22 lipca 2021

Albo rozpad UE, albo budowa „wspólnoty totalitarnej”. Dr Łukasz Stach o unijnych planach walki z CO2

(fot. Pixabay)

„Komisja Europejska (KE) zaproponowała pakiet rozwiązań, mających ograniczyć emisję dwutlenku węgla, doprowadzić UE do rewolucji energetycznej przestawiając ją na OZE (odnawialne źródła energii), plus jeszcze garść innych propozycji z cyklu: zmiany klimatu postępują, trzeba działać. Tyle tylko, że propozycje KE skończą się rewolucją, ale nie proklimatyczną, a paneuropejską rewoltą żółtych kamizelekwskazuje dr Łukasz Stach komentując zaprezentowany przez eurokratów plan „Fit for 55”.

Politolog zauważa, że osiągnięcie zakładanych przez KE celów emisji dwutlenku węgla niczego nie zmieni w tzw. kwestiach klimatycznej. Dlaczego? Ponieważ UE odpowiada za… 9 proc. globalnej emisji CO2 generowanej przez człowieka.

„UE może sobie ograniczać emisję CO2 i innych gazów cieplarnianych, ale reszty świata do tego nie zmusi i ta reszta świata z nawiązką wyemituje to, co UE sobie ograniczy. Dodatkowo, rozwiązania ograniczające emisję CO2 będą miały dalekosiężne konsekwencje dla Europy, zarówno gospodarcze, jak i społeczne, i polityczne” – przekonuje dr Stach, po czym wymienia część tychże konsekwencji.

Wesprzyj nas już teraz!

Jeśli chodzi o gospodarkę, politolog w pierwszej kolejności wskazuje na skokowy wzrost cen energii, co jego zdaniem „skutecznie zadusi konkurencyjność unijnych gospodarek, zwłaszcza w biedniejszych regionach”.

„Sektor małych i średnich przedsiębiorstw może tego nie wytrzymać, co oznaczać będzie dominację wielkich korporacji, pojawienie się strukturalnego (klimatycznego) bezrobocia i dalszą erozję klasy średniej. Energochłonny przemysł ucieknie z UE np. do biedniejszej części Azji czy Afryki, tam sobie będzie emitował CO2 (oraz inne gazy) do woli i jeszcze trochę (w zupełności nie przejmując się jakimikolwiek ograniczeniami i środowiskiem naturalnym), a Europa stanie się gospodarczym skansenem, acz zeroemisyjnym” – podkreśla analityk. „Skok cen energii oznacza drenaż kieszeni Europejczyków i pauperyzację najmniej zarabiających, już zresztą wydrenowanych przez kryzys w eurozonie. Droga energia oznacza droższe wszystko, a pomysły KE załatwią część transportu, rolnictwa, energetyki, przemysłu wydobywczego, itp. Ale czego się nie robi w imię walki z zmianami klimatu…” – dodaje.

Zapaść gospodarcza, o której pisze dr Stach, spowoduje radykalną zmianę sytuacji społecznej. „Swego czasu władze Francji podniosły ceny energii i skończyło się masowymi protestami trwającymi z górą dwa lata. Rząd Holandii próbował przekonać rolników do ograniczenia chowu o 50 proc. (bo klimat) i też skończyło się to protestami. Mniemam, że pomysły KE wygenerują jeszcze silniejsze zawirowania, ponieważ propozycje uderzają w zbyt wiele branż i sięgają bardzo głęboko do kieszeni podatników UE, zwłaszcza tych najuboższych, najbardziej dotkniętych kryzysem w strefie euro” – wskazuje. To wszystko, zdaniem autora analizy, doprowadzi do „wybuchów” i „rozrób”.

Kolejnym skutkiem będą potężne zmiany polityczne w Europie. „Jeżeli KE przeforsuje swoje pomysły, to za ich wdrożenie odpowiadać będą rządy krajów członkowskich. W przeciwieństwie do KE muszą one uważać na opinię publiczną, a ta nie będzie zachwycona, kiedy zorientuje się ile za pomysły KE będzie musiała zapłacić. Co zrobią politycy w obliczu wkurzonego elektoratu? Cóż – zwalą winę na UE. Że tak Unia kazała… Konsekwencje łatwo sobie wyobrazić – ruchy eurosceptyczne wykorzystają prezent i urosną w siłę” – wskazuje dr Stach.

W ocenie politologa istnieją dwa prawdopodobne scenariusze tej sytuacji. Pierwszy to wizja rozpadu UE. Drugi – budowy państwa totalitarnego kontrolującego wszystkie aspekty życia Europejczyków w imię redukcji CO2 (co jedzą, czym jeżdżą, ile energii zużywają, itp.).

„Najgorsze w tym jest to, że cele klimatyczne można osiągnąć inną drogą, normalnie – nie zakazując ludziom i podmiotom gospodarczym tego czy tamtego, lub obciążając ich bezsensownymi kosztami. Można ludzi zachęcać do korzystania z zielonej energetyki, pokazać im, że opłaca się inwestować w OZE. Pieniądze można wydać na dostosowanie się do zmian klimatu lub na zwiększenie efektywności energetycznej, aby optymalnie wykorzystać tonę węgla, metr sześcienny gazu ziemnego lub baryłkę ropy, a tam gdzie to możliwe, uzupełnić te nośniki energią z OZE. Ale KE wydaje się ta drogą kompletnie niezainteresowana – ma być dekarbonizacja, w perspektywie czasu degazyfikacja. Ciemno widzę przyszłość UE. Ciemno – chociażby z tej przyczyny, że prądu braknie” – podsumowuje dr Łukasz Stach.

Źródło: Facebook / Łukasz Stach

TK

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(16)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie
Więcej komentarzy