2 grudnia 2016

Co to jest pokusa?

Grzech poprzedza krótsza lub dłuższa pokusa. Ludzie łatwo mieszają pokusę z grzechem. Dlatego ważną jest rzeczą zdać sobie dobrze sprawę, czym właściwie jest pokusa.

Pismo św. czasem mówi, że Bóg nas „kusi”. Znaczy to, że Bóg wystawia nas na jakąś próbę. „Kusi was Bóg – mówił Mojżesz do ludu – aby jawne było, czy Go miłujecie ze wszystkiego serca, czy nie” (Powt 13, 4). Oczywiście jest to tylko ludzki sposób mówienia, bo Bóg nie potrzebuje nas wystawiać na próbę, jak matka dziecko, by je lepiej poznać, Stwórca przecież przenika serce stworzenia (J 2,25). Takie doświadczenie jest pokusą w szerszym znaczeniu słowa.

Właściwa pokusa to podnieta do złego. Ta podnieta może wypływać z nas samych (nieodpowiednie wyobrażenia, wspomnienia doznanej krzywdy), i wtedy mówimy o pokusach wewnętrznych. Jeśli jakaś osoba lub rzecz poza nami podnieca nas do grzechu, mówimy o pokusach zewnętrznych. Jakaś osoba lub rzecz może na jednego człowieka wywierać grzeszny czar i być dla niego pokusą, a drugiego może nic nie obchodzić. Nawet dla tego samego człowieka raz może coś być silną podnietą do złego, a drugi raz bardzo słabą albo wcale. Grają tu pewną rolę wiek, wychowanie, dotychczasowe życie, temperament, chwilowy nastrój. Jedni ludzie doświadczają częstych i silnych pokus, innych nawiedzają rzadko i są słabe.

Tę podnietę do złego, należącą do istoty pokusy, stanowi – według św. Grzegorza – jakiś podszept, jakieś swego rodzaju przymilne zaproszenie do grzechu. Zło staje przed człowiekiem w pociągającej, kuszącej postaci. Tak się przedstawiły oczom Ewy owoce w raju: „Dobre ku jedzeniu i piękne dla oczu” (Rdz 3,6). Ten podszept rodzi zazwyczaj w człowieku jakąś naturalną przyjemność. Niższa cząstka natury ludzkiej czuje jakąś rozkosz, radość ze złego. Nasza niższa natura odpowiada tą radością na zaproszenie do złego. Teraz i wyższa część natury, wolna wola, staje wobec decyzji. Jeśli przyjmuje zaproszenie, jeśli świadomie i dobrowolnie wyraża pełną zgodę na naturalną radość ze złego, człowiek ulega pokusie i przynajmniej sercem popełnia grzech. Jeśli wyższa cząstka mówi „nie”, nie zgadza się na radość, zwycięża się pokusę.

Pokusa więc nie jest wcale grzechem. Nie jest grzechem sam podszept, zaproszenie do złego. I Najświętszy Syn Boży mu podlegał (Mt 4,3-8). Naturalna radość ze złego, odczucie złej przyjemności, nie jest również grzechem. Apostoł Narodów skarży się: „Ciało pożąda przeciwko duchowi” (Gal 5, 17).

Nie ma nawet jeszcze grzechu, kiedy wola nasza wobec decyzji zastanawia się i chwieje. To jest właśnie punkt szczytowy pokusy. Grzech zaczyna się dopiero od zezwolenia woli ludzkiej. Nie zawsze łatwo powiedzieć, ile tej zgody woli było i czy w ogóle była. Praktycznie można jednak dojść do pewnych wniosków na podstawie okoliczności towarzyszących pokusie. Jeśli człowiek odczuwał pokusę jako coś przykrego; jeśli wedle możności odsuwał okazję pokusy (wzrok, lekturę); jeśli się w tym czasie modlił, może być spokojny, że przynajmniej pełnego zezwolenia woli nie było. Wątpliwości można też rozstrzygnąć zależnie od sumienia człowieka: czy jest ono szerokie, delikatne, bojaźliwe.


O. Bernardyn Goebel OFM Cap., Przed Bogiem. Rozmyślania na wszystkie dni w roku, T. II, Kraków 1965, s. 257-8.

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie