Zastępowanie węgla fotowoltaiką to przepis na katastrofę. Prezes Polskich Sieci Elektroenergetycznych ostrzega rząd

"Pytam nowych prezesów koncernów energetycznych — jeśli pozbędą się tych wszystkich elektrowni węglowych i lokalizacji, to gdzie wybudują nową moc dyspozycyjną? A jeśli nie chcą budować mocy dyspozycyjnych, to co będą budować? Fotowoltaikę?" - zastanawia się Grzegorz Onichimowski, prezes Polskich Sieci Elektroenergetycznych w rozmowie z Business Insider.
Jak przekonuje Onichimowski, już teraz mamy dni, gdy z powodu nadmiaru produkcji energii z OZE redukujemy pracę zielonych instalacji, a ceny energii na giełdzie są ujemne. "W takim tempie już za dwa lata przez 10 proc. czasu będziemy mieć do czynienia z ujemnymi cenami, a to oznacza, że dalszy rozwój wyłącznie fotowoltaiki to niekoniecznie dobry kierunek" - zauważa.
Prezes PSE przekonuje w pierwszej kolejności do magazynowania energii w ciepłownictwie, zamiast w prądzie. "Jeśli mówimy o budowie gigawatów mocy w bateriach litowo-jonowych, to najpierw pomyślmy o gigawatach w ciepłownictwie. Przecież mamy 700 sieci ciepłowniczych, które można wykorzystać do magazynowania energii. Ja rozumiem, że część jest przestarzała, ale nawet połowa z nich miałaby ogromny potencjał" - podkreśla.
Zdaniem eksperta, należy również przemyśleć rozwiązanie w postaci mrożenia cen energii. Prezes PSE przekonuje, że to indywidualni klienci powinni mieć wpływ na to, w jaki sposób odpowiadają na zawirowania na rynku. Przykładowo, korzystać z prądu w godzinach nadmiarowej produkcji.
"To może być np. dodatkowe gniazdko w domu, z którego w godzinach szczytu generacji z PV płynąć będzie darmowa energia. Wtedy możemy np. zrobić pranie i skorzystać z energii, gdy jej ceny są ujemne. Jeśli wtedy wypierzemy, to nie zrobimy tego w godzinach wieczornych, gdy mocy w systemie często brakuje, a cena jest wyższa" - przekonuje.
Również w takich godzinach należałoby uruchamiać urządzenia o większej mocy. "W przypadku pompy ciepła czy ładowarki samochodów elektrycznych — ich uruchomienie w godzinach nadmiaru generacji pomogłoby systemowi" - dodaje.
Powyższe rozwiązania miałyby nas przygotować do nadejścia tzw. luki wytwórczej. W najlepszym, optymistycznym przypadku, uda się zbilansować niedobory w taki sposób, że indywidualni odbiorcy nie odczują jej skutków. Scenariusz pośredni, zdaniem prezesa PSE, zakłada czasowe problemy ze zbilansowaniem systemu. "Trzeci, najgorszy scenariusz jest taki, że jednak w Europie nie uda się budowa regionalnego bezpieczeństwa energetycznego i każdy kraj będzie musiał liczyć tylko na siebie" - alarmuje Onichimowski. Wtedy wrócą ograniczenia poboru mocy, które w pierwszej kolejności dotkną odbiorców przemysłowych.
Nadchodząceh luki wytwórczej, prognozowanej przez PSE nie będzie w stanie zniwelować nawet elektrownia jądrowa. Co więcej, planowany na lata 30. XXI wieku rozwój elektryfikacji systemu energetycznego, połączony z rozbudową technologii informacyjnych (sztucznej intelignecji, centrów danych) wytworzy taki poppyt na energię elektryczną, że w ocenie Onichimowskiego "trzeba byłoby wybudować jeszcze kilka elektrowni jądrowych, by zaspokoić popyt".
"Z naszego punktu widzenia atom nie jest panaceum na wszystkie problemy systemu, bo nowej generacji potrzebujemy już teraz, a nie za dziesięć czy kilkanaście lat" - przekonuje.
Źródło: businessinsider.pl
PR








