29 października 2018

Maryja zniszczy homoherezję! Czytaj nowy numer „Polonia Christiana”!

Kryzys w kościele związany z nadużyciami seksualnymi duchowieństwa jest dla wiernych bolesnym ciosem. Dla wrogów Kościoła skandale te są pożywką do wyprowadzania kolejnych ataków. Inni wolą jednak sprawę przemilczeć. Mało kto chce mówić o prawdziwej przyczynie zła, a jest nią ofensywa homoseksualizmu.

 

„Często prawdziwe i ohydne grzechy duchownych są przez wrogów Kościoła multiplikowane i rozszerzane do niebotycznych rozmiarów, co ma zohydzić w oczach opinii publicznej cały Kościół. To właśnie widzimy w przypadku takich zjawisk jak promocja filmu Kler i temu podobnych ataków. Dla takich antyklerykałów owe grzechy i zgorszenia duchowieństwa stają się w rzeczywistości rodzajem anestezji własnych sumień, które ciągle jeszcze dręczą wyrzuty w zetknięciu z nauczaniem Kościoła zazwyczaj w kwestiach moralnych” – pisze Sławomir Skiba.

 

Redaktor naczelny dwumiesięcznika „Polonia Christiana” zauważa, że część osób wobec skandali przyjmuje postawę milczącą, a chodzi tu „o grupę katolickich działaczy i publicystów, którzy przyjmują rodzaj sentymentalnej białej herezji, zakładającej istnienie dogmatu o niepokalanym poczęciu duchowieństwa. To ślepi przewodnicy ślepych”. Obie wymienione grupy – co zauważa Sławomir Skiba – łączy fakt, że „nie chcą mówić o prawdziwej przyczynie zła, jaką jest ofensywa homoseksualizmu, a nie żaden klerykalizm”. I właśnie o tym prawdziwym źródle zła w Kościele mówi nowy numer dwumiesięcznika „Polonia Christiana”: Kimkolwiek jesteś. Sodomito!

 

Postawę „nic się nie stało” – przyjętą po publikacji listów arcybiskupa Viganò, piętnuje też Łukasz Karpiel. A jak zauważył, owa ideologia świętego spokoju przenika polski katolicyzm. „Pozostawanie jednak w błogim przekonaniu, że nasza chata z kraja może się okazać zgubne. Echa antykatolickiej nawałnicy słychać bowiem w naszym kraju coraz wyraźniej” – czytamy.

 

Ponadto w numerze Piotr Doerre rozprawia o tym, po nam jest potrzebna niepodległość. „Na stulecie odzyskania przez Polskę niepodległości wychodzą liczne publikacje przypominające ten niezwykły rok 1918, przygotowuje się audycje radiowe, programy telewizyjne i filmy oraz podniosłe, choć może nie nazbyt huczne uroczystości. Wspomina się tych, których pracy i walce zawdzięczaliśmy kształt granic państwa na nowo powołanego wówczas do życia i wszystko, co w nim było wielkie, piękne i godne naśladowania. Ale dlaczego właściwie chcemy świętować tę rocznicę? Przecież nie Polska się wówczas narodziła, bo ta istnieje już od dziesięciu i pół wieku. Odrodziło się tylko polskie państwo” – pisze.

 

Warto spojrzeć też na wzbudzające niepokój rosnące zainteresowanie projektem „Wielkiej Lechii”. Jak zauważa Michał Wałach, owa fascynacja budowana jest na fałszywych kronikach, absurdalnych interpretacjach materiałów historycznych, wybiórcze sięganie po dorobek naukowy, a wszystko to podlane antyklerykalnym sosem. „Pseudonaukowa koncepcja zakładająca istnienie przedchrześcijańskiego imperium Polaków, tak zwanej Wielkiej Lechii, mimo swojej bezapelacyjnej niedorzeczności zyskuje kolejnych wyznawców” – czytamy.

 

Z kolei Krystian Kratiuk zabiera nas w podróż do Ziemi Świętej. Zastanawia się jak dziś wyglądałaby Jerozolima, gdyby znajdowała się w rękach chrześcijan. „Czy gdybyśmy zdobyli Jerozolimę na dobre, to wstępowaniu w progi Bazyliki Grobu Bożego towarzyszyłyby wołania muezina? Dziś bowiem, gdy wkraczamy do tej niezwykłej świątyni i dostrzegamy komorę grobową, w której miało spoczywać ciało Zbawiciela, słyszymy wezwanie do modlitwy tych, którzy Chrystusa nie uważają za Boga. Tych, którzy Jego wyznawcom odcinają głowy. Czy gdybyśmy zagościli tam na stałe, nad murami miasta nadal dominowałby półksiężyc, mieniący się w słońcu tak jak złota kopuła ogromnego meczetu, na którym jest umiejscowiony? – wskazuje.

 

Publicysta przenosi nas także nad Morze Martwe, gdzie „według tradycji, potwierdzonej badaniami archeologicznymi, w samym środku morza znajduje się miejsce, na którym wznosiły się niegdyś mury dwóch miast: Sodomy i Gomory. Nazwy te słusznie stały się synonimem wszelkiego zgorszenia, nieporządku i grzechu”. Akwen – pozbawiony życia – nazywany był przez starożytnych „cuchnącym”. „Czyż możemy wątpić, że istnienie Morza Martwego to znak Boga, niechcącego widzieć więcej obrzydliwości zniszczonych przezeń miast? Czyż nie jest symboliczne, że Stwórca całego świata zechciał umiejscowić Sodomę i Gomorę w najniższym punkcie ziemi?” – pisze Krystian Kratiuk.

 

Więcej dobrej publicystyki znajdziecie Państwo w numerze 65. dwumiesięcznika „Polonia Christiana”. Magazyn dostępny jest w dobrych kioskach i salonach prasowych.

 

Zachęcamy także do zamawiania i prenumeraty najnowszego numeru pisma w tradycyjnej drukowanej formie na stronach Księgarni Polonia Christiana oraz – po obniżonej cenie – w formie ebooka, za pośrednictwem serwisu ePCh24.pl.

 

MA

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie