Masowa migracja drenuje system opieki zdrowotnej. Francuzi stają się pacjentami drugiej kategorii

Francja przetestowała na swoim organizmie niemal wszystkie skutki masowej imigracji. Mniej znanym aspektem przyjmowania migrantów jest ich... leczenie. Niegdyś kpiono z Jarosława Kaczyńskiego, że ten ośmielił się nadmienić cokolwiek o chorobach przenoszonych razem z migracją. Francja doznała tymczasem powrotu niektórych chorób, o których w tym kraju już lata temu zapomniano. Państwo w ramach solidarności świadczy usługi leczenia nielegalnym migrantom. Z czasem okazało się, że powstała tu już także „turystyka medyczna”, czyli przyjazdy chorych osób, które chociaż wiedzą, że nie mają szansy na azyl, ale chcą po prostu skorzystać z wysokiej jakości medycyny francuskiej do wyleczenia tej, czy innej przypadłości.
Lata temu powstała we Francji tzw. państwowa pomoc medyczna (AME), na którą przeznaczono początkowo niewielkie sumy w imię humanitaryzmu, by zapewnić podstawową opiekę potrzebującym przybyszom, którzy nie mieli prawa do ubezpieczenia społecznego. Z czasem koszty AME rozrastały się, a rodowici Francuzi zaczęli się skarżyć, że migranci w klinikach prywatnych i szpitalach są lepiej przyjmowani od nich samych. Nic dziwnego, bo za te usługi płaci przecież „solidny” sponsor, czyli państwo. Tymczasem nie wszyscy Francuzi mają dodatkowe ubezpieczenia i za pobyty w szpitalu wielu z nich musi dopłacać. Mało tego, obywatele Francji nie mają dostępu do jakichkolwiek publicznych mechanizmów finansowania swojego leczenia, a w przypadku braku ubezpieczenia, państwo będzie ściągało z nich całą sumę wystawionego przez szpital rachunku.
Koszty AME rosną z roku na rok, chociaż politycy od lat próbują je ograniczyć. Tymczasem Obserwatorium Imigracji i Demografii opublikowało ciekawy raport na temat państwowej pomocy medycznej, który pokazuje, że AME to studnia bez dna. Jest to system opieki zdrowotnej dla nielegalnych imigrantów niepłacących składek ubezpieczenia. W przypadku Francji, dzięki „humanitaryzmowi” lewicy, bezpłatną opiekę medyczną rozszerzono nie tylko na pilne przypadki, ale praktycznie na bardzo szeroki zakres leczenia.
Jakiekolwiek zmiany i reformy tego systemu są odrzucane i padają argumenty, że taka opieka jest np. konieczna dla zapobiegania rozprzestrzenianiu się epidemii w populacji ogólnej, padają argumenty o ogólnoludzkiej solidarności, trosce o najbiedniejszych i wykluczonych. Na straży „prawa do opieki lekarskiej” stoi też Rada Stanu, która powołuje się nawet na zasady konstytucyjne. Trzeba tu jednak zauważyć, że w innych krajach UE, migranci aż tak szerokiej opieki nie otrzymują.
Wspomniany raport wskazuje, że we Francji w ciągu niecałych dwóch dekad, liczba beneficjentów państwowej pomocy medycznej (AME), potroiła się, z około 155 000 w 2004 r. do prawie 456 000 w 2023 r. Towarzyszył temu gwałtowny wzrost wydatków z budżetu między 2012 a 2024 rokiem (o 72%). W 2025 na AME przeznaczono w budżecie państwa około miliarda trzystu dziewiętnastu milionów euro (9,3% więcej, niż w 2024). Badanie wykazało, że wielu migrantów podaje właśnie podają dostęp do opieki zdrowotnej jako jeden z motywów wyboru Francji na miejsce swojego przyjazdu (jedna czwarta). Najczęściej przyjeżdżają tu rodzić dzieci (kobiety), leczyć choroby krwi, nowotwory, niewydolność nerek… Podejrzewa się, że 43% pacjentów korzystających z AME i poddawanych dializom, czy 25% pacjentów z AME poddawanych chemioterapii onkologicznej przyjechało do Francji w ramach „turystyki zdrowotnej”. Widać tu też znaczną nadreprezentację osób z HIV-AIDS, wirusowym zapaleniem wątroby i chorobami zakaźnymi.
Za to wszystko płaci państwo, więc np. szpitale, czy prywatne kliniki często zawyżają rachunki. Zwykły ubezpieczony Francuz otrzymuje np. zwrot jedynie w 60% kosztów aparatów słuchowych lub opieki stomatologicznej, 55% kosztów transportu medycznego i 30% kosztów niektórych leków. Beneficjenci AME nie ponoszą w takich przypadkach żadnych kosztów własnych. Są zwolnieni z udziału własnego w kosztach leczenia, takich jak opłata za hospitalizację w wysokości 20 euro, 2 euro za konsultację lekarską lub 1 euro za opakowanie leków. Ubezpieczony obywatel wydaje średnio w roku na te opłaty około 274 euro. Z tytułu AME, migrant może nawet sfinansować sobie zabiegi chirurgii plastycznej, takie jak np. korekta odstających uszu.
Nic dziwnego, ze wymowa raportu wskazuje na brak sprawiedliwości między osobami opłacającymi składki a osobami, które ich nie płacą, nie mają prawa pobytu, a są leczone lepiej. To wszystko dzieje się w czasach, kiedy rząd w imię oszczędności budżetowych chce obciąć w 2026 roku wydatki na opiekę zdrowotną o 5 miliardów euro.
Pozytywnym zjawiskiem jest to, że we Francji o tym problemie można już głośno dyskutować. Padają też pomysły ograniczenia tego typu wydatków, co przy okazji mogłoby zastopować wiele przyjazdów. Jedna z proponowanych reform proponuje zastąpienie Państwowej Pomocy Medycznej (AME) jedynie Pomocą Medyczną w Nagłych Wypadkach (AMU). Państwo opłacałoby jedynie procedury medyczne w przypadku zagrożenia osoby lub dziecka nienarodzonego lub w przypadkach możliwości trwałego pogorszenia się ich stanu zdrowia. Mówi się też o wprowadzeniu opłat, nawet symbolicznych. Są też propozycje wyłączenia z AME osób objętych nakazem deportacji ze względu na zagrożenie porządku publicznego, ale też z wyłączeniem potrzeby nagłej pomocy.
Raport zaleca sprawdzanie, czy kontynuacja kosztownych lub przewlekłych terapii nie może być prowadzona w kraju pochodzenia i od tego uzależniano by leczenia we Francji. Proponuje się, by do wpisania na listę oczekujących na przeszczep, pacjent mieszkał co najmniej 2 lata w kraju. W ramach takich półśrodków, rozważa się kontrolowanie placówek medycznych, czy nie zawyżają kosztów, itd. Nawet jednak takie pół-środki mogą trafić w przypadku zmiany przepisów na sprzeciw Rady Stanu, która jest zdominowana przez polityków lewicy i dość konsekwentnie „rozbraja” wszystkie narzędzia walki z nielegalną imigracją. Okazuje się, że migracja może mieć pośredni wpływ nawet na dodatkową zapaść opieki medycznej, a w przypadku Francji tubylcy sami sobie zgotowali taki los i chciałoby się zacytować za znanym filmem frazę - „ciemność widzę, ciemność”...
Bogdan Dobosz






