandelsona, powiązanego w przeszłości z Jeffreyem Epsteinem.

Premierowi nie udało się dotąd wyraźnie pobudzić gospodarki, wbrew zapowiedziom składanym w kampanii wyborczej. Brytyjczycy nadal mierzą się z wysokimi kosztami energii i szeroko odczuwalnym kryzysem kosztów utrzymania. Tymczasem sam Starmer przedstawia wybory jako wybór między „jednością a podziałem” oraz „postępem a polityką gniewu”.

Sondaże wskazują, że Partia Pracy może utracić kontrolę nad zdecentralizowanym rządem walijskim w Cardiff – po raz pierwszy od 27 lat, czyli od momentu powstania tamtejszego parlamentu. Duże szanse na zwycięstwo ma tam Partia Reform. Laburzyści obawiają się także słabszego wyniku w Szkocji oraz strat w Londynie, gdzie rosnącym poparciem cieszą się Zieloni, przyciągający część elektoratu lewicowego.

Analityk Robert Hayward szacuje, że rządząca partia może w skali całej Wielkiej Brytanii stracić około 1850 z 2550 mandatów w samorządach lokalnych. Z kolei ugrupowanie Nigela Farage’a może przejąć nawet 1550 miejsc od Partii Pracy i konserwatystów kierowanych przez Kemi Badenoch.

Jak podaje „The Independent”, powołując się na Farage’a, lider Partii Pracy może ustąpić ze stanowiska już w połowie lata. Z kolei Badenoch ocenia, że Wielka Brytania przestała być systemem dwupartyjnym i stała się sceną wielopartyjną.

Źródło: aa.com.tr, france24.com, independet.co.uk

AS

Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: