Bogdan Dobosz: Francuska ścieżka do cywilizacji śmierci

We Francji trwa dyskusja o zapisaniu w konstytucji prawa do zabijania dzieci nienarodzonych. Taką propozycję przegłosował parlament. Organizacje pro-life zapowiadają protesty, ale nic nie wskazuje na zatrzymanie rozszerzania się wpływów cywilizacji śmierci.
Kiedy w 1976 roku wprowadzano tzw. ustawę Simone Veil, która legalizowała aborcję, była mowa wyłącznie o wyborze „mniejszego zła” i sytuacjach ekstremalnych kobiet. Zabijanie dzieci w łonie matki obwarowano wówczas wieloma zastrzeżeniami (konieczny czas refleksji, klauzula sumienia dla lekarzy). Po pół wieku aborcja stała się „prawem kobiet”, a nawet „prawem”, które Francja chce dodać do „zasad fundamentalnych UE”, a także wpisać do swojej konstytucji.
Ta transformacja postrzegania nad Sekwaną aborcji odbywała się stopniowo. Wykorzystano spadek wpływów Kościoła katolickiego, laicyzację coraz bardziej „wielokulturowego” społeczeństwa, masową kulturę, media. Z czasem, obrońcy życia byli przedstawiani jako „fanatycy religijni”, a w końcu praktycznie zakneblowano ich głos sprzeciwu. Dyskusje na temat samej istoty życia praktycznie spacyfikowano. Przeciwnicy aborcji zaczęli być nawet karani.
Szerokie praktykowanie aborcji doprowadziło też do jej banalizacji. W 2021 r. już 223 300 kobiet dokonało aborcji i liczby te nikogo jakoś nie przerażają. Przykład Francji pokazuje jak odchodzenie od wartości życia i jego relatywizacja szybko dewaluują wszystkie hasła o „wyjątkowości” aborcji i rzekomym wyborze „mniejszego zła”. Co ciekawe, z czasem zaczynają tej relatywizacji towarzyszyć kolejne postulaty zwolenników cywilizacji śmierci, jak np. postulat wprowadzenia eutanazji.
Wpisanie „prawa do aborcji” do konstytucji Republiki jest uzasadniane przez lewicę, wyrokiem sądu amerykańskiego i „zabezpieczeniem” możliwości zabijania dzieci nienarodzonych w Europie. W rzeczywistości chodzi o ostateczne dobicie gwoździa do trumny poczętych istot, które tracą możliwości jakiejkolwiek ochrony. Zapisanie w ustawie zasadniczej w XXI wieku prawa do zabijania niewinnych istot i zakaz zabijania zbrodniarzy to jeden z największych absurdów naszych czasów.
Obroną życia poczętego zajmują się jeszcze katolicy, ale warto zauważyć, że częściej są to osoby świeckie, niż hierarchia i księża, którzy nie chcą otwierać frontów walki z państwem, a dostrzegają częściej problemy zastępcze „ochrony życia”, np. w postaci przyjmowania i udzielania schronienia migrantom wyławianym na Morzu Śródziemnym. Wpisywanie się w „humanitaryzm” jest bezpieczniejsze. Niedawno ksiądz katolicki z Wogezów został ukarany przez swoją diecezję homilię w temacie aborcji. Poszło o porównanie liczby aborcji do liczby zgonów w I wojnie światowej.
11 listopada w Bertrimoutier, małym miasteczku położonym około pięćdziesięciu kilometrów od Epinal, ks. François Schneider z paraii Sainte-Trinité, porównał liczbę aborcji do liczby zgonów podczas I wojny światowej. Zauważył, że „aborcja zabiła więcej ludzi na całym świecie niż Wielka Wojna”. Takie porównanie uznano za niewłaściwe.
Zresztą głos społeczny katolików jest coraz bardziej marginalizowany, a w dodatku są oni „postępowo oduraczeni”. W sumie tylko 2% „katolików” jest przeciw aborcji, chociaż w przypadku „katolików regularnie praktykujących” odsetek ten wzrasta do 42%. Zabijaniu dzieci poczętych sprzeciwia się we Francji jeszcze tylko 19% badanych (IFOP).
Ciekawostką jest, że średnia ta jest wyższa wśród francuskich muzułmanów, których 25% jest przeciwnych „prawu do aborcji” (41% muzułmanów „praktykujących). Lewica i partia prezydencka Macrona (Odrodzenie) brnąc w kierunku „konstytucjonalizacji” aborcji nie muszą się już specjalnie oporem społecznym przejmować.
Bogdan Dobosz







