Dzisiaj

Varro Vooglaid: Przeciwko kłamstwu jako podstawie polityki

(fot. pixabay.com autor: Tama66)

Każdy, chce uzdrowić kulturę polityczną, musi koniecznie odrzucić współpracę z fałszem. To nie może być tylko manewr taktyczny; to kwestia zasad. Pisze o tym Varro Vooglaid, członek Riigikogu, parlamentu Estonii.

To, że współpraca z fałszem jest w polityce zjawiskiem powszechnym czy to w postaci bezpośredniego kłamstwa, legitymizowania nieprawdy, czy świadomego przymykania na nią oczu powinno być oczywiste dla każdego, kto choćby w minimalnym stopniu śledzi rozwój wydarzeń w tej sferze. Kłamstwo stało się tak wszechobecne, iż jawi się niemal jako powszechnie akceptowany element gry. Politycy często oskarżają się wzajemnie o mijanie się z prawdą, a czyniąc tak milcząco przyznają, że sami na ogół nie są bez winy. Oczywiście nikt publicznie się do tego nie przyznaje.

Skoro kłamstwo, a szerzej współdziałanie z fałszem, uległo normalizacji w polityce, pojawia się ciągła presja, by posługiwać się nieprawdą jako narzędziem walki politycznej, po to, by nie ulec tym, którzy czynią to konsekwentnie. Pod tym względem fałsz w polityce przypomina doping w sporcie. Wszyscy zdają się rozumieć, że jego stosowanie jest naganne, a zarazem twierdzi się, iż jeśli ktoś z niego rezygnuje, podczas gdy inni tego nie czynią, udział w rywalizacji traci sens, ponieważ porażka staje się nieuchronna. Powiada się wręcz, że w takiej sytuacji należałoby od razu wycofać się z polityki.

Wesprzyj nas już teraz!

Ponieważ posługiwanie się fałszem często przynosi krótkotrwałą przewagę, na przykład ułatwiając atakowanie przeciwników lub obronę przed takimi atakami, zaczyna ono szybko uchodzić za niezbędny element skutecznej rywalizacji politycznej. Aby nadać temu pozór słuszności i zachować bardziej komfortowy obraz samego siebie, człowiek utwierdza się w przekonaniu, że w odróżnieniu od swoich przeciwników używa kłamstwa w szlachetnych celach: dla dobra narodu i państwa, w obronie światłości przed ciemnością, a zatem nie ponosi moralnej winy za kłamstwo. W ten sposób dochodzi się do wyświechtanego sloganu, że cel uświęca środki.

To samooszukiwanie się. Atrakcyjne, jak bywa każde samooszukiwanie się, ale prowadzące do skutków przeciwnych od zamierzonych. Problem polega nie tylko na tym, że wszyscy kłamcy skłonni są wierzyć, iż kłamią w słusznej sprawie, lecz także na tym, że kłamstwa pozostają kłamstwami niezależnie od sprawy, której mają rzekomo służyć. Czym bowiem jest kłamstwo? Jest zaprzeczeniem prawdy, jej brakiem. Kłamstwo zawsze oznacza negowanie, zaciemnianie lub zniekształcanie prawdy w celu wprowadzenia w błąd, manipulowania bądź innego rodzaju oszustwa; skłonienia innych, by uwierzyli, że ciemność jest światłem albo przynajmniej, że w danej sytuacji nie ma dla niej alternatywy. A także, że jedynym przewodnikiem, na którym można polegać w tym ponurym labiryncie, jest ogłaszający się „głosicielem prawdy”, który w rzeczywistości okazuje się kłamcą.

Co więcej, kłamstwo nie jest czymś wobec nas zewnętrznym, w co można się angażować bez wpływu na to, kim się stajemy. Przeciwnie, kto zaczyna kłamać i czyni to regularnie, a nawet nawykowo, bez poczucia żalu, sam staje się kłamcą ucieleśnieniem fałszu bez względu na to, jak szlachetne wydają mu się cele, którym jego kłamstwa mają służyć. Charakter moralny człowieka zarówno w wymiarze wad, jak i cnót kształtuje się bowiem właśnie poprzez czyny, zwłaszcza czyny powtarzane.

Problem ten ma nie tylko wymiar moralny, lecz także głębszy wymiar ontologiczny. Jeśli Bóg, jako źródło wszelkiego istnienia, jest pełnią prawdy, to trwanie w Bogu zakłada trwanie w prawdzie. Kłamiąc, człowiek oddziela się od prawdy, a tym samym od Boga oddziela się od tego, co naprawdę jest, od samej rzeczywistości, i przyczynia się do dezintegracji ładu opartego na prawdzie. Kłamstwo nieuchronnie oznacza współdziałanie ze złem, otwarcie się na zło, skoro ojcem kłamstwa jest Szatan. Otworzyć się na zło znaczy wejść w jego służbę nawet wtedy, gdy człowiek przekonuje samego siebie, że kłamie w dobrej sprawie.

Choć można oczekiwać, że kłamstwo przyniesie korzyści w walce politycznej i rzeczywiście w krótkiej perspektywie może je przynieść, w dłuższym okresie rodzi skutki przeciwne. Kłamcy nieuchronnie tracą zaufanie, ponieważ zaufać można tylko tym, którzy są wierni prawdzie, to znaczy takim, o których można mieć pewność, że z zasady nie kłamią. Bez zaufania obywateli w polityce mogą jednak zwyciężać jedynie tyrani, zwyciężający podstępem i siłą. Z reguły z kłamstwem jest tak, że jeśli poda mu się palec, pochłonie całą rękę a w końcu i duszę. Jedno kłamstwo pociąga za sobą następne, drugie prowadzi do trzeciego, aż wkrótce kłamanie staje się nawykiem, niemal odruchem, stosowanym zawsze, gdy wydaje się to korzystne nawet bez wyraźnej konieczności, jedynie z wygody. Każde kolejne kłamstwo wymaga maskowania następnymi, i w ten sposób powstaje coraz gęstsza sieć fałszu, która ostatecznie może zostać zinstytucjonalizowana i przekazywana w dół poprzez hierarchiczne struktury lojalności. Stopniowo buduje się partyjny i biurokratyczny system mający zapewnić trwałość fałszywych założeń u podstaw.

Im częściej ktoś posługuje się fałszem, tym bardziej staje się to przejrzyste dla ludzi rozumnych i uczciwych. U kłamcy zachodzi jednak proces odwrotny: im więcej kłamie, tym mniej jest zdolny dostrzec zarówno to, że kłamstwo jest czymś złym, jak i to, że jego kłamstwa są demaskowane. We własnym mniemaniu osiąga on coraz większą biegłość w swojej „sztuce”, co ośmiela go do jeszcze częstszego jej uprawiania, między innymi poprzez tuszowanie i usprawiedliwianie wcześniejszych kłamstw nowymi. Nawet gdy uświadamia sobie, że bardziej przenikliwi ludzie przejrzeli jego fałsz, odwraca się od nich, podnosi stawkę i z jeszcze większym wysiłkiem stara się utrzymać mniej rozeznane masy pod urokiem swoich kłamstw. Z czasem przestaje zauważać, że nie potrafi już działać inaczej niż poprzez kłamstwo nie tylko dlatego, że stało się ono jego podstawowym narzędziem, lecz dlatego, że stało się częścią jego samego. Nikt nie zdoła uciec przed własnym cieniem.

W świetle powyższego udział w polityce można rozumieć jako swoistą praktykę duchową; działalność wymagającą codziennych wyborów etycznych, które kształtują człowieka od wewnątrz. Dzieje się to powoli, poprzez powtórzenia, często niemal niedostrzegalnie, a zarazem głęboko. Bycie politykiem nie jest jedynie urzędem czy rolą, którą zakłada się rano jak szatę, by wieczorem ją zdjąć, bez wpływu na osobę; jest raczej stanem, który nieuchronnie formuje sposób myślenia, postawy i charakter. Za każdym razem, gdy popiera się stanowisko wydające się użyteczne, lecz nieprawdziwe, człowiek jako osoba oddala się od prawdy; ilekroć zaś wybiera wierność prawdzie mimo niedogodności, jakie się z tym wiążą, umacnia swój moralny kręgosłup. To właśnie nagromadzenie tych drobnych, często zewnętrznie niezauważalnych decyzji rozstrzyga nie tylko o kierunku działania politycznego, lecz także o tym, jakim człowiekiem się stajemy. Tych dwóch wymiarów nie sposób od siebie oddzielić.

Tym bardziej godne ubolewania jest to, że za najlepszych polityków uchodzą dziś często po prostu ci, którzy kłamią z największą pewnością siebie, płynnością i siłą przekonywania. Taka „biegłość” nie jest cnotą, lecz techniczną umiejętnością przyspieszającą duchowy i moralny upadek zarówno jednostki, jak i samej polityki. W istocie jest to proces wyciszania, a ostatecznie zabijania własnego sumienia. Nie jest to wyścig, do którego warto stawać, ponieważ pozorne zwycięstwa, jakie oferuje, zawsze osiągane są kosztem czegoś znacznie ważniejszego. Jeśli odmowa uczestnictwa w takiej grze miałaby oznaczać koniec kariery politycznej, jest to strata, którą warto przyjąć, gdyż utrata własnej godności jest nieporównanie gorsza. Warto zatem dążyć do stworzenia warunków dla zasadniczego przemyślenia polityki jako takiej, opartego na wierności prawdzie, choćby w niewielkim zakresie. Tak, aby politykę znów pojmować nie jako środek narzucania osobistych lub grupowych interesów poprzez kłamstwo, oszustwo i manipulację, lecz jako sztukę służby dobru wspólnemu, a za jej niezbędny fundament uznać prawdę.

Politycy na ogół nie kłamią po to, by chronić ludzi i ich interesy. Z reguły kłamstwa wypowiadane są świadomie i cynicznie w celu konstruowania i podtrzymywania zafałszowanego obrazu samych siebie, ukrywania nagromadzenia wcześniejszych nieprawd oraz realizowania ambicji władzy. Trzeba rozumieć, że kłamcy ośmielają się kłamać tylko dlatego, iż z takiego czy innego powodu uważają adresata swoich kłamstw za intelektualnie od siebie niższego. Nie tylko uznają go za niegodnego prawdy, lecz traktują go jako niezdolnego do przejrzenia fałszu albo do adekwatnej reakcji. W tym sensie skutecznie użyte lub przyjęte kłamstwo jest w znacznej mierze także demonstracją siły, potwierdzeniem własnej przewagi, tak jak brak sprzeciwu wobec głoszonych nieprawd bywa odczytywany jako dowód albo tępoty, albo lojalności.

We współczesnej rzeczywistości politycznej kłamstwo nie jest już wyłącznie problemem poszczególnych polityków, lecz głęboko zakorzenionym elementem kultury politycznej. Milcząco uznaje się je i toleruje jako coś nieuchronnego. Z tego powodu poprawy sytuacji politycznej nie da się osiągnąć jedynie poprzez zmianę składu parlamentu czy układu rządzącego. Potrzebny jest zasadniczy społeczny przełom w podejściu do fałszu. Polityka nie musi być z natury brudna, przynajmniej nie dla wszystkich, którzy w niej uczestniczą. Jednak każdy, kto stawia sobie za cel uzdrowienie kultury politycznej, musi zarazem przyjąć zasadę odmowy współpracy z fałszem nie jako taktyczny manewr, lecz jako kwestię pryncypiów.

Ostatecznie wszystko to można sprowadzić do jednego pytania: czy polityka jest dla nas sztuką służenia prawdzie, czy sztuką przystosowywania się do fałszu? Każdy polityk odpowiada na to pytanie zarówno swoimi słowami, jak i czynami a każdy obywatel ponosi odpowiedzialność za to, jaką odpowiedź gotów jest przyjąć.

Varro Vooglaid

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie