Firma technologiczna Just Like Me („Tak jak ja”) uruchomiła aplikację o tej samej nazwie, która za opłatą umożliwia rozmowę z wygenerowaną przez sztuczną inteligencję wersją… Jezusa Chrystusa. Choć firma zapewnia, że „wirtualny Jezus” ma „oferować współczującą obecność, która zachęca do miłości, uzdrowienia i zrozumienia”, rodzi się pytanie: czy wykorzystywanie wizerunku Zbawiciela w takim nie stanowi jednak formy bluźnierstwa, a korzystanie z takiej aplikacji – bałwochwalstwa?
Aplikacja Just Like Me została wprowadzona w październiku 2025 r. i pierwotnie oferowała „istotne, przypominające ludzkie rozmowy z cyfrowymi mentorami, ekspertami i towarzyszami” za pomocą połączeń głosowych lub wideo. Użytkownicy mogą „rozmawiać” z wygenerowanymi przez chatbota postaciami takimi jak m.in. przedsiębiorca Chris DeWolfe, współzałożyciel MySpace, czy Święty Mikołaj – wszystko to w cenie 1,99 dolara za minutę.
W grudniu 2025 r., tuż przed Bożym Narodzeniem, do grona dostępnych „rozmówców” dołączono… „wirtualnego Jezusa”. Funkcja ta została oparta na wizerunku Zbawiciela z serialu „The Chosen”, granego przez Jonathana Roumie. Jak zapewniają twórcy, ma ona oferować „wskazówki i współczucie”, bazując na Biblii Króla Jakuba, czyli protestanckim tłumaczeniu Pisma Świętego, i bez odnoszenia się do doktryny Kościoła.
Wesprzyj nas już teraz!
Dyrektor generalny Just Like Me, Chris Breed zapewniał w grudniu 2025 r., że „wirtualny Jezus” ma oferować rzekome wsparcie, empatię i „uzdrowienie” osobom zmagającym się z samotnością, stresem lub niepewnością. – Miliardy ludzi zmagają się z samotnością, stresem i niepewnością. Wirtualny Jezus został stworzony, aby oferować współczującą obecność, która zachęca do miłości, uzdrowienia i zrozumienia – powiedział Breed. – To nowoczesny sposób dostarczania ponadczasowych wskazówek, mentoringu i towarzystwa – dostępnych zawsze, gdy ktoś tego potrzebuje – dodał.
Firma zaprosiła również kościoły i wspólnoty wyznaniowe do polecania aplikacji swoim wiernym, oferując przekazanie 25 proc. dochodów wygenerowanych dzięki poleceniom bezpośrednio ich społecznościom.
Niczym Izraelici na pustyni
Korzystanie z aplikacji Just Like Me przypomina sytuację opisaną w Księdze Wyjścia, kiedy to Izraelici – pod nieobecność Mojżesza – stworzyli złotego cielca i oddawali mu pokłon:
A gdy lud widział, że Mojżesz opóźniał swój powrót z góry, zebrał się przed Aaronem i powiedział do niego: „Uczyń nam boga, który by szedł przed nami, bo nie wiemy, co się stało z Mojżeszem, tym mężem, który nas wyprowadził z ziemi egipskiej”. Aaron powiedział im: „Pozdejmujcie złote kolczyki, które są w uszach waszych żon, waszych synów i córek, i przynieście je do mnie”. I zdjął cały lud złote kolczyki, które miał w uszach, i zaniósł je do Aarona. A wziąwszy je z ich rąk, nakazał je przetopić i uczynić z tego posąg cielca odlany z metalu. I powiedzieli: „Izraelu, oto bóg twój, który cię wyprowadził z ziemi egipskiej”. A widząc to, Aaron kazał postawić ołtarz przed nim i powiedział: „Jutro będzie uroczystość ku czci Pana”. Wstawszy wcześnie rano, dokonali całopalenia i złożyli ofiary biesiadne (Wj 32,1-6)
Choć Izraelici nie utracili wiary w Boga, zapragnęli czegoś bardziej namacalnego: widzialnego i dostępnego znaku, który miał pośredniczyć w ich relacji z Jahwe. Czy nie mogli się zwracać do Niego po prostu w modlitwie? Najwyraźniej uznali to za niewystarczające. Komunikacja z Bogiem w „zwykły” sposób przestała im wystarczać, dlatego stworzyli złotego cielca jako widzialny znak Jahwe – tańczyli przed nim i oddawali mu cześć.
W ten sposób Bóg został w ich świadomości zastąpiony czymś bardziej uchwytnym i emocjonalnie satysfakcjonującym. Mogli sobie wmawiać, że pod postacią cielca czczą prawdziwego Boga, w rzeczywistości jednak to materialny posąg stał się adresatem ich kultu. Bałwochwalczy obrzęd zastąpił im zatem autentyczną relację z Bogiem.
Czy nie podobnie jest z „wirtualnym Jezusem”? Aplikacja również ma być – przynajmniej w założeniu – narzędziem komunikacji z Bogiem, czymś bardziej „namacalnym” niż modlitwa. Istnieje jednak realne ryzyko, że kontakt z wygenerowanym obrazem Zbawiciela zacznie zastępować rzeczywistą relację z Bogiem, rozwijaną w modlitwie i życiu sakramentalnym.
Można więc powiedzieć, że złoty cielec był „bogiem, którego można zobaczyć”, a chatbot może stać się „bogiem, z którym można rozmawiać”.
Katechizm Kościoła Katolickiego jednoznacznie zakazuje wszelkich form bałwochwalstwa:
Pierwsze przykazanie potępia politeizm. Domaga się od człowieka, by nie wierzył w innych bogów poza Bogiem i nie oddawał czci innym bóstwom poza Jedynym Bogiem. Pismo święte nieustannie przypomina o odrzuceniu „bożków ze srebra i złota, uczynionych rękami ludzkimi”, które „mają usta, ale nie mówią; oczy mają, ale nie widzą…” Te czcze bożki czynią człowieka pustym: „Do nich są podobni ci, którzy je robią, i każdy, który im ufa” (…). Bóg natomiast jest „Bogiem żywym” (…), który daje życie i działa w historii (KKK 2112).
I dalej:
Bałwochwalstwo (…) polega na ubóstwianiu tego, co nie jest Bogiem. Ma ono miejsce wtedy, gdy człowiek czci i wielbi stworzenie zamiast Boga, bez względu na to, czy chodzi o innych bogów czy o demony (na przykład satanizm), o władzę, przyjemność, rasę, przodków, państwo, pieniądze itd. „Nie możecie służyć Bogu i Mamonie” – mówi Jezus (Mt 6, 24). Wielu męczenników poniosło śmierć za to, że nie oddawało czci „Bestii”, odmawiając nawet udawania kultu. Bałwochwalstwo odrzuca jedyne panowanie Boga; jest nie do pogodzenia z Boską komunią (KKK 2113).
Zastąpienie prawdziwej relacji z Bogiem
Bardzo łatwo poprzestać na kontakcie z obrazem wygenerowanym przez aplikację i w ten sposób zastąpić nim prawdziwą relację ze Stwórcą. Bóg bowiem rzeczywiście do nas przemawia – choć w sposób bardziej subtelny. Jego głos możemy odnaleźć m.in. w modlitwie, rozmyślaniu oraz w lekturze Pisma Świętego.
Święci przewodnicy duchowi wskazywali konkretne sposoby, jak uczynić medytację bardziej owocną i pogłębiającą relację z Bogiem. Pisali o tym choćby św. Jan od Krzyża, św. Teresa z Ávili czy św. Ignacy Loyola. Ten ostatni pozostawił szczególnie precyzyjne wskazówki. Zalecał, aby usiąść bądź uklęknąć w ciszy, uświadomić sobie obecność Boga, a następnie rozważać wybrany fragment Ewangelii lub inny temat duchowy — starając się niejako „wejść” w daną scenę: zobaczyć ją, usłyszeć i przeżyć. Wszystko to ma prowadzić do głębokiej, osobowej i pełnej miłości rozmowy z Chrystusem.
Schemat zaproponowany przez założyciela jezuitów wyraźnie różni się od tego, co oferuje aplikacja Just Like Me. W tym drugim przypadku istnieje bowiem ryzyko zastąpienia autentycznej relacji z Bogiem relacją z wygenerowanym wizerunkiem. Jeśli zaś ktoś zaczyna traktować taką postać jak rzeczywistego Zbawiciela, wówczas wchodzi na drogę bałwochwalstwa i popełnia grzech w ten sam sposób co Izraelici na pustyni.
Co więcej, samo wykorzystanie wizerunku Chrystusa w aplikacji – uprzedmiotowienie Go, traktowanie Jego osoby jako „symulacji” lub produktu technologicznego, stanowi formę bluźnierstwa. Czym innym jest bowiem namalowanie obrazu Zbawiciela mającego służyć modlitwie, a czym innym – stworzenie interaktywnej symulacji Jego osoby, która rzekomo generuje „Jego słowa”.
Obraz sakralny nie przemawia bowiem w imieniu Chrystusa. Oddziałuje on jedynie na zmysł wzroku, pomagając wierzącemu wyobrazić sobie Oblicze Zbawiciela; bazując na Tradycji stanowi artystyczne przedstawienie ukazujące, jak Chrystus mógł wyglądać. Tymczasem interaktywny model stworzony przez chatbota symuluje osobę Zbawiciela, wkładając w Jego usta ludzkie słowa, które nie pochodzą z Objawienia i których Chrystus mógłby nigdy nie wypowiedzieć. Słowem: obraz może być narzędziem prowadzącym do relacji z Chrystusem, podczas gdy wirtualna symulacja zaczyna funkcjonować jako jej substytut.
Zastąpienie sakramentów
Kościół dysponuje wieloma środkami, dzięki którym może pomagać swoim wiernym w trudnościach duchowych. Przede wszystkim są to sakramenty – zwłaszcza Eucharystia, która umacnia, oraz sakrament pokuty i pojednania, w którym człowiek otrzymuje przebaczenie. Ponadto duchowni wspierają wiernych w drodze do zbawienia poprzez kazania, rekolekcje i kierownictwo duchowe.
Być może osoba szukająca Jezusa w aplikacji w rzeczywistości potrzebuje czegoś innego: przebaczenia w sakramencie pokuty, szczerej rozmowy z doświadczonym kapłanem, a może odnalezienia wspólnoty w swojej parafii?
Choć kontakt z chatbotem może wydawać się łatwą i przyjemną alternatywą, w rzeczywistości bywa jednak ucieczką od tego, co trudne. Nierzadko bowiem trudno jest otworzyć się przed spowiednikiem czy zrobić pierwszy krok w stronę wspólnoty. W takiej sytuacji ktoś może wybrać instalację aplikacji Just Like Me i odczuć chwilową satysfakcję. Jego dusza potrzebuje jednak czegoś znacznie głębszego.
Jak zauważył katolicki filozof George Matwijec w marcu 2026 r. na łamach portalu Catholic365, powołując się na św. Tomasza z Akwinu, „sztuczna inteligencja” jedynie reaguje na zaprogramowane schematy i nie jest zdolna do refleksji nad własnym myśleniem.
„AI nie generuje własnych myśli; jedynie odpowiada zgodnie z zaprogramowanymi schematami i na podstawie zadanych jej poleceń. Nie doświadcza emocji w sposób właściwy człowiekowi, a dane, którymi operuje, są jedynie wprowadzane do systemu” – napisał. W przeciwieństwie do chatbotów, „ludzie potrafią reflektować nad własnym myśleniem, co pozwala im korygować błędy bez zewnętrznych impulsów oraz rozwijać pojęcia niezależne od danych zmysłowych”.
Brak pewności prawdziwości odpowiedzi
Trzeba podkreślić, że odpowiedzi „wirtualnego Jezusa” bazują na protestanckim tłumaczeniu Biblii i nie odnoszą się do doktryny Kościoła. Już samo to stwarza poważne ryzyko przesunięcia w kierunku protestanckiej zasady sola scriptura. Protestanci uznają bowiem, że Pismo Święte jest samowystarczalnym źródłem wiary chrześcijańskiej, podczas gdy Kościół katolicki naucza, iż autorytetem dla wierzących nie są jedynie same słowa Biblii, lecz ich właściwe rozumienie, przekazywane i wyjaśniane przez Magisterium Kościoła.
Sama firma Just Like Me przyznaje zresztą, że funkcja „wirtualnego Jezusa” została „starannie opracowana” tak, aby była inkluzywna, a nie związana z konkretną doktryną – w tym także katolicką.
Doświadczenie zostało zaprojektowane z odpowiednimi zabezpieczeniami i nadzorem, aby pozostało inkluzywne, pełne szacunku i bezpieczne dla osób o różnych przekonaniach i pochodzeniu. Zapewnia wsparcie nie doktrynę i ma pomagać ludziom radzić sobie z realnymi wyzwaniami życiowymi z większą jasnością, pozytywnym nastawieniem i wsparciem emocjonalnym – podkreślono w oświadczeniu.
Jednak nawet gdyby aplikacja bazowała na szerszym zakresie źródeł i poza Pismem Świętym obejmowała także Katechizm Kościoła Katolickiego, dokumenty soborowe i papieskie czy Kodeks Prawa Kanonicznego, nadal istniałoby ryzyko uzyskania błędnej odpowiedzi.
13 stycznia 2026 r. Polskie Badania Czytelnictwa opublikowały wyniki polskiej replikacji międzynarodowych badań koordynowanych przez BBC i Europejską Unię Nadawców (EBU). Podczas testów sprawdzono najpopularniejsze chatboty – m.in. ChatGPT, Gemini i Perplexity – pod kątem dokładności, sposobu korzystania ze źródeł oraz występowania pomyłek w postaci podawania fałszywych lub wprowadzających w błąd informacji jako fakty.
Okazało się, że aż 46 proc. odpowiedzi generowanych przez takie moduły w języku polskim zawierało co najmniej jeden istotny błąd. W 27 proc. przypadków chatboty miały poważne problemy ze źródłami, a 19 proc. odpowiedzi zawierało poważne braki w dokładności lub informacje wprost nieprawdziwe. Wyniki z Polski pokrywają się z tymi uzyskanymi w badaniach prowadzonych w 18 krajach i 14 językach.
Biorąc pod uwagę skalę błędów pojawiających się w odpowiedziach generowanych przez chatboty, trudno obdarzać je pełnym zaufaniem. Tzw. sztuczna inteligencja może więc służyć jako narzędzie pomocnicze w poszukiwaniu informacji, ale tylko pod warunkiem, że użytkownik zweryfikuje je w innych, rzetelnych źródłach.
Rozwiązywanie problemów związanych z wiarą przy pomocy systemów AI niesie ze sobą poważne zagrożenie dla życia duchowego – w ostatecznym rozrachunku chodzi przecież o życie wieczne.
Adrian Fyda
Źródło: lifesitenews.com, opoka.org.pl, PCh24.pl
Chatboty nie mówią prawdy. Istotne błędy aż w 46 proc. odpowiedzi