7 marca 2018

Dokument duszpasterski o wdrażaniu Amoris laetitia zbiera pochlebne opinie. Lecz nie tylko

(fot. REUTERS/Alessandro Bianchi)

Wydany 3 marca plan duszpasterski dla parafii w archidiecezji waszyngtońskiej, mający pomóc wdrożyć adhortację Amoris laetitia, spotkał się z życzliwym przyjęciem, jednak budzi również kontrowersje. Może bowiem otwierać drogę do nadużyć.

 

Dokument: „Dzielenie się radością miłości w małżeństwie i rodzinie” został opublikowany na stronie internetowej archidiecezji 3 marca. Kardynał Wuerl oficjalnie przedstawił plan w dniu 4 marca podczas Mszy Świętej w katedrze pw. św. Mateusza.

 

Adhortacja apostolska ogłoszona 8 kwietnia 2016 r. jest „owocem” prac dwóch sesji synodu biskupów, zwołanych przez papieża Franciszka w 2014 i 2015 r., które dotyczyły wyzwań stojących przed małżonkami i rodzinami we współczesnym świecie. Kardynał Wuerl brał udział w obu sesjach synodalnych.

 

Archidiecezja stwierdziła, że ​​plan duszpasterski kardynała jest pierwszym tego rodzaju konkretnym programem realizacji „Amoris laetitia” na poziomie parafialnym.

 

Papieski dokument „zachęca do refleksji nad słusznym postępowaniem w służbie tym, którzy walczą, by żyć zgodnie z nauczaniem Kościoła” – stwierdził we wstępie kard. Wuerl.

 

„Kościół pragnie z pokorą i współczuciem wyciągnąć rękę do konkretnych osób  i rodzin, które zmagają się z nauką o małżeństwie i pomóc im pokonać przeszkody poprzez rozeznanie, dialog, modlitewne wsparcie oraz zrozumienie” – kontynuował hierarcha. „Niektórzy mogą zapytać: Czy nauczanie jest zawsze wiążące? Odpowiedź brzmi: oczywiście” – tłumaczył. „Jednak Amoris laetitia zachęca nas, abyśmy przyjęli komplementarną perspektywę i spojrzeli z postawą rodzicielską na rodziny, które walczą o zrozumienie, a tym bardziej pełne przyjęcie nauczania z powodu konkretnych okoliczności, w których żyją”.

 

Archidiecezjalny plan duszpasterski koncentruje się przede wszystkim na zachęcaniu do budowania gościnnych wspólnot parafialnych i zwalczania wyzwań stwarzanych przez współczesną kulturę oraz do „towarzyszenia” wszystkim osobom, które przeżywają różne dylematy i mają problem z pełnym zrozumieniem oraz zaakceptowaniem całej nauki Kościoła.

 

Profesor Chad Pecknold z Katolickiego Uniwersytetu Ameryki powiedział katolickiej agencji CNA, że dokument archidiecezji waszyngtońskiej jest jak „powiew świeżego powietrza”.

 

Pecknold pochwalił kardynała Donalda Wuerla za „zdecydowane podtrzymanie stanowiska, że nauczanie Kościoła nie zmieniło się i że istnieje obiektywna prawda” – Jedną z najważniejszych rzeczy, na którą kładzie nacisk kardynał – w takim samym stopniu na „Veritatis Splendor” św. Jana Pawła II, co na „Amoris Laetitia” – jest to, że Kościół musi nie tylko głosić obiektywne prawdy moralne, ale także dbać o to, jak ludzie mogą ich doświadczać i być kształtowani przez nie – stwierdził Pecknold.

 

Program duszpasterski kardynała Wuerla zawiera podsekcję podkreślającą, że Amoris laetitia nie zmieniła nauczania Kościoła w żadnej kwestii. Katolicy zaś powinni wykorzystywać własne sumienie do podejmowania decyzji w zgodzie z obiektywnym nauczaniem moralnym. „Ostrożne osądy jednostek dotyczące ich własnej sytuacji nie odkładają na bok obiektywnego porządku moralnego” – tłumaczy kardynał.

 

Dominikanin o. Thomas Petri, wiceprezes i dziekan Papieskiego Wydziału Niepokalanego Poczęcia w Dominikańskim Domu Studiów, również chwalił dokument.

 

Petri stwierdził, że jest zadowolony z większości jego zapisów i zachęcony, by skupić się na szerszym kontekście Amoris laetitia jako całości. – Plan duszpasterski jest o wiele bardziej skupiony na duszpasterskim spotkaniu kapłanów, Kościoła i tych, którzy walczą o życie chrześcijańskie w małżeństwie. Tak właśnie myślę o Amoris laetitia – przekonywał.

 

Zakonnik uważa, że pomimo częstego wymieniania wyzwań współczesności i zagrożeń płynących z obecnej kultury dla współczesnej rodziny, plan nie mówi nic o potencjalnej ścieżce pozwalającej rozwiedzionym i żyjącym w powtórnych związkach przyjąć Komunię Świętą.

 

– Przeciwnie, znalezienie sposobów na spotkanie ludzi, którzy pomogą im wzrastać w wierze i bliżej Pana, jest kluczem do duszpasterskiej realizacji „Amoris laetitia” – zasugerował. – Powiedziałbym, że ta część miłosierdzia Bożego pomaga niekiedy ludziom w powolnym poznawaniu prawdy o ich sytuacji w oczach Boga i Jego łaski, podejmując kroki, aby pogodzić to, co poszło źle w przeszłości – dodał.

 

Plan podkreśla znaczenie silnej wspólnoty parafialnej, która jest przyjazna dla wszystkich, w tym tych, których określa jako „anonimowe” jednostki. Te „anonimowe” osoby to m. in.  biedne, niepłodne pary, osoby niepełnosprawne, mniejszości etniczne i osoby pozbawione autentycznych przyjaźni, ludzi, którzy nie przynależą do wspólnoty parafialnej, ale „wpadają” w niedzielę na Mszę św.

Plan podkreśla, że ​​te grupy powinny czuć się mile widziane przez wspólnotę kościelną, ponieważ „Kościół musi sprostać swojej tożsamości jako rodziny rodzin, gdzie każda osoba jest uznawana, pielęgnowana i kochana”.

 

Kardynał Wuerl określił sekularyzm, materializm i indywidualizm jako trzy główne wyzwania współczesności. Wyzwania te, jak powiedział, utrudniają właściwe formowanie się sumień, co powoduje konieczność „posługi spotkania i towarzyszenia rodzinom poprzez proces rozeznawania i wzrostu wiary” jako część Nowej Ewangelizacji.

 

Pecknold zgodził się z tym stwierdzeniem i wychwalał plan jako przewodnik dla parafii, by pomagać ludziom zarówno w prawidłowej formacji ich sumień, jak i w lepszym zrozumieniu wiary. Profesor zauważył, że zamiast koncentrować się na niejednoznacznych wytycznych Amoris laetitia, plan duszpasterski archidiecezji waszyngtońskiej analizuje, w jaki sposób Kościół może pomóc ludziom doświadczyć i zrozumieć obiektywne prawdy wiary, nawet pośród własnych niepowodzeń, wyzwań i mieć nadzieję na przyszłość.

 

Komentatorzy zauważają również, że dotąd żaden z papieskich dokumentów nie wywołał podobnej i tak obszernej odpowiedzi. „Nie pamiętam, by ktokolwiek robił coś podobnego odnośnie Familiaris Consortio czy nawet Veritatis Splendor. Amoris laetitia to klasa sama w sobie. Nie wiadomo dlaczego tak jest, skoro to jest tylko jedna z wielu adhortacji posynodalnych”, zauważył ojciec Alexander Lucie-Smith.

 

Jednak – jak twierdzi kanonista Ed Peters – jest w nim zawarta jedna fraza, która może być nieczytelnym odniesieniem do kwestii przyjmowania Komunii Świętej przez osoby rozwiedzione żyjące w ponownych związkach. „Kapłani są wezwani do uszanowania decyzji podjętych w sumieniu przez osoby działające w dobrej wierze, ponieważ nikt nie może wniknąć do duszy innego człowieka i dokonać takiego osądu za niego”. Dr Peters wskazuje, że określenie to może dotyczyć osób żyjących w ponownych związkach, a także osób w wielu innych niejasnych sytuacjach. Ten zapis może mieć potencjalnie negatywne implikacje z perspektywy kanonicznej i moralnej.

 

Wydaje się, że zdanie mówi, że każdy może być sędzią w swoim własnym przypadku. Oznacza to, że decyzje moralne są subiektywne. Innymi słowy, gdy zadaję sobie pytanie, czy powinienem przystąpić do Komunii Świętej (pytanie, które wszyscy powinniśmy sobie zadać), odpowiedź na nie uzależniona jest nie od rozważenia obiektywnych kryteriów, ale od czegoś o wiele mniejszego, mianowicie od tego, w jaki sposób to odczuwam. Zamiast więc zadawać sobie pytanie, czy jestem w stanie grzechu śmiertelnego i czy moje czyny są grzechem śmiertelnym – stosując kryteria materii, świadomego wyboru i pełnej wiedzy – zadaję sobie pytanie, czy czuję się winny, czy nie. Ale jak wiemy, wielu ludzi, którzy dopuścili się poważnych czynów niemoralnych, nie odczuwa żadnej winy, ponieważ praktykują samo-rozgrzeszenie – tłumaczył kanonista.

 

– Oczywiście powyższe zdanie mówi „w sumieniu” i odnosi się do osób działających „w dobrej wierze”, ale nie jestem wcale pewien, czy odzwierciedla to bogactwo nauczania Soboru Watykańskiego II o sumieniu, zawarte w Gaudium et spes (16) – zauważa.

 

Ten słynny fragment brzmi następująco: „(Godność sumienia). W głębi sumienia człowiek odkrywa prawo, którego sam sobie nie nakłada, lecz któremu winien być posłuszny i którego głos wzywający go zawsze tam, gdzie potrzeba, do miłowania i czynienia dobra a unikania zła, rozbrzmiewa w sercu nakazem: czyń to, tamtego unikaj. Człowiek bowiem ma w swym sercu wypisane przez Boga prawo, wobec którego posłuszeństwo stanowi o jego godności i według którego będzie sądzony. Sumienie jest najtajniejszym ośrodkiem i sanktuarium człowieka, gdzie przebywa on sam z Bogiem, którego głos w jego wnętrzu rozbrzmiewa. Przez sumienie dziwnym sposobem staje się wiadome to prawo, które wypełnia się miłowaniem Boga i bliźniego. Przez wierność sumienia chrześcijanie łączą się z resztą ludzi w poszukiwaniu prawdy i rozwiązywaniu w prawdzie tylu problemów moralnych, które narzucają się tak w życiu jednostek, jak i we współżyciu społecznym. Im bardziej więc bierze górę prawe sumienie, tym więcej osoby i grupy ludzkie unikają ślepej samowoli i starają się dostosowywać do obiektywnych norm moralności. Często jednak zdarza się, że sumienie błądzi na skutek niepokonalnej niewiedzy, ale nie traci przez to swojej godności. Nie można jednak tego powiedzieć w wypadku, gdy człowiek niewiele dba o poszukiwanie prawdy i dobra, a sumienie z nawyku do grzechu powoli ulega niemal zaślepieniu”.

 

Źródło: ncregister.com/ccatholicherald.co.uk/nonpossumus.pl.

AS

 

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie