Depopulacja a smartfon. Szybka łączność mobilna jako generator kryzysu demograficznego

Coraz więcej analityków na całym świecie wykazuje ścisły związek pomiędzy spadkiem wskaźnika urodzeń a rozwojem form komunikacji pozbawiających tożsamości, przede wszystkim mediów społecznościowych nagminnie używanych na smartfonach. Dane są zatrważające. Im młodsza grupa wiekowa, tym bardziej wyraźny spadek dzietności.
Niebezpieczna zależność
John Burn-Murdoch, analityk Financial Times zauważa, że zależność między spadającym wskaźnikiem urodzeń a rozwojem mediów społecznościowych i smartfonów jest bardzo wyraźna. W tym przypadku, dla spadającej dzietności społeczeństw przestaje być ważne czy są one bogate czy biedne oraz jaki jest poziom wykształcenia. Nie istotne stają się czynniki, które wcześniej były dominujące podczas analizowania problemu malejącej dzietności.
„Prawie cały świat jest teraz dotknięty tym zjawiskiem. Do niedawna porażająco niskie i gwałtownie spadające wskaźniki urodzeń były głównie problemem krajów bogatych, ale obecnie wiele krajów rozwijających się ma niższe wskaźniki dzietności niż te znacznie bogatsze. W przypadku wielu krajów spadek liczby urodzeń jest znacznie bardziej widoczny wśród osób o najniższym wykształceniu i najniższych dochodach” – pisze na temat dzietności John Burn-Murdoch, w artykule opublikowanym w brytyjskim dzienniku Financial Times. A przy okazji publikacji wyników tych badań, z pewnością można już chyba ogłosić upadek mitu o przeludnieniu świata, którym często argumentowano aborcję.
Na podstawie wielu danych demografowie ustalili, że liczba urodzeń spadła najwcześniej na obszarach świata, które jako pierwsze uzyskały dostęp do szybkiej łączności mobilnej. Zjawiska takie jak problemy z mieszkalnictwem, zmiany kulturowe, globalny kryzys finansowy, które wcześniej uważano za dominujące przy badaniach światowego załamania demograficznego, schodzą obecnie na drugi plan. Na pierwszy wysuwa się „zachłyśniecie się” nowymi technologiami, w których centrum znajduje się nieduże urządzenie elektroniczne zwane - smartfonem.
„Jeśli spędzasz dużo czasu na spotkaniach towarzyskich z rówieśnikami w realnym świecie, twoje standardy dotyczące potencjalnego partnera są zakorzenione w rzeczywistości. Jeśli spędzasz czas na Instagramie, twoje standardy są zakotwiczone w sztucznym wyobrażeniu tego, co jest normalne" - pisze, w jednej ze swoich prac, demograf i badacz fenomenu rodziny Lyman Stone.
Wnioski jakie ten znany amerykański naukowiec wysnuł ze swoich wieloletnich badań prowadzonych nad wpływem social mediów na psychikę dzieci i młodzieży są dramatyczne. „Social media nieustannie bombardują nas wyidealizowanymi obrazami podróży, kariery i życia singli lub par bezdzietnych. To sprawia, że ludzie odczuwają wyższy koszt utraconych korzyści, rezygnując z "idealnego" stylu życia na rzecz posiadania dzieci” – mówi Lyman Stone w podkaście internetowym opublikowanym na portalu uczelni Beatrice Institute.
„Tworzenie trwałego związku to proces, który wymaga czasu, dobrego poznania drugiej osoby, zdolności do przyjmowania na siebie zobowiązań i umiejętności podejmowania wiążących decyzji. Smartfon uczy czegoś wręcz przeciwnego: wszystko jest chwilowe, nie ma zobowiązań, decyzje można zmieniać w każdej chwili, można kogoś dodać do grona znajomych, a za chwilę go usunąć”.
Osiołkowi w żłobie dano…
Lyman w swoich pracach określił fatalne skutki brania na poważnie nierealnych wzorców lansowanych masowo w internecie. Młodzi ludzie widząc tam „idealnych rodziców”, zawsze uśmiechniętych, wciąż pląsających ze swoimi pociechami w super urządzonym domu lub na egzotycznych plażach, dochodzą do błędnego wniosku, że nie są w stanie dać takich luksusów swojemu dziecku, więc nie nadają się na rodziców.
Osoby, które wiele godzin dziennie spędzają przed ekranem smartfonu lub laptopa, mają podobne trudności z tworzeniem trwałej relacji małżeńskiej. Szukając swojego wybranka czy wybranki na forach randkowych wchodzą w rolę klienta w hipermarkecie, który chcąc kupić jakiś potrzebny mu przedmiot, ma ich całe mnóstwo do wyboru i nie może się zdecydować, który będzie najlepszy. Dla przykładu dziewczyna zaczyna spotykać się z chłopakiem, a na randce myśli czy dobrze wybrała, bo przecież na forach jest tak wielu innych, może lepszych kandydatów na męża. Skacze więc tak z kwiatka na kwiatek, a czas leci. Dobrze jak zdecyduje się przed trzydziestką.
Coraz więcej jest jednak młodych osób, które kilkukrotnie „parząc się” w zderzeniu z nieidealnością wybranka czy wybranki, nadal nie chcą przyjąć rzeczywistości takiej jaka ona jest i zupełnie przestają szukać. Żyją w samotności, co najwyżej kupując sobie zwierzaka, traktując go jak protezę życiowego partnera.
Miłość = dzieci
W swoich pracach Stone sugeruje, że aby walczyć z kryzysem demograficznym, potrzebne są nie tylko bodźce ekonomiczne, lecz także świadome wybory społeczne dotyczące korzystania z urządzeń cyfrowych, by chronić czas i stabilność emocjonalną młodego pokolenia. W swoich publikacjach podkreśla on, że żadna polityka prorodzinna, oparta jedynie na ekonomii, nie zastąpi miłości, która jest prawdziwym źródłem wciąż odnawiającego się życia.
„Polityka pronatalna, tak naprawdę, nie jest w stanie przekonać ludzi do prawd takich jak - dzieci są dobre lub małżeństwo jest OK. Prosta rzeczywistość jest taka, że nikt nie ma dziecka “dla PKB.” Nieco większa ulga podatkowa na dziecko lub wyższa stawka zwrotu kosztów opieki nad dzieckiem to dla ogromnej większości osób nie jest żaden powód, dla którego warto mieć dzieci. Nie ma praktycznie żadnej polityki ekonomicznej, która mogłaby przekonać do stania się rodzicem!... Polityka nigdy nie wypełni przestrzeni znaczeń, sensu i celów, których rodzice potrzebują, aby wykonać skok wiary związany z posiadaniem dzieci Prawdziwą siłą pronatalizmu jest wewnętrzne przekonania, wiara że to ma głęboki sens” – czytamy w artykule Lymana Stona na stronie Institute Family Studies.
Źródła - Institute Family Studies, Financial Times
Adam Białous






