Ziemiec: „Opłata reprograficzna” – nowy podatek pod osłoną majówki

- Rząd wprowadził po cichu nowy podatek. Tak, nie przesłyszałeś się. Nowy podatek, który dla niepoznaki nazywa się opłatą reprograficzną – powiedział Krzysztof Ziemiec w swym komentarzu na kanale YouTube Otwarta Konserwa.
Minister kultury Marta Cienkowska zachwalała na Twitterze: „Polscy twórcy latami czekali na tę decyzję. Dziś z satysfakcją ogłaszam: mamy to! Właśnie podpisałam rozporządzenie dotyczące opłaty reprograficznej. To był trudny proces, pełen lobbingu i fake newsów o rzekomych nowych podatkach. Prawda jest prosta. Pożegnaliśmy lata 90, czyli faxy i kasety, i wprowadziliśmy prawo na miarę XXI wieku, w którym giganci i sprzętowi dzielą się swoimi zyskami z polskimi twórcami. Dziękuję środowiskom twórczym za współpracę”.
Zupełnie inaczej na kwestię „opłaty” patrzy dziennikarz Krzysztof Ziemiec.
- Najważniejsze w tym rozporządzeniu jest to, że drogi Polaku, od teraz wszyscy zapłacimy więcej za niemal każdy sprzęt elektroniczny. Bo czekali na to polscy twórcy i pani minister nałożyła dodatkową opłatę reprograficzną na smartfony, tablety, ekrany multimedialne, komputery i laptopy. Taki prezent od rządu z okazji majówki. Podatek od multimediów – wyjaśniał dziennikarz w komentarzu na kanale YT Otwarta Konserwa.
Jak zauważył, podpisanie takiego rozporządzenia w tym właśnie momencie nie było przypadkowe. Chodziło bowiem o to, żeby jak najmniej osób dowiedziało się o kolejnym obciążeniu kieszeni Polaków.
Dodatkowa opłata naliczana będzie w wysokości od 1 do 2% ceny urządzeń umożliwiających kopiowanie treści, czyli muzyki, filmów, zdjęć czy książek. Oficjalnie ma to być rzekomo rekompensatą dla twórców za kopiowanie ich dzieł na własny użytek.
- Kto dzisiaj z nas kopiuje jeszcze muzykę czy książki na telefonie lub telewizorze? OK, może jakiś promil, ale jeśli większość ludzi korzysta z takiego sprzętu bez kopiowania muzyki i filmów na własny użytek, to dlaczego uczciwi mają być obciążani kolejną daniną, opłatą czy podatkiem od smartfonów, bo tak to trzeba nazwać? Proszę o wyniki badań ministerstwa na ten temat. Jaka jest skala kopiowania? Czy są takie badania? Domyślam się, że oczywiście nie ma – dociekał dziennikarz.
Jak zauważył, używane dziś powszechnie platformy streamingowe płacą już dzisiaj artystom za każde odtworzenie ich utworu.
- No to z jakiego powodu, jak nie dla ściągnięcia kasy od każdego z nas, jest ta opłata? To podwójne opodatkowanie, no bo raz za muzykę już przecież zapłaciliśmy. Ktoś zaraz powie: „proszę nie kłamać, to jest manipulacja, to nie jest kolejny podatek, to jest aktualizacja o nowe nośniki istniejącej już od wielu lat opłaty reprograficznej dla twórców”. No tak, ale to jest właśnie nowy podatek. Żadne okrągłe słowa tego nie ukryją. Mówi to głośno np. Michał Kanownik, prezes zarządu Związku Cyfrowa Polska. On pisze w ten sposób też na Platformie X: „to w praktyce dodatkowy podatek i że zapłacą nie giganci, jak chce tego ministerstwo, ale polscy dystrybutorzy, operatorzy i sklepy, a w finale oczywiście konsumenci” - wyjaśnił Ziemiec.
Autor komentarza zauważył, że trudno tu mówić o sprawiedliwym podziale kosztów. Pierwotnie opłata reprograficzna miała wynagradzać kopiowanie nielegalne utworów. Dzisiaj to jest już kompletny margines, ponieważ utwory są rozpowszechniane kanałami kontrolowanej dystrybucji opartej na subskrypcjach lub zakupach.
- Policzmy: 1 procent od dobrego smartfona to około 40 złotych. Od laptopa, powiedzmy około 60, ale od dużego telewizora – a dzisiaj w wielu domach takie telewizory są – no to już nawet podatek rzędu 100 zł. Jeśli pomnożymy to razy dwa, trzy, cztery jeśli jest duża rodzina, to będzie jeszcze więcej – mówił dziennikarz.
Krzysztof Ziemiec podkreślił, że podatek zostanie na końcu przerzucony na „klienta końcowego”, czyli każdego z nas. Odczują go szczególnie mniej zamożni, gdyż producenci podniosą ceny elektroniki. Kto zaś skorzysta?
- Kim są „polscy twórcy”, o których mówi ministerstwo? Czy ja na przykład jestem twórcą, skoro tworzę komentarze, ale piszę też czasem felietony czy książki? Czy młody człowiek, który zlepia dziś, a jest to bardzo powszechne, „bity” w internecie, a potem je udostępnia, jest artystą czy nim nie jest? Czy twórczość jest tylko twórczością z legitymacją? Czy twórca to jest tylko ten, który należy do jakiegoś „związku artystów scen takich czy owakich”, którego nikt nie chce już puszczać w radiu ani nikt nie chce tego oglądać na YouTube czy nikt nie chce chodzić na koncerty takiego artysty? I oni coś dostaną czy nie? Jak myślicie? Jak znam życie, zapewne powstanie jakaś grupa trzymająca władzę i rękę na kasie, która będzie po uważaniu wyznaczać, kto dostanie – na zasadzie: „o, ten jest twórcą, którego lubimy, jest nasz, a tego nie lubimy, więc kasy nie dostanie” – podkreślał autor komentarza.
Źródło: Otwarta Konserwa / You Tube
RoM






