Wojna domowa w kierownictwie PiS. Frakcja Morawieckiego pociągnie partię na dno?

Przez większość kolegów z kierownictwa partii Morawiecki cały czas jest postrzegany jako ciało obce i zagrożenie - przekonuje Kamila Baranowska w reportażu Interii "PiS jak tankowiec. Krajobraz po wielkiej awanturze w partii".
Najstarsi członkowie Prawa i Sprawiedliwości mają żal o to, że były premier nie rozumie prawicowego elektoratu. Ich zdaniem Morawiecki chciałby z PiS uczynić "light-prawicę". - Jest zbyt wielkomiejski, zbyt warszawski, zbyt "banksterski" i że za bardzo chce przypodobać się liberalnym elitom - podkreślają cytowani anonimowi członkowie PiS.
Zdaniem "starszyzny", PiS powinien zawalczyć o odzyskanie tych wyborców, których stracił na rzecz Konfederacji i Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna. - A żeby to zrobić, musi się radykalizować i iść w mocny, prawicowy przekaz, a nie dzielić włos na czworo. Upraszczając: mniej Morawieckiego, więcej Patryka Jakiego - czytamy. Frakcja Morawieckiego widzi sprawę inaczej. Nie chce "bić się" o 3-5 proc., które uciekło do Konfederacji czy Korony, lecz celuje w 10 proc. niezdecydowanych wyborców, do których chcieliby dotrzeć z bardziej centrowym przekazem.
Morawiecki ma być skonfliktowany z częścią ścisłego centrum PiS: Przemysławem Czarnkiem, Jackiem Sasinem, Tobiaszem Bocheńskim czy Elżbietą Witek. Ma jednak poparcie kilku przedstawicieli tzw. "dworu" prezesa, w tym Ryszarda Terleckiego czy Piotra Glińskiego. Konflikt ma też podłoże ambicjonalne. Przeciwnicy Morawieckiego mają obawiać się, że w przyszłości były premier przejmie stery w partii, stąd chcą zaostrzenia kursu na prawo, zbliżając się z przekazem do KKP i partii Mentzena.
Choć podobne plany mają cieszyć samego prezesa, który z niepokojem patrzy na to "co wyrosło" na prawo od PiS, obecnie stara się łagodzić konflikty. Jak tłumaczy na spotkaniach wewnętrznych, partia to nie łódka, której kierunek można zmienić w każdej chwili, ale bardziej tankowiec wymagający dłuższych przygotowań i przekonania załogi o konieczności obrania innego kursu. Jarosław Kaczyński ma również liczyć na to, co sprawdzało się w poprzednich latach. Mianowicie, czas wyborów zazwyczaj naturalnie wygaszał konflikty i zbliżał zwaśnione frakcje, które musiały współpracować na wspólny wynik.
Źródło: interia.pl
PR







