22 października 2020

Jan Pospieszalski: Uwaga, Polska umiera!!! Nie ma dziś większego zagrożenia!

(Jan Pospieszalski fot. YouTube/ Prawo i Sprawiedliwość Łowicz )

Żyjemy w kraju, który umiera. W ubiegłym roku zmarło 410 tys. Polaków, urodziło się 375 tysięcy. To znaczy, że trumien było o 35 tys. więcej, niż kołysek. Dlaczego nikt się tym nie przejmuje? W 2050 roku będzie nas 29 milionów, w roku 2100 – już tylko 13! Powinien pilnie powstać zespół ekspercki, który się tym zajmie – i przedstawi program walki o demografię. Milczenie w tej sprawie jest wielkim zaniechaniem polityków – i Kościoła. Mówił o tym red. Jan Pospieszlaski podczas konferencji online „Utopia tęczowej rewolucji”.

 

W czwartek odbyła się konferencja online „Utopia tęczowej rewolucji”. Zorganizowało ją Centrum Życia i Rodziny. W konferencji udział wzięli: psycholog Agnieszka Szczygieł-Marianowicz, małopolska kurator oświaty Barbara Nowak, prof. Aleksander Nalaskowski, prof. Grzegorz Kucharczyk, redaktor naczelny PCh24.pl Krystian Kratiuk oraz red. Jan Pospieszalski.

 

O problemie wymierania Polski w wystąpieniu „Demografia, głupcze!”, mówił red. Jan Pospieszalski.

Jan Pospieszalski zaczął od wskazania, że nie ma determinizmu dziejowego, nie ma jakiejś konieczności, która prowadzi nas w dobrą lub złą stronę historii.

 

Jezus Chrystus jest Panem historii. Myśmy jako wspólnota odczuli, że wkracza i interweniuje bardzo konkretnie w nasze dzieje. Obchodziliśmy 100-lecie Bitwy Warszawskiej. Rzecz, która wydawała się przegrana, okazała się wielkim zwycięstwem. Nie sposób przypomnieć wszystkich miejsc i czasów – powiedział.

 

Odwołam się do niesamowitej postaci kardynała Stefana Wyszyńskiego i do Ślubów Jasnogórskich. Wtedy w 1956 roku, 26 sierpnia, na placu pod Jasną Górą pojawiło się milion osób. Nie było facebooka, nie było autostrad, pociągi kursowały dużo gorzej niż dzisiaj, dostępność samochodów była zupełnie inna. A jednak milion osób przyszło pod Jasną Górę. Przyszli – i klęcząc na trawie przysięgali wierność Krzyżowi, Ewangelii, Chrystusowi, Kościołowi, jego pasterzom i – uwaga – Ojczyźnie naszej świętej, przedniej straży chrześcijaństwa. Deklarowali, że będą żyli w łasce uświęcającej. Kolejnym przyrzeczeniem było ślubowanie ochrony życia, że pierwej sami śmierć poniesiemy, niż podniesiemy rękę na życie dziecka nienarodzonego – kontynuował.

 

Pospieszalski zwrócił uwagę na kwestię aborcji eugenicznej. Podkreślił, że to niezwykle istotna sprawa, bo pokazuje, że jest coś ważniejszego od wygody rodziców, to wartość, która definiuje życie naszej wspólnoty.

 

Następnie przeszedł do problemu demografii.

 

Żyjemy w kraju, który umiera. To nie jest jakaś retoryka strachu czy katastrofizm. W ubiegłym roku zmarło 410 tys. Polaków, a urodziło się tylko 375 tysięcy. A więc liczba trumien o 35 tys. przewyższyła liczbę kołysek. Wyobraźmy sobie zatem, że w ubiegłym roku zniknął Sanok, Lembork, Ostróda z naszej mapy… Proces przyspiesza, ponieważ wkraczamy w dekady, gdy będzie odchodzić pokolenie wyżu lat 50-tych. Znikanie będzie postępowało szybciej i bardziej znacząco. Według prognozy ONZ, zakładającej kontynuację zjawisk, dzietność 1,45 dziecka na kobietę w wieku rozrodczym, przy obecnym poziomie śmiertelności i przy wskaźniki emigracji na poziomie 0, czyli nikt nie wyjeżdża nikt nie przyjeżdża, w roku 2050 ludność Polski z obecnych 38 mln spadnie do 29,5 mln. Natomiast w roku 2100 ludność Polski skurczy się do 13,7 mln osób. Z 38 do 13. Przy optymistycznych prognozach, zakładających wzrost dzietności do 1,6 na kobietę, będzie nas 17 mln – czyli nawet nie połowa stanu obecnego. Pytanie, czy kogoś to obchodzi – powiedział.

 

Depopulacja postępuje, a chowanie głowy w piasek to skrajna nieodpowiedzialność czy wręcz sabotaż. Nie jest wytłumaczeniem dla naszej klasy politycznej, że żaden kraj europejski nie znalazł dobrej recepty jak zatrzymać spadek urodzeń – dodał Pospieszalski.

 

Przypomniał, że bogate kraje, jak Niemcy czy kraje skandynawskie, przeznaczają ogromne środki na wsparcie rodzin, na żłobki – ale i tak nie radzą sobie z kryzysem urodzeń. Lepsze wskaźniki we Francji, Szwecji czy Wielkiej Brytanii wynikają z dużej populacji imigrantów. Ale także imigranci tracą dzietność – w pierwszym i drugim pokoleniu zachowują pierwotną dzietność, ale później już nie.

Pospieszalski podkreślił, że program 500+ nie spełnił swojej roli. Był potrzebny, ale został źle przedstawiony: władza przedstawiła go jako coś pomocowego, socjalnego, jako wsparcie. A to pokazywało, że dziecko… to kłopot. Powinno być tymczasem odwrotnie. Zwrócił uwagę, że w staropolszczyźnie na dzieci mówiono: pociecha. I to rzeczywiście odzwierciedla rzeczywistość. Co więcej, dzieci były też kiedyś gwarancją bezpiecznej przyszłości; dopiero Bismarck wprowadził ubezpieczenia emerytalne. Wcześniej liczba dzieci przekładała się na zamożność i status, w jakim będzie się spędzać starość.

 

Dziecko jako dar, jako osoba ludzka ze swoją godnością, jest samo w sobie cudem. Samo pojawienie się dziecka to jest cud. Natomiast nakłady na dziecko, pampersy, zdrowie, wykształcenie, ćwiczenia, zajęcia sportowe – płacimy za to, to jest inwestycja dla wspólnoty. Im więcej włożymy w danego obywatela troski, miłości i tkliwości, czasu, tym większa jest gwarancja, że wyrośnie z niego fantastyczny człowiek, obywatel, podatnik. 500+ jest zatem tylko zwrotem podatku i refundacją poniesionych kosztów. Takie postawienie sprawy zamyka dyskusję czy komuś się należy bo należy takie albo inne dochody, albo od którego dziecka zacząć. Każdemu się należy i wszystkie dzieci powinny uzyskać takie wsparcie – wskazał.

 

Według Pospieszalskiego takie nastawienie mogłoby doprowadzić do zmiany klimatu wokół wielodzietności.

 

Czy my chcemy, żeby nas nie było? Żeby w roku 2100 Polska liczyła 13 albo 17 milionów? Pewnie nie. […] Postawa wygodnictwa, tumiwisizmu, egoistycznej filozofii życia, sprawia, że mamy w nosie wspólnotę, mamy w nosie, czy Polska przetrwa. Nie ma ważniejszego problemu niż odpowiedź na pytanie, czy Polska ma trwać i czy ma przetrwać. To pytanie powinno spędzać sen z powiek wszystkich parlamentarzystów – wskazał.

 

Według Pospieszalskiego rząd potrafi robić rzeczy w perspektywie długofalowej: umowa z górnikami o wygaszeniu kopalni do 2049 roku, budowa CPK, przekop Mierzei Wiślanej. W takich kategoriach, długofalowych, należy też myśleć o demografii.

 

Podkreślił następnie, że najwięcej dzieci rodzi się dziś w rodzinach katolickich, na przykład w rodzinach związanych z neokatechumenatem, gdzie piątka, szóstka czy siódemka dzieci to norma. Należy zadać sobie pytanie, co powoduje, że ci ludzie mają tyle dzieci. Można więc naukowo zbadać ten problem – i udzielić dobrej odpowiedzi, podjąć dobre działania. Należy zatem powołać eksperckie ciało, które będzie zastanawiać się, jak ten problem rozwiązać. To powinni być statystycy, psychologowie, socjologowie – wskazał.

 

Jeśli uznamy, że polską racją stanu jest zatrzymanie depresji demograficznej, to naturalnie i logicznie wyjdzie nam, że wszystko, co się sprzeciwia tej racji stanu jest niedobre. My walczymy o nasze być albo nie być. Z taką determinacją jak dzisiaj rząd walczy z Covid-19 […] trzeba walczyć z depresją demograficzną. Jeżeli za 30 lat mają ubyć miliony Polaków, to jest to znacznie większy ubytek ludności, niż mógłby wyniknąć z koronawirusa. Wszystko co idzie do nas z tym nowym antycywilizacyjnym trendem jest przeciwne polskiej demografii, czyli przeciwne polskiej racji stanu – wskazał.

 

Podkreślił, że rząd ma wpływ na media publiczne, na wyższe uczelnie, na organizacje pozarządowe finansowane z budżetu państwa i tutaj rząd może działać.

 

Jest jeszcze Kościół. Zadaję pytanie: kto pamięta ostatnio homilię, która mówiłaby, jak potworną rzeczą z punktu widzenia duchowości jest antykoncepcja? Kto pamięta afirmatywny cykl konferencji, dlaczego Paweł VI miał rację w Humanae vitae? Kto pamięta list pasterski, że cudowne są wielodzietne rodziny? Czy pamiętacie Państwo chociaż jeden taki list, jedną taką homilię? – pytał. Na przykład w liście prymasa Polaka na okazję beatyfikacji kardynała Wyszyńskiego ani słowem nie wspomniano o programie Ślubów Jasnogórskich, dzietności, ochronie życia, ochronie małżeństwa i rodziny.

 

Dlaczego nie pracuje zespół ekspercki matematyków, statystyków, psychologów, socjologów, lekarzy, którzy analizowaliby [kryzys demograficzny]? – zapytał Pospieszalski.

 

W jego ocenie ogromne są tu zaniechania polityków, zaniechania przedstawicieli Kościoła i programu duszpasterskiego – oraz nas samych, tego, ile mamy dzieci i ile mamy wnuków.

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie