Zełenski ucisza świadków? Asystenci zdymisjonowanego za korupcję doradcy prezydenta zwolnieni

Po odwołaniu Andrija Jermaka ze stanowiska szefa Biura Prezydenta Ukrainy, zwolnieni zostali również jego asystenci i doradcy - poinformowała w poniedziałek agencja Ukrinform. Serhij Leszczenko, Mychajło Podolak i Ołeksandr Bewz zostali przeniesieni na inne stanowiska w Biurze Prezydenta - powiadomiły agencję źródła w kancelarii głowy państwa.
„Tak właśnie jest – kiedy zwalnia się szefa Biura (Prezydenta), jego asystenci i doradcy, jego gabinet, również zostają zwolnieni” – przekazał informator Ukrinformu. W Biurze Prezydenta wyjaśniono, że „Leszczenkę, Podolaka i Bewza, który uczestniczy w procesie negocjacji (pokojowych z USA i państwami Europy - PAP), przeniesiono na inne stanowiska”.
Na początku grudnia prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski poprosił o podanie się do dymisji swojego najbliższego współpracownika Andrija Jermaka. Były szef biura prezydenta został objęty dochodzeniem Narodowego Biura Antykorupcyjnego Ukrainy (NABU) w związku ze śledztwem w sprawie korupcji pod kryptonimem „Midas”. Afera, ujawniona przez NABU i SAP (Specjalną Prokuraturę Antykorupcyjną), wybuchła na początku listopada, a w aktach śledztwa Jermak figuruje pod pseudonimem Ali Baba. Jermak był wieloletnim przyjacielem i jednym z najbliższych współpracowników Zełenskiego, jeszcze z czasów jego kariery w show-biznesie.
Kolejnym głównym podejrzanym w procederze korupcyjnym jest Timur Mindyk, były menadżer Zełenskiego i dyrektor artystyczny telewizyjnego programu Studio Kwartał 95, za sprawą którego Zełenski zdobył ogólnokrajową popularność.
Portal Ukrainska Prawda pisał, że Jermak był też osobiście zaangażowany w przygotowanie projektu ustawy o NABU, który pojawił się w lipcu i spowodował masowe protesty w związku z próbami ograniczenia kompetencji tej instytucji. Projekt krytykowany był też za granicą, w tym przez Unię Europejską i USA.
NABU i SAP ujawniły 10 listopada informacje na temat uczestników rozległego systemu korupcyjnego w branży energetycznej. Pobierali oni od kontrahentów Enerhoatomu, państwowego operatora elektrowni jądrowych, łapówki w wysokości od 10 do 15 proc. wartości kontraktów. Nielegalne środki miały być legalizowane przez tzw. back office w centrum Kijowa, przez który – jak ustalono – przeszło około 100 mln dolarów.
PAP







